Reklama

Życie gwiazd jest udawane

Marta Żmuda Trzebiatowska zagrała jedną z bohaterek komedii "Och, Karol 2". Jak czuła się w objęciach Piotra Adamczyka i czy już myśli o sobie: jestem gwiazdą? Aktorka opowiada o nowej roli, życiowych decyzjach i marzeniach.

Jaka jest grana przez panią Paulinka w "Och Karol 2"?

Reklama

- Hasło opisujące moją postać brzmi: "Paulinka słodka jak landrynka". Reżyser Piotr Wereśniak na pierwszym spotkaniu powiedział mi, że chciałby żeby to była kobieta - dziecko. Ja zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. Myślałam też o pierwszej wersji tej postaci, granej przez panią Martę Klubowicz. Ale po tym spotkaniu miałam dużo czasu na przemyślenia i zaczęłam sobie wszystko wymyślać: fryzurę, makijaż, paznokcie. Budowałam tę postać z małych puzzli.

To jest kolejna produkcja, w której partneruje pani Piotr Adamczyk. I znów w roli amanta... Jak sprawdził się tym razem?

- Piotr był zupełnie inny niż w "Nie kłam kochanie". Piotr jest świetnym aktorem i miał pomysł na Karola. Bardzo łatwym było powtórzenie postaci Marcina z "Nie kłam kochanie", ale on tego nie zrobił. Zagrał zupełnie inaczej. Poza tym, nasze spotkanie teraz było zupełnie inne, ponieważ zmieniłam się przez te trzy lata. Dojrzałam jako aktorka i nabrałam pewności siebie. Przy pierwszej współpracy nie wiedziałam, o co go pytać, a teraz już zdecydowanie czułam, że jestem dla niego równorzędnym partnerem. Bardzo się z tego cieszę.

Premiera filmu "Och, Karol 2" to spore wydarzenie towarzyskie. Jak dobiera pani kreacje na takie wyjścia?

- Przyjaźnię się z projektantką Magdą Butrym i dużo wcześniej umawiam się z nią, żeby dobrała mi odpowiednią kreację. To ona namówiła mnie na lemonkowy kolor sukienki na premierę "Och, Karol 2". Nie jestem tak odważna, żeby wybierać szalone kolory, jestem raczej tradycjonalistką. Ale Magda powiedziała, że to jest mój kolor i na pewno będę się w nim dobrze czuła. Cieszę się, że dałam się jej namówić.

Czy patrząc z perspektywy czasu, stojąc w blasku fleszy, myśli sobie pani czasem: "Udało się! Jestem gwiazdą!"?

- Te flesze, to nie do końca mój świat. Najlepiej czuję się w domu w szlafroku, w kapciach, w spokoju, bez tej wielkiej fety. Oczywiście miło jest czasem ładnie się ubrać i pomalować. Cieszę się, że jest taka okazja, jak premiera. Ale najbardziej w tym zawodzie lubię i cenię sobie pracę na planie. To nasze codzienne zmaganie się. Praca i spotkania z ludźmi są dla mnie najcenniejsze i dlatego chyba cieszę się, że wybrałam ten zawód. Cały czas jeszcze mówię "chyba", ponieważ jestem taką osobą, której ciągle wydaje się, że ma coś do zrobienia. Mam wrażenie, że jeszcze wiele przede mną. Nie wiem, czy któregoś dnia nie wymyślę sobie, że chciałabym robić coś zupełnie innego i nie pójdę w jakimś nowym kierunku...

Czyli świat wielkich gwiazd nie jest taki wspaniały?

- Ten świat jest przede wszystkim udawany. Życie aktora, przynajmniej w Polsce, nie wygląda tak, jak w tych wszystkich kolorowych pismach. Jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy mają swoje potrzeby, tęsknoty, bolączki, kompleksy. Nie jesteśmy tak nieskazitelni i nieprzystępni, jak pokazują to te wszystkie magazyny.

Rozmawiała: Dominika Gwit (PAP Life)

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje