Reklama

Barbara Wypych: Talent, szczęście, pracowitość

Jest zdolna, pracowita i ma szczęście do ciekawych projektów. Barbara Wypych, którą widzowie pokochali za rolę w "Stuleciu Winnych", dołączyła do obsady drugiego sezonu "Znaków".

Barbara Wypych

Pięć lat temu obroniłaś dyplom w PWSFiTV w Łodzi, a zdążyłaś już zagrać w wielu produkcjach. Talent, szczęście?

Reklama

Barbara Wypych: - I pracowitość. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy młody aktor ma taką szansę, którą ja dostałam i z oddaniem ją wykorzystuję. Debiutowałam na czwartym roku w "Paniach Dulskich" Filipa Bajona i "Śpiewającym Obrusiku" Mariusza Grzegorzka. Od tamtej pory sporo zrobiłam i apetyt na kolejne wyzwania wciąż rośnie. Cieszę się, że każda rola jest inna, bo mam szansę pracować nad warsztatem i cały czas się rozwijać. Ta różnorodność powoduje, że póki co, nie kojarzę się jednoznacznie.

Masz na koncie sporo ciekawych projektów m.in. "Powidoki", "Rojst", "Kruk. Szepty słychać po zmroku" i wreszcie telewizyjny hit "Stulecie Winnych".

- To fantastyczna produkcja, która bardzo mnie angażowała pod wieloma względami. W drugim sezonie poznamy dalsze losy bohaterów, tym razem na tle wydarzeń II wojny światowej, ale pojawią się też nowe wątki i nowe postaci.

Dołączyłaś do obsady drugiego sezonu serialu "Znaki". To wielowątkowa historia, ciekawe postaci, trochę grozy i humoru. Kim jest Kaja, którą grasz?

- Kaja jest pozorantką. Nie chciałabym wiele zdradzać, ale nieczęsto zdarza mi się grać postaci negatywne, a Kaja właśnie taka jest. Interesowna i zachłanna. Dostałam bardzo ciekawy materiał i jestem wdzięczna decydentom, za zaufanie, ze ta propozycja trafiła do mnie bezpośrednio.

Castingi to ten kawałek pracy, którego aktorzy nie lubią. Jak do tego podchodzisz?

- Coraz częściej nagrywamy selftape. Jest to casting zdalny, który można samodzielnie zarejestrować w domu. Jest to na pewno komfortowe. Możemy rejestrować w domowym zaciszu i podjąć wiele prób, ale bywa i tak, że pochłania to o wiele więcej czasu niż spotkanie w studio castingowym. To świetne rozwiązanie w przypadku zagranicznych produkcji. Wystarczy wysłać maila z nagraniem i liczyć na szczęście. Cały czas uczę się, że odrzucenie i selekcja jest wpisane w ten zawód. Nie na wszystko mamy wpływ. Bywa, że w naszym poczuciu, jakaś próba jest nieudana, a potem okazuje się, ze dostaliśmy te role, i odwrotnie. Należy działać w zgodzie ze sobą i poczuciem, ze zaprezentowałyśmy się na miarę swoich możliwości i potencjału.

Miniony rok był dla ciebie łaskawy. Zagrałaś m.in. w filmie "Jak zostać gwiazdą".

- Do tej roli zasugerowała mnie Ania Wieczur-Bluszcz, z którą miałam okazję współpracować przy spektaklu Teatru Telewizji kilka lat temu. To nie jest duża rola, ale świetnie bawiłam się partnerując Tomkowi Karolakowi, który nie bez przyczyny jest nazywany królem komedii. Gramy duet producentów programu telewizyjnego, bo właśnie wokół telewizji kręci się cała historia.

Mówi się, że komedia jest zdecydowanie bardziej wymagająca niż dramat. Zgadzasz się z tym?

- W szkole wszyscy widzieli we mnie komediowy potencjał, co dla mnie wcale nie było to takie oczywiste. Dobra komedia to zbiór wielu elementów - sytuacja, postać, dialogi i czasem niewiele trzeba, żeby osiągnąć zamierzony efekt. Poza tym uważam, że każdy z nas ma wpisany pewien rodzaj naiwności, która bywa zabawna. Często śmieję się z samej siebie, ze swojego niezdecydowania, wątpliwości i emocji. Czytałam ostatnio książkę "Głupota - biografia nieoficjalna", którą szczerze polecam. To świetna refleksja na temat tego, w jakim świecie żyjemy i jakim ulegamy mechanizmom.

Korzystasz z mediów społecznościowych?

- Tak. Świat idzie do przodu, a nowe technologie są po to, żeby z nich korzystać. Media społecznościowe są dla mnie formą autopromocji i kontaktu z widzami. Od czasu do czasu opublikuję jakieś prywatne zdjęcie, ale nie mam potrzeby informowania o tym, co zjadłam, jak się dziś czuję i jakiej szminki używam. Nie uważam, żeby moja codzienność była na tyle fascynująca, żeby dzielić się nią z całym światem. Nie krytykuję tych, którzy robią inaczej, każdy decyduje, jak szeroko chce otworzyć drzwi do swojego życia. Potrzebuję prywatności.

Co robisz, jak masz wolny dzień i nic nie musisz?

- Uwielbiam sprzątać! Jakby to nie zabrzmiało, zewnętrzny porządek czyści głowę i pozwala mi odpocząć. Poza tym uwielbiam czytać książki, chodzić do kina i do teatru i nadrabiać zaległości, choć jak mam za dużo wolnego to ogarniają mnie wyrzuty sumienia, że nie jestem wystarczająco produktywna. Zamiast próbować, grać, tworzyć, ja myję podłogę. Wciąż staram się wypracować równowagę między jednym i drugim światem. Wciąż uczę się odpoczywać.

Bywają też momenty, kiedy telefon milczy. Co wtedy?

- Wtedy zajmuję się zaległymi sprawami, na które nie miałam czasu. Dbam o siebie, odwiedzam rodzinę, spotykam się z przyjaciółkami, albo wyjeżdżam i staram się nie wariować.

Trudno radzić sobie z codziennym stresem, napięciem i oceną. Niektórzy robią na drutach, inni szukają swojej samotni. A ty?

- Doceniam, że mam wokół siebie bliskich ludzi z branży artystycznej, z którymi się przyjaźnię. Doskonale rozumiemy, czym jest "bulgot kotła" - to jest nasze hasło, kiedy dopadają nas niepokoje. Bywa, że dzieje się tak dużo, że trudno to ogarnąć. Możemy się wygadać, wypłakać i poużalać nad sobą. To pomaga. Zdarzają mi się trudne momenty, czuję zmęczenie, nie potrafię docenić siebie za to jak ciężko pracuję. Rozpoczęłam terapię, żeby złapać balans i zapanować nad tym, co negatywnie na mnie wpływa. Autoanaliza przy wsparciu profesjonalisty jest bardzo rozwijająca. Staram się podejmować takie działania, które rozwijają mnie jako człowieka i jako aktorkę. Im więcej rozumiem, tym więcej widzę. Szukam inspiracji w ludziach, w codziennych sytuacjach, chcę być ciekawym partnerem do rozmów i móc lepiej kreować siebie w życiu codziennym i zawodowym.

Ola Siudowska

AKPA

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Barbara Wypych

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje