Reklama

Adam Woronowicz: To czas na zbieranie sił

Na ekranie potrafi rozbawić, wzruszyć, a także przerazić. Adam Woronowicz opowiada o wyzwaniach, jakie niesie ze sobą czas walki z SARS-CoV-2, a także o wychowaniu dzieci.

Adam Woronowicz na premierze filmu "Mayday" (7 stycznia 2020)

Adam Woronowicz urodził się 25 grudnia 1973 roku w Białymstoku. Jako dziecko marzył, aby zostać księdzem. Wiara do dzisiaj jest dla niego bardzo ważna. Gdy jako licealista poszedł do teatru na "Mistrza i Małgorzatę", zrozumiał, że chce być aktorem.

Reklama

Ukończył warszawską Akademię Teatralną. Znamy go m.in. z ról w filmach "Popiełuszko. Wolność jest w nas", "Święty interes", "Czerwony pająk" i "7 uczuć".

Szalejący na całym świecie koronawirus wywrócił nasze życie do góry nogami. Wielu aktorów nie ma pracy. Jak pan odnajduje się w czasach epidemii?

Adam Woronowicz: - Na pewno nie narzekam na nudę, bo jako ojciec trójki dzieci mam co robić. Chcąc nie chcąc, razem z żoną zamieniliśmy się teraz w nauczycieli. Od poniedziałku do piątku mamy głowy zajęte szkołą. Staram się stanąć na wysokości zadania i choć nigdy nie należałem do umysłów ścisłych, tłumaczę mojemu synowi zagadnienia matematyczne. Obecnie zajmujemy się objętością cieczy, na przykład jak podzielić litr mleka na dwa pojemniki po 500 ml. (śmiech) Dzięki temu zrozumiałem, że bardzo trudny jest zawód nauczyciela. Cóż, jak wiele innych rodzin musimy sobie radzić, co oczywiście nie jest łatwe ani dla rodziców i dzieci, ani dla nauczycieli. Z drugiej strony, pokazały się nam nowe możliwości edukacji. Niektóre rzeczy z powodzeniem można by prowadzić w trybie online, na przykład naukę języków. Oczywiście po
wcześniejszym przygotowaniu całego systemu.

A co z obowiązkami aktora?

- O sprawach zawodowych na razie nie myślę. Przyjdzie na to czas, gdy epidemia się skończy. Wtedy będziemy musieli poradzić sobie z ogromem zagadnień, jakie przed nami staną. Teraz jest czas, żeby zbierać siły. Potem będziemy się zastanawiać, jak je wykorzystać i jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę, że branża artystyczna znajduje się na samym końcu piramidy potrzeb. Ale kto wie, może po tym wszystkim upowszechnimy nowy sposób kontaktu z publicznością - na przykład transmisje live przedstawień i koncertów. Żeby w czasach, gdy obowiązują różne obostrzenia, nadal rozwijać kulturę i nie tracić miejsc pracy.

W serialu "Kod genetyczny", który obecnie możemy oglądać na platformie Player.pl, zagrał pan Tomasza Skowrońskiego. To wybitny genetyk z Instytutu Badań Kryminalistycznych, który obsesyjnie szuka prawdy. Co pan odkrył, badając zakamarki jego osobowości?

- Człowieka, który stara się zrozumieć rzeczywistość i być w porządku wobec różnych spraw. Niestety, pewne wydarzenia sprawiły, że ta misterna konstrukcja wali się na jego oczach. Niszczy to nie tylko jego, ale i bliskie mu osoby. Skala destrukcji przypomina lej po wybuchu bomby atomowej. Amplituda emocji, które targają Tomaszem, jest naprawdę duża. Nigdy nie grałem podobnej postaci.

Dlaczego jego relacje z synem są tak trudne?

- Tomasz wiele spraw zawalił, choć sam tego nie widzi. Zostawił Piotra (Maciej Musiałowski) z jego problemami. Mało tego, chce, żeby to on zrozumiał jego, a nie odwrotnie.

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Adam Woronowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje