Zmarł dziewięć lat temu. Jego głos usłyszymy w nowej animacji Disneya
Oprac.: Tomasz Bielenia
Z okazji 100-lecia studia Disneya na platformie streamingowej Disney+ pojawiła się rocznicowa animacja zatytułowana „Było sobie studio”. Zobaczyć w niej można 543 postaci z 85 filmów Disney Studios. Wśród nich jest Dżin z „Aladyna” z 1992 roku. Po raz kolejny w tej roli można usłyszeć zmarłego w 2014 roku Robina Williamsa. Jak zapewniają twórcy animacji, do stworzenia filmu nie wykorzystano sztucznej inteligencji, ale fragmenty niewykorzystane oryginalnej produkcji.
Robin WilliamsMichael Caulfield/WireImageGetty Images
"Skontaktowaliśmy się ze spadkobiercami Robina Williamsa i chcieliśmy zabrać ich we wspólną podróż. Powiedzieliśmy, że przygotowujemy specjalną animację i bardzo chcielibyśmy dołączyć do niej Dżina Robina. Postać, która znaczy tak wiele dla tylu osób. Reżyser Dan Abraham przesłuchał oryginalne nagrania, których nie wykorzystano w filmie animowanym i znalazł fragmenty, które moglibyśmy użyć. Wróciliśmy do bliskich Robina i powiedzieliśmy, jak chcielibyśmy je wykorzystać. Dodaliśmy, że przy filmie 'Było sobie studio' pracuje Eric Goldberg, który animował Dżina. Wspaniale było zobaczyć, co z tego wyszło" - opowiada portalowi Variety producent Bradford Simonsen.
"Było sobie studio": Disney świętuje 100. urodziny
Projekt filmu "Było sobie studio" powstawał w zupełnej tajemnicy w ciągu ośmiu miesięcy. Kierowali nim dwaj reżyserzy - wspomniany Dan Abraham oraz Trent Correy. Do pracy zaangażowali najlepszych artystów studia dowodzonych przez Erica Goldberga i Andrew Feliciano. Założeniem twórców filmu było to, aby każda z postaci, jaka pojawi się w nowej animacji, wyglądała dokładnie tak samo, jak w oryginalnych produkcjach. Wśród twórców "Było sobie studio" jest dużo więcej animatorów, którzy tworzyli najsłynniejsze postaci studia. To między innymi Ruben Aquino, który animował Urszulę z "Małej syrenki" z 1989 roku. "Nie rysował jej od 30 lat. Przerwał swoją emeryturę, by narysować ją dla nas jeszcze raz" - zdradził Abraham.
Przed przystąpieniem do realizacji powstała lista postaci, które muszą znaleźć się w filmie. Wśród nich był m.in. Czarnobóg z "Fantazji" z 1940 roku. "Jest wielkości góry, więc nie mieścił się w budynku. Abraham wymyślił, że psiaki ze "101 dalmatyńczyków" będą oglądały "Fantazję" w telewizji" - opowiada o tajnikach produkcji Trent Correy.W 9-minutowej animacji można usłyszeć przynajmniej 40 oryginalnych głosów, które tworzyły historię studia. Wśród nich są Jodi Benson (Ariel), Jeremy Irons (Skaza), Idina Menzel (Elsa) czy Kristen Bell (Anna).
Kolejną z produkcji ze zmarłym artystą, którą mogliśmy oglądać w 2014 roku już po samobójstwie Williamsa, była trzecia część "Nocy w muzeum" - "Tajemnica grobowca", która trafiła na ekrany kin w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia.
Robin Williams wcielił się tam w rolę Teddy'ego Roosvelta. materiały dystrybutora
Artysta Efren Andaluz postanowił oddać hołd Robinowi Williamsowi dedykując mu autorski mural w Nowym Jorku.
"Patrząc na świat widzisz, jak przerażający potrafi czasami być i wciąż próbujesz walczyć z tym strachem. Komedia może pomóc sobie z nim poradzić, powoduje, że nie czujesz się nim sparaliżowany. Dzięki niej możesz wypędzić demony i sobie z nimi poradzić. To właśnie robię, kiedy gram" - mówił Williams w jednym z wywiadów.materiały prasowe
Robin Williams wywoływał uśmiech na naszych twarzach. Ale co rozśmieszało samego gwiazdora? Okazuje się, że wspólne łaskotki z... małpą.
Spotkanie z gorylicą Koko nazwał receptą na dobry humor. Używająca języka migowego Koko rozpoczęła swoją karierę okładką w magazynie "National Geographic". W 2001 roku wizytę u małpy wykupił Robin Williams. Mimo że to było pierwsze spotkanie aktora z Koko, gorylica traktowała go jak dobrego kumpla.
Kiedy pracownicy Gorilla Foundation, zajmującej się Koko, poinformowali małpę o śmierci jej znanego przyjaciela, posługująca się językiem migowym gorylica była - według relacji świadków - "bliska łez". "Stała się niezwykle smutna" - napisała na stronie Koko.org opiekunka małpy, dr. Penny Pattersonwww.koko.orgmateriały prasowe
Kameralny pogrzeb Robina Williamsa z udziałem najbliższej rodziny odbył się parę dni po śmierci artysty - 17 sierpnia, w San Francisco. Hollywoodzkiego gwiazdora pożegnano podczas skromnej uroczystości w Glide Memorial Church.
Wbrew zapowiedziom radykalnego amerykańskiego Kościoła Baptystycznego Westboro, ceremonia przebiegła bez zakłóceń. Powodem protestu miał być m.in. fakt, że aktor zagrał geja w komedii "Klatka dla ptaków".
Kościół Baptystyczny Westboro kilka dni przed pogrzebem publikował wpisy i karykatury poświęcone Williamsowi. Piszano, że aktor trafił po śmierci do piekła nie tylko ze względu na poparcie dla homoseksualistów, ale też rozwody i życie w "bestii zwanej Hollywood". Valerie MaconGetty Images
Rzeczniczka prasowa Robina Williamsa zaprzeczyła przypuszczeniom, jakoby aktor popełnił samobójstwo z powodu problemów finansowych. "Rozumiem, że ludzie chcą zrozumieć 'dlaczego'. Ale my tego nigdy się nie dowiemy" - oświadczyła Mara Buxbaum.
Źródłem wielu spekulacji był wywiad z aktorem, opublikowany w 2013 roku magazynie "Parade". Williams ujawnił w nim, że podjął decyzję o powrocie do telewizji, aby zagrać w "The Crazy Ones" z powodów finansowych. "Rachunki są do zapłacenia" - wyznał wtedy artysta.
Według Mary Buxbaum, komik często mówił wiele rzeczy "dla żartów", a to, że wziął udział w tym telewizyjnym show nie wynikało z zamiaru zarobienia pieniędzy.
Według magazynu "Forbes" majątek Robina Williamsa szacuje się na 50 mln dolarów.materiały prasowe
Wdowa po Robinie Williamsie (C) -Susan Schneider Williams (L) i ich troje dzieci, 26-letnia Zelda (P), 24-letni Cody i 32-letni Zach rozpoczęli po śmierci gwiazdora walkę o podział pozostawionego przez niego majątku.
"To bardzo smutne. Susan jest dobrze zabezpieczona, ale nie może pogodzić się z tym, że Robin nie zostawił jej więcej" - donosiły cytowane przez gazetę "New York Daily News" osoby z otoczenia rodziny.
Wcześniej Susan Schneider Williams kwestionowała ostatnią wolę swego męża. Sugerowała, że w pewnych miejscach jest ona "niejasna". Dzieci Robina Williamsa uważają jednak, że zapisy jasno wskazują na to, że to oni powinni stać się prawowitymi właścicielami osobistych przedmiotów należących do aktora.
Jason MerrittGetty Images
Ostatnim kinowym występem Robina Williamsa będzie rola... psa Dennisa w filmie Terry'ego Jonesa "Czego dusza zapragnie" (polska premiera - już w najbliższy weekend, 14 sierpnia 2015).
Dubbingowy bohater Williamsa nie tylko mówi ludzkim głosem, ale używa wysoce niecenzuralnego języka.
Henry S. Dziekan IIIGetty Images
We wtorek, 11 sierpnia 2015, mija dokładnie rok od samobójczej śmierci Robina Williamsa.
Dzień po odnalezieniu ciała artysty porucznik Keith Boyd z biura koronera hrabstwa Marin ujawnił okoliczności śmierci Williamsa. Aktor powiesił się za pomocą paska. Na jego lewym nadgarstku odkryto także kilka nacięć, które zrobione były leżącym w pobliżu nożem.
Sekcja zwłok wykazała również, że 63-letni aktor cierpiał na schorzenie zwane "otępieniem z ciałami Lewy'ego" - jest to ciężka choroba neurologiczna, będącą drugą po Alzheimerze przyczyną otępienia wśród pacjentów. Ponadto aktor miał zmagać się z bezsennością oraz nadmiernym pobudzeniem. To też mogło powodować - według lekarzy - objawy paranoi.
Michael LoccisanoGetty Images
Najsłynniejsze filmy, w których wystąpił Robin Williams to m.in. "Good Morning, Vietnam", "Stowarzyszenie umarłych poetów", "Fisher King". Role w tych filmach przyniosły mu nominacje do Oscara.
Statuetkę Amerykańskiej Akademii Filmowej dostał w 1997 roku, za drugoplanową rolę psychoanalityka w "Buntowniku z wyboru" w reż. Gusa Van Santa.
Do najbardziej znanych filmów z jego udziałem należy również komedia "Pani Doubtfire" z 1993 roku, w której Williams przebiera się i udaje gosposię, by być bliżej swoich dzieci, które są pod opieką matki po rozstaniu rodziców. Zdobył też cztery Złote Globy oraz szereg innych nagród filmowych.AFP
Po śmierci Robina Williamsa do kin trafiło kilka filmów z udziałem aktora. Pierwszym z nich była świąteczna komedia "A Merry Friggin' Christmas", której premierę zaplanowano na 7 listopada 2014.
Ostatniego Bożego Narodzenia z Robinem Williamsem nie dane było spędzić polskiej widowni, czarna komedia w reżyserii Tristrama Shapeero spotkała się bowiem z negatywną reakcją krytyki i film w ogóle nie trafił na nasze ekrany.materiały prasowe