Reklama

Aidan Gillen​, czyli serialowy Littlefinger o "Grze o tron"

Littlefinger to jeden z czarnych charakterów serialu "Gra o tron". Dlaczego jednak jest lubiany? Irlandzki aktor Aidan Gillen zdradza, jak udało mu się to osiągnąć.

Littlefinger to jeden z czarnych charakterów serialu "Gra o tron". Dlaczego jednak jest lubiany? Irlandzki aktor Aidan Gillen zdradza, jak udało mu się to osiągnąć.
Aidan Gillen jako Littlefinger w serialu "Gra o tron" /HBO

Co słychać u Littlefingera?

Aidan Gillen: - Wszystko wskazuje na to, że Littlefinger chce swoimi sztuczkami zachwiać układem sił w Winterfell, którym dowodzi teraz Jon [Kit Harington - red.]. Większość widzów pamięta z sezonu szóstego i być może ostatnich odcinków piątego, że Littlefinger bardzo pracował nad Sansą, aby zwątpiła w najbliższe jej osoby. Chce, aby nie tylko zaczęła kwestionować predyspozycje swojego brata jako dowódcy, ale też łączącą ich więź. Zasiane przez niego ziarno wątpliwości sprawia, że Sansa próbuje dociekać, czy łączy ich faktycznie biologiczne pokrewieństwo. Zastanawia się też, czy brat docenia, że uratowała mu życie podczas Bitwy Bękartów. Nabiera poza tym przekonania, że zasługuje na większe uznanie.

Reklama

- Tak właśnie działa Littlefinger - manipuluje ludźmi. Popycha ich w określonym kierunku, ale nie wszyscy łatwo poddają się jego wpływom. Sansa nie zawsze daje mu się sprowokować, bo jest coraz sprytniejsza.

Jakie są motywy jego działania?

- Myślę, że efekty jego manipulacji nie są dla niego najważniejsze, bo to, co go naprawdę kręci i podnieca, to świadomość, że może bawić się ludźmi na tak wielką skalę. Wiąże się z tym jednak pewne ryzyko. Littlefinger ma zawsze gotowy, przemyślany w najdrobniejszych szczegółach plan, ale jego realizacja nie zawsze idzie po jego myśli. A zabawa kończy się, kiedy sprawy przyjmują nieoczekiwany obrót. Z drugiej strony, jeśli nie będzie podejmował dużego ryzyka, to nie zrealizuje planu.

- Littlefinger manipuluje ludźmi dla rozrywki i chce się przy tym dobrze bawić. Moim zdaniem jest to cecha, która nadaje temu bohaterowi bardzo ciekawy rys. Podejrzewam, że gdyby był po prostu zły i przebiegły, widzowie szybko by się nim znudzili. Grając Littlefingera, staram się dobrze bawić na planie, aby uwypuklić właśnie te jego cechy.

Czy z powodu grania czarnego charakteru zetknąłeś się z kiedyś z dezaprobatą?

- Nigdy. Całkiem niedawno spotkałem w Manchesterze grupę 12 uczniów, kiedy wychodziłem z pociągu i byli dla mnie bardzo mili. Na mój widok krzyknęli "Littlefinger"! Wyglądało to, jakby spotkali na peronie swojego ulubionego wujka, który wysiadł z pociągu z torbą pełną słodyczy. Myślę, że wielu widzów nie wie, co ma sądzić o moim bohaterze. Bardzo często słyszę od nich, że mają mieszane uczucia w stosunku do Littlefingera, ale mimo to bardzo go lubią. To chyba największy komplement, jaki może usłyszeć aktor wcielający się w rolę "tego złego".

- Zależy mi na tym, aby mój bohater sprawiał wrażenie osoby, która czyni zło, ale nie ponosi żadnych konsekwencji, bo umie wzbudzać zaufanie w ludziach, ma w sobie coś, co ich przyciąga. Gdyby było inaczej, widzowie nie darzyliby go sympatią. Poza tym Littlefinger ma zawsze gotowy kolejny misterny plan. Jak dobrze wiemy, swoje intrygi realizuje z rozmachem, a widzowie nie mogą doczekać się, kiedy wcieli je w życie.

Kolejne odcinki serialu "Gra o tron" można oglądać w każdy poniedziałek o godz. 20.10 w HBO.

To i Owo
Dowiedz się więcej na temat: Aidan Gillen | Gra o tron
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy