Reklama

Anna Mucha: Aktorstwo miało być tylko zabawą

Anna Mucha w 1996 roku

Czy to dzięki takiemu podejściu, że to tylko zabawa, pani kariera nie skręciła w złą stronę ani nie skończyła się źle dla pani, jak to często bywa w przypadku dziecięcych gwiazd?

- U nas nigdy nie było parcia ani niezdrowych ambicji. Nigdy nie było sytuacji, w której ja coś musiałam. Jeśli brałam w czymś udział, to tylko dlatego, że chciałam, a nie dlatego, że musiałam realizować czyjeś niespełnione marzenia albo dlatego, że miałam podpisany kontrakt, więc musiałam na prochach grać i na prochach usypiać. Nigdy też moje aktorstwo nie było traktowane na tyle poważnie, żeby ktoś to celebrował. Nigdy nikt specjalnie tym nie żył. Moja rodzina ma zupełnie inne korzenie, więc przez wiele lat moja aktywność zawodowa była traktowana jako błahostka czy poboczna działalność. Może nie zabawa, ale rozrywka przed rozpoczęciem normalnego życia. Wiadomo było, że któregoś dnia ja to porzucę i zostanę prawnikiem.

Reklama

Czy po tych trzydziestu latach jest pani spełniona zawodowo?

- Aktor chyba nigdy nie ma takiego poczucia, żeby był spełniony. Nie mogę narzekać i uważam, że miałam bardzo dużo szczęścia i bardzo dużo okazji, które udało mi się wykorzystać. Jednak zawsze jest jakiś głód, potrzeba nowych bodźców, ról i doświadczeń. Mogę się cieszyć tym, że poza przerwą, którą sobie świadomie zrobiłam, miałam szansę wrócić do tego zawodu i mogłam spełniać się na różnych płaszczyznach. Mogłam mieć i role w filmach fabularnych, i rozwijać się na planie seriali, próbować różnych rzeczy. A dziś moją domeną jest granie na deskach teatru. Ta ciągłość pracy jest dla mnie największym szczęściem, wyróżnieniem i powodem do poczucia spełnienia.

W trakcie kwarantanny też stara się pani być aktywna i podnosić ludzi na duchu...

- My, "kuglarze", staramy się mimo wszystko rozbawiać, pocieszać i dawać naszym widzom jakąś radość. Może to jest właśnie ta część misyjna, którą teraz realizujemy. Kiedy przychodzą do mnie młodzi ludzie i mówią, że chcieliby zostać aktorami, to mają błędne wyobrażenie na temat tego zawodu. Patrzą na niego z perspektywy np. Angeliny Jolie, mnie - lubię stawiać siebie jednak w jednym rzędzie z Angeliną - czy innych ludzi, których potrafią wymienić z nazwisk. To jest jednak błędna perspektywa - patrzenie tylko na tych, którzy mieli szczęście, odnieśli sukces, wypracowali sobie bardzo dużo... A jest olbrzymia rzesza ludzi z niezwykłym potencjałem, talentem, którzy na co dzień robią to samo, co my: oddają swoje serce, pracują, bawią, służą sobą, ale nie mają tego szczęścia i nie są tak bardzo rozpoznawalni. To nawet nie jest kwestia talentu, bo jest mnóstwo niezwykle uzdolnionych osób, ale kwestia wykorzystanej szansy czy zwykłego fartu.

- Znam mnóstwo wspaniałych osób z szeroko pojętego show-biznesu czy rozrywki, których na co dzień nie widać. I ci ludzie, a oprócz nich całe ekipy techniczne, realizacyjne, to oni są teraz dotknięci największym nieszczęściem z powodu koronawirusa. I jeżeli ja czy Basia Kurdej-Szatan i inni prosimy o to, żeby nie zwracać biletów i wspierać artystów, to nam nie chodzi o nas. My miałyśmy dużo szczęścia, staramy się żyć rozsądnie, żadna z nas nie ma willi z basenem, ale nie możemy narzekać. Jest jednak cała rzesza ludzi, którzy potrzebują wsparcia, żyją w olbrzymim strachu i wielkiej niewiadomej. A naszą rolą, za przeproszeniem "ryjów", jak wdzięcznie nazywają nas paparazzi, jest to, żeby jakoś tym ludziom pomóc i wspierać ich w powrocie do pracy. Szalenie zależy mi na szybkim powrocie nie dlatego, że mi się znudziło siedzenie w domu, ale dlatego, żeby jak najszybciej dać pracę tym, którzy nie mają za co żyć. Mam na ten rok plany i serialowe, i filmowe, ale najważniejszy jest dla mnie powrót na deski teatru, bo to jest wsparcie bardzo konkretnych ludzi, z którymi jestem zżyta. Chciałabym więc zaspokoić i swoją egoistyczną potrzebę spotkania z publicznością, ale też, żeby ludzie zaczęli zarabiać pieniądze.

- Na całą moją karierę patrzę z perspektywy olbrzymiej odpowiedzialności za zespół, za innych. Jeżeli coś jest sukcesem po trzydziestu latach, to fakt, że jest się lokomotywą powołaną do tego, by te wagoniki dalej szły.

Karolina Głogowska (PAP Life)

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Anna Mucha

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje