Reklama

Anne Fontaine: Działaniom policji zawsze towarzyszyły kontrowersje

Co jest ważniejsze: rozkaz czy odruch serca? Na to pytanie próbują odpowiedzieć sobie bohaterowie "Nocnego konwoju", który już 29 maja zawita na polskie ekrany. "Jestem głęboko przekonana, że czasami podążanie za rozkazem może być najgorszą rzeczą, jaką można zrobić" - mówi w rozmowie z Interią reżyserka filmu Anne Fontaine.

Co jest ważniejsze: rozkaz czy odruch serca? Na to pytanie próbują odpowiedzieć sobie bohaterowie "Nocnego konwoju", który już 29 maja zawita na polskie ekrany. "Jestem głęboko przekonana, że czasami podążanie za rozkazem może być najgorszą rzeczą, jaką można zrobić" - mówi w rozmowie z Interią reżyserka filmu Anne Fontaine.
Anne Fontaine na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto /Jeff Vespa/WireImage /Getty Images

Film "Nocny konwój" koncentruje się na losach trójki policjantów. Tej nocy przypada im wyjątkowo trudne zadanie: mają eskortować na lotnisko nielegalnego imigranta z Tadżykistanu, by ten mógł być deportowany. Problem pojawia się, gdy dla Virginie (Virginie Efira), Aristide'a (Omar Sy) i Erika (Grégory Gadebois) dociera, że w ojczyźnie niewinnego Tohirova (Payman Maadi) czeka tylko śmierć, a postawienie się przełożonym może ocalić mu życie.

Na ekranie zapis feralnej nocy przeplata się z wątkami prywatnymi z minionego dnia, rzucającymi światło na osobistą sytuację bohaterów. Nietrudno zgadnąć, że nie tylko służbowe dylematy trapią tych doświadczonych funkcjonariuszy...

Reklama

Tę intensywną, przenikliwą opowieść pewną ręką prowadzi utytułowana francuska reżyserka Anne Fontaine, znana m.in. z filmów "Coco Chanel" z Audrey Tautou, "Idealne matki" z Robin Wright i Naomi Watts oraz "Niewinnych" z Agatą Kuleszą i Joanną Kulig.

W rozmowie z Interią twórczyni opowiada o tym, co dało ekipie policyjne szkolenie i zachęca do kwestionowania autorytetów. Tłumaczy też, dlaczego równouprawnienie bywa trudne nawet we Francji, gdzie czterdziestka to dla kobiet dopiero początek.

Anna Tatarska: Po raz kolejny w centrum swojego filmu stawia pani nieoczywistą, mocną postać kobiecą. Czy filmowa Virginie jest jeden do jeden przeniesiona z kart książki Hugo Borisa, czy pani i grająca nią Virginie Efira dodałyście do tej postaci coś od siebie?

Anne Fontaine: - Kiedy mój producent zasugerował, że "Police" Borisa to historia dla mnie, zdziwiłam się. Te rejony kojarzyły mi się z sensacją, akcją, i nie widziałam siebie w tym klimacie. I to właśnie postać Virginie stała się powodem, dla którego ostatecznie wybrałam książkę jako materiał na film. Od razu poczułam z nią więź. Byłam bardzo poruszona tym, jak silna, a jednocześnie krucha i wrażliwa jest ta kobieta. Znajduje się w bardzo trudnym momencie życia: przechodzi osobiste problemy w relacji z mężem, z którym ma malutkie dziecko, jest też w kolejnej ciąży, rozważa aborcję. Ta emocjonalna bezbronność stanie się z siłą w chwili zetknięcia z obcokrajowcem, którego wraz z kolegami konwojują. Virginie jest w pewnym sensie ponad innymi w tej opowieści. Pozwalając sobie na akt służbowego nieposłuszeństwa, jednocześnie zbliża się do tego, co najbardziej życiowe. Na oczach widza odbywa podróż w kierunku stania się o wiele bardziej ludzką. Ja w tej drodze widzę prawdę.

Odżegnuje się pani od metki typowego filmu policyjnego, ale na ekranie widać, że w przygotowania włożono wiele pracy. Wszystko się tu zgadza, każdy szczegół. Sporo czasu spędziliście na komisariacie?

- Ten aspekt, nazwijmy go, "realistyczny", został poparty drobiazgowym researchem. Musiałam dokładnie ustalić, jak wygląda codzienność na komisariacie, jak założenie policyjnego uniformu wpływa na sposób poruszania się. Wszyscy aktorzy odbyli szkolenie z prawdziwymi policjantami, ja także. Traktowałam to z początku jak obowiązek, ale ostatecznie to doświadczenie okazało się bardzo inspirujące. Kolejne detale zamiast przytłaczać, tylko stymulowały. Dzięki temu, że tak dobrze je poznaliśmy, było potem łatwiej wpleść je w płaszczyznę fabularną. Na ekranie mieszają i przeplataja się sceny bardziej realistyczne, typowo policyjne, z momentami bardziej emocjonalnymi, nawet symbolicznymi. Na przykład w scenie, kiedy bohaterowie jadą samochodem. Nagle w doskonale znaną im przestrzeń wdziera się obcokrajowiec Tohirov i to wydarzenie przynosi ich w poniekąd inny świat, całkowicie zmienia podejście do własnej świadomości. Powiedziałabym, że w tym filmie balansujemy pomiędzy tym co namacalne, blisko faktów, a pewną, bardziej filmową, płaszczyzną wyobrażoną.

Aristide mówi w pewnym momencie do Virginie: "Żądasz równouprawnienia, a zaraz wyjeżdżasz z usprawiedliwianiem się tym, że jesteś matką albo, że masz okres". Czyżby temat równouprawnienia płci nie był we Francji tak oczywisty?

- Nie lubię myśleć o sobie jako reprezentantce, czy wyrazicielce jakichś ogólnych prawd. I też tym razem nie występuję jako głos narodu, to chcę wyraźnie podkreślić. Ja w tej scenie widzę świetne ujęcie jakiegoś takiego, nieco odpychającego, humoru, poprzez który mężczyźni często usiłują mierzyć się z kwestią emancypacji i sytuacji kobiet. To pokazuje, że Aristide, który ogólnie jest miłym gościem, ma w sobie jednak coś odpychającego, myśli w sposób archaiczny. I znowu: o wiele ciekawsze niż wyciąganie pochopnych wniosków jest dla mnie obserwowanie drogi, jaką przychodzi ten bohater. Zaczyna jak taki typowy maczo, ale z czasem znajduje w sobie - i rozwija - pewną subtelność. Staje się bardziej empatyczny w stosunku do Virginie, kobiety, którą skrycie przecież kocha.

W "Nocnym konwoju" zastanawia się pani też nad mocą autorytetów. Pyta, czy policjanci powinni czasami kwestionować rozkazy. I co by to oznaczało.

- Jeśli czujemy, że znajdujemy się w pozycji śmiertelnego zagrożenia - i nie mam tutaj na myśli tylko zagrożenia życia, ale też zagrożenie na poziomie symbolicznym - a stawką jest prawość i uczciwość czyjaś lub nasza własna, to wtedy odmowna reakcja jest jak najbardziej na miejscu. Przecież to kwestia "być albo nie być". Jestem głęboko przekonana, że czasami podążanie za rozkazem może być najgorszą rzeczą, jaką można zrobić.

- Rozkaz to konstrukcja, w ramach której nie przewidziano przestrzeni na indywidualną refleksję. Historia z "Nocnego konwoju" pokazuje, co dzieje się, kiedy funkcję, która polega na wykonywaniu rozkazów - jak zawód policjanta - pełni ktoś, u kogo nie wykształciła się w pełni umiejętność samodzielnego myślenia. Aristide i Erik to tacy ludzie. Oni nie kwestionują poleceń, nawet nie pomyślą, że można. Virginie dla odmiany umiejętność refleksji posiadła. Nieposłuszeństwo, niewypełnienie rozkazu, pozwala jej zachować człowieczeństwo. Interesujące jest dla mnie przeglądanie się, jak ta kobieta powoli zasiewa w głowach swoich kolegów wątpliwość. Stopniowo przekonuje ich, że jeśli wykonają rozkaz, to popełnią straszny błąd, zrobią coś okropnego z czysto ludzkiego punktu widzenia. Dlatego dla mnie "Nocny Konwój" to nie jest typowy film policyjny, sensacyjna strzelanka o konfrontacji mundurowych i przestępców. To jest film o ludziach. O podróży jaką w swoim życiu odbywamy. Głównym tematem jest tu człowieczeństwo.

Na przestrzeni ostatnich lat światowe media kilkakrotnie pisały o ostrych starciach Francuzów z policją. Relacja społeczeństwa ze służbami mundurowymi we Francji ulega chyba pewnej zmianie.

- Działaniom policji zawsze towarzyszyły pewne kontrowersje. Zawsze powtarzały się sytuacje, w których policja i obywatele w jaki sposób się ścierali. Ja akurat ten film robiłam, zanim miejsce miały ostatnie starcia [mowa o wydarzeniach z grudnia 2020, kiedy tłumy protestowały przeciwko rządowej ustawie o globalnym bezpieczeństwie, m.in. przyznającej większe uprawnienia policji municypalnej, zezwalającej na używanie dronów policyjnych w trakcie manifestacji i zabraniającej publikowania zdjęć funkcjonariuszy z interwencji - red.]. Oczywiście ten temat jest obecny gdzieś w tle, na pewno "Konwój..." nie jest żadną laurką dla policji. Ale to nie jest też film z socjologicznym zacięciem, którego zadaniem jest przeanalizowanie tematu policyjnej brutalności. Zadaję na ekranie inne pytania, punkt ciężkości też jest gdzie indziej.

Władza chyba panią pociąga, skoro w następnym filmie "Prezydenci" będzie pani opowiadała o dwóch francuskich prezydentach?

- Scenariusz "Prezydentów" został stworzony na podstawie historii jedynych żyjących byłych prezydentów Francji, Nicolasa Sarkozy'ego (Jean Dujardin) i Francoisa Hollande'a (Eric z "Nocnego konwoju", Grégory Gadebois. Akcja jest całkowicie osadzona w świecie fantazji, bo poza tym, że bohaterowie odwołują się do prawdziwych postaci, wszystko inne zostało przez nas wymyślone. Sarkozy i Hollande spotykają się na prowincji w regionie Corrèze. Nawiązują relację, dywagują na temat swoich karier, nawet rozważają wspólny come-back... To jest komedia o władzy. Nie biografia, tylko kreacja, fantazja na temat tych dwóch prezydentów. W centrum, tak jak lubię: bardzo mocne, ale też łatwo dające się zranić, postaci. Myślę, że film będzie dla widzów zaskakujący.

Jeszcze jedno mnie ciekawi: bohaterką "Nocnego konwoju" jest czterdziestoparolatka z maleńkim dzieckiem. W Ameryce aktorki czterdziestoletnie zaczynają grać babcie, w innych krajach też często sensualnośc kobiet 40+ to terra incognita. Za to kino francuskie potrafi dla kobiet w średnim wieku znaleźć godne miejsce. Jaki jest wasz sekret?

- Wydaje mi się, że w kinie francuskim zawsze była na tym polu duża różnorodność. Myślę tu o takich aktorkach, jak Catherine Deneuve, Danielle Darieux czy Micheline Prelle. Z jednej strony uosabiały wizerunek kobiety atrakcyjnej, ale nie bezwolnej. I to już w latach sześćdziesiątych. Pracowałam z takimi aktorkami, jak Naomi Watts czy Robin Wright, z dużym doświadczeniem na rynku amerykańskim, i one potwierdzają że w USA dla aktorek, które ukończyły czterdziesty piąty rok życia, nie ma ról, w których byłby wątek erotyczny, gdzie kreowano by je jako atrakcyjne, aktywne, uwodzicielki. We Francji sytuacja ma się całkiem inaczej. Mamy choćby Isabelle Huppert, która mimo skończonych sześćdziesięciu lat wciąż grywa bohaterki aktywne seksualnie, postaci spełnione na płaszczyźnie osobistej, autonomiczne. Takie poczucie, że wiek niekoniecznie wiąże się z wykluczeniem, jest bardzo wzmacniający. Nad Sekwaną mamy wiele różnych aktorek, reprezentujących wiele różnych rodzajów kobiecości, wiek nie jest na tym polu głównym kryterium. We Francji uwodzenie nie jest programem, dostępnym jedynie dla kobiet w wieku od 25 do 35 lat. Francuzki mogą być bardzo stare i bardzo sexy. To jest możliwe!


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Anne Fontaine | Nocny konwój
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy