Reklama

Antoni Pawlicki: Zrobić coś dobrego

Mówi o sobie, że jest człowiekiem ciekawym świata. To dlatego z równą pasją wyrusza w odległe zakątki kuli ziemskiej, a także zakłada lekarski kitel, jeśli wymaga tego kolejne wyzwanie zawodowe.

- Z tych wszystkich kontynentów nie byłem chyba tylko w Australii - mówi Antoni Pawlicki

Czy grał pan kiedykolwiek chirurga?

Reklama

- Nigdy! Tylu moich kolegów było już lekarzami, a ja mogłem im tylko zazdrościć, dlatego, kiedy nadarzyła się taka okazja, natychmiast z niej skorzystałem! (śmiech) Poważnie mówiąc, grając takie postacie, my, aktorzy, mamy szansę przypatrzeć się, na czym polega ten zawód. Jestem człowiekiem ciekawym świata, dlatego bardzo mnie to interesuje.

"Echo serca" pokazuje rzeczywistość szpitalną bez jej ubarwiania.

- Staramy się być blisko życia. Pokazujemy chropowatą, trudną prawdę, dylematy, z którymi lekarze zderzają się na co dzień. Ich walkę z systemem i zagadnienia moralne, z jakimi muszą się mierzyć oraz cenę, jaką płacą w życiu prywatnym za pełne zaangażowanie w tak trudną pracę.

Jeszcze chyba pan nie grał w tak realistycznym, współczesnym serialu?

- To prawda. Familijno-przygodowy "Komisarz Alex" niewiele miał wspólnego z realizmem, chociaż miałem okazję poznać pracę policjantów, którzy współpracowali przy powstawaniu tego serialu. Pamiętam, że towarzyszyłem im w pracy, odwiedzałem w domach. Ten wspólnie spędzony czas sprawił, że nabrałem szacunku do ich zawodu.

Wracając do serialu "Echo serca", podobno kręcicie go w jednym z warszawskich szpitali?

- Tak, w prawdziwym szpitalu przy ulicy Szaserów. Zdradzę jednak, że zdjęcia powstają w skrzydle, które czeka kapitalny remont. Wszystkie pozostałe pomieszczenia wyglądają już zupełnie inaczej, bo zostały odnowione.

Jak przygotowywał się pan do zagrania chirurga?

- Naszym konsultantem jest między innymi chirurg naczyniowy. Dużo z nim rozmawiałem i podglądałem go podczas pracy. Byłem świadkiem kilku operacji.

Nie zemdlał pan?

- Nie. (śmiech) Ale widziałem nowocześnie urządzone sale operacyjne. Myślę, że nasza służba zdrowia zmienia się na lepsze. Jesteśmy w fazie przejściowej. Dużo szpitali boryka się z różnymi problemami, tak jak ten nasz serialowy. Jednak jest coraz więcej świetnie wyposażonych placówek.

"Wkręcił" się pan w tę rolę!

- To prawda! Mam wrażenie, że większość produkcji na ten temat jest oderwana od rzeczywistości. My pokazujemy, jak fascynujący i trudny jest zawód lekarza, ale nie ukrywamy też gorzkiej prawdy, jaka kryje się za drzwiami szpitala. W filmowy, ciekawy sposób poruszamy ważne problemy. To ma sens! Poza tym obsada w "Echu serca" jest bardzo dobra, więc jest z kim grać!

Może teraz pan zacznie dostawać zaproszenia na różne sympozja medyczne, tak jak aktorzy z Leśnej Góry?

- Nie myślałem o tym. (śmiech) Ale lekarze to bardzo ciekawi ludzie, dlatego jestem otwarty na kontakt z tym środowiskiem.

W 2016 roku wystąpił pan u boku ks. Jana Kaczkowskiego w filmie "Śmiertelne życie". Czego nauczył się pan od tego niezwykłego kapłana?

- Żeby działać. Mimo ciężkiej choroby oraz tego, że nieustannie odczuwał fizyczny ból, do końca był aktywny. Można powiedzieć, że w jakimś sensie czerpał garściami z życia. Ciągle powtarzał, że nie należy ustawać w trudzie i wykorzystywać każdą chwilę, jeśli można zrobić coś dobrego. Chociaż wcześniej myślałem podobnie o życiu, to jego świadectwo utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to słuszna droga.

Realizuje pan to przesłanie w swoim życiu. Wygraną w programie "Azja Express" oddał pan na trzy fundacje, w tym m.in. Anny Dymnej i Ewy Błaszczyk.

- Obie robią fantastyczną pracę i są dla mnie są ogromnymi autorytetami w naszym środowisku. Całe swoje życie poświęciły na działalność na rzecz innych.

A pan przekazuje środki fundacji, która pomaga szkole w Kenii.

- Fundację New Hope Afrika założył mój kolega, a ja go tylko wspieram. Często jestem pytany o to, dlaczego angażuję się w pomoc ludziom żyjącym na innych kontynentach, skoro mamy tak dużo potrzebujących na miejscu. Staram się wspierać również działania charytatywne w Polsce, ale dużo podróżuję i mam wrażenie, że my, żyjąc w zachodnim świecie, jesteśmy wielkimi szczęściarzami. Nie narzekajmy. Doceńmy to, co mamy. Na innych kontynentach ludzie naprawdę mają dużo gorzej. Tak jak w Kenii.

Na czym polega ta bieda?

- Widziałem tam niewyobrażalną patologię. W szkole w prowincji Meru dzieci żyją w skrajniej nędzy. Na pustyni, bez butów. Mają pokaleczone nóżki. Chorują na AIDS i są lub były wykorzystywane seksualnie. Ich rodzice są uzależnieni od kleju albo alkoholu. Panuje tam straszny głód, bo rząd Kenii z jakiegoś powodu uznał, że ten teren nie jest dotknięty suszą, więc nie kieruje tam pomocy. Jadąc tamtejszymi drogami, mijałem ogromne pola uprawne, łany zbóż, ciągnące się po horyzont. Jak się okazało, należały do zachodnich korporacji.

Podróże kształcą. Pana już w dzieciństwie fascynował świat. Czytał pan książki o przygodach Tomka. On chyba był na wszystkich kontynentach. A pan?

- Aż tak dużo nie podróżuję. (śmiech) Ale z tych wszystkich kontynentów, które on odwiedził, nie byłem chyba tylko w Australii. Książki o Tomku Wilmowskim miały na mnie ogromny wpływ. Czasem, kiedy jestem w trudnych miejscach, to przypominam sobie te jego niezwykłe przygody.

Ma pan plan na kolejną wyprawę?

- W marcu kończymy zdjęcia do "Echa serca" i w kwietniu ruszam w świat. Myślę o Ameryce Południowej, która jest teraz na moim celowniku, a także o Chinach. Pojawił się też pomysł wyprawy do Afryki, a konkretnie Namibii. Podobno jest to niezwykle ciekawe miejsce.

Rozmawiała Marzena Juraczko

Antoni Pawlicki urodził się 22 października 1983 roku w Warszawie. Pochodzi z rodziny filmowców, jego babcią była ceniona aktorka Barbara Rachwalska, a ojciec Tadeusz - operatorem. Na trzecim roku studiów zagrał główną rolę w filmie "Z odzysku". Mogliśmy go oglądać na dużym ekranie m.in. w "Katyniu", "Jutro idziemy do kina" oraz "Papuszy". Popularność przyniosły mu też seriale: "Czas honoru" i "Komisarz Alex". Obecnie oglądamy go w TVP 1 w "Echu serca".


Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Antoni Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje