Sacha Baron Cohen znalazł się w gronie zwycięzców tegorocznej edycji Złotych Globów. Za występ w kontynuacji "Borata" gwiazdor otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora w filmie komediowym lub musicalu. W przemowie, którą nagrał na potrzeby wirtualnej ceremonii wręczenia nagród, podziękował on między innymi swojemu ochroniarzowi. Jak wyjaśnił, podczas kręcenia nagrodzonej produkcji, mężczyzna ten dwukrotnie ocalił mu życie.
Nie mogę wypowiedzieć twojego nazwiska, ale dziękuję ci - powiedział Sacha Baron CohenHandout/HFPAGetty Images
Sacha Baron Cohen należy do grona szczęśliwców, którzy otrzymali w tym roku Złote Globy. Najnowsza produkcja Brytyjczyka, czyli "Kolejny film o Boracie", zdobyła nagrodę dla najlepszego filmu komediowego. Jej scenarzysta i odtwórca głównej roli został uhonorowany za swój występ statuetką dla najlepszego aktora w filmie komediowym lub musicalu i tym samym pokonał innych nominowanych w tej kategorii: Jamesa Cordena, Lin-Manuela Mirandę, Deva Patela i Andy’ego Samberga. W kontynuacji przygód uwielbianego przez widzów kazachskiego dziennikarza, której premiera odbyła się 23 października, Cohen ostrze satyry wymierzył przede wszystkim w Donalda Trumpa. W nagranej na potrzeby wirtualnej ceremonii przemowie nie omieszkał po raz kolejny zakpić z byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który komentując wcześniej jego film stwierdził, iż "nawet nie jest zabawny". "Wstrzymajcie się. Donald Trump zakwestionował moją wygraną. Twierdzi, że głosowało wielu zmarłych, co jest doprawdy niegrzeczne w stosunku do Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej" - zażartował Cohen.
Przez jednych uwielbiany, ceniony za talent oraz poczucie humoru, przez innych uznawany za ledwie celebrytę, dyskredytowany za sztubackie i prostackie żarty. Za sprawą swoich ekranowych wcieleń: Aliego G, Borata i Bruno - Sacha Baron Cohen, gdziekolwiek się pojawi, wzbudza kontrowersje.
Z okazji 45. urodzin brytyjskiego komika przypominamy jego kolejne medialne metamorfozy.Charley GallayGetty Images
W kolejnym projekcie - komedii "Grimsby" - Sacha Baron Cohen wcielił się w postać... głupawego angielskiego kibola, Nobby'ego.
Reżyser Louis Leterrier wspomina, że propozycja wyreżyserowania filmu z Sachą Baronem Cohenem uszczęśliwiła go, ponieważ podziwia komika od lat: - Na początku ery DVD wszyscy chcieli oglądać jedno - "Da Ali G Show". Pamiętam, jak wszyscy wokół pytali "Widziałeś to już?". Pamiętam także, jak już w dniu premiery pobiegłem do kina o 11 rano, by zobaczyć "Borata" podczas pierwszego pokazu kinowego. Płakałem ze śmiechu, a w weekend zabrałem do kina przyjaciół, by zobaczyć ten film ponownie. I to właśnie kocham w filmach Sachy. Wszyscy chcą je zobaczyć jako pierwsi, by później móc obserwować reakcje przyjaciół.Anthony HarveyGetty Images
Sacha Baron Cohen użyczył także głosu postaci króla lemurów Juliana w dwóch częściach animowanego filmu "Madagaskar". Aktora można było również oglądać w oscarowej produkcji Tima Burtona "Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street" oraz uhonorowanej pięcioma Oscarami produkcji Martina Scorsese "Hugo i jego wynalazek" (na zdjęciu).
Miał także zagrać Freddiego Mercury'ego w biograficznym filmie o życiu wokalisty grupy Queen. W radiowej rozmowie z Howardem Sternem Cohen ujawnił, dlaczego zdecydował się na rezygnację z projektu. "Jeden z członków zespołu - nie powiem który - powiedział: 'To będzie wspaniały film, ponieważ będzie w nim wspaniała rzecz, która znajdzie się w połowie'. Spytałem się: 'Co wydarzy się w połowie filmu?', a on odrzekł: 'No wiesz, Freddie umrze...'" - opowiedział Cohen.
"Spytałem się: 'Co więc wydarzy się w drugiej połowie filmu?'. Odpowiedział: 'Zobaczymy, jak zespół kontynuuje drogę do sukcesu". Powiedziałem: 'Nikt nie pójdzie na film, w który główny bohater umiera na AIDS w połowie filmu a potem przyglądamy się, jak zespół radzi sobie bez niego" - powiedział Cohen.LFI/Photoshot/REPORTEREast News
Podobne apele pojawiały się też w związku z kolejnym obrazem komika, przy okazji którego już po raz trzeci spotkał się z reżyserem Larrym Charlesem. Tym razem film oprotestowały organizacje muzułmańskie, obawiając się że "Dyktator" przyczyni się do wzrostu antyarabskich nastrojów. Dlaczego?
Ponieważ kolejne wcielenie Barona Cohena wzorowane było na postaciach dwóch tyranów: Muammara Kaddafiego i Saddama Husajna. A sam komik mówił o swoim filmie (dedykowanym nota bene pamięci zmarłego niedawno Kim Dzong-Ila), że jest to "niezwykła historia dyktatora, który heroicznie ryzykował własne życie po to, by demokracja nigdy nie zawitała do kraju, który z taką miłością terroryzował".
Collection ChristophelEast News
W swym ostatnim, jak na razie, filmie - "Alicja po drugiej stronie lustra" - Sacha Baron Cohen wcielił się w kolejną szalona postać. Zagrał... Czas - magiczną istotę, która jest pół-człowiekiem, pół-zegarem.
Producenci filmu jednogłośnie orzekli, że w roli Czasu - tajemniczej osobistości dysponującej Chronosferą, która pozwala podróżować w przeszłość - najlepiej sprawdzi się właśnie brytyjski komik. - Sacha wirtuozersko gra nadętych idiotów. Wniósł do filmu wiele wyjątkowego humoru - mówiła o roli Cohena odtwórczyni tytułowej roli w filmie, Mia Wasikowska.
- Największym wyzwaniem było dla mnie stworzenie tej postaci tak, by idealnie wpisała się ona w klimat powieści Lewisa Carrolla - przyznawał Cohen. - Nie mogłem odstawać od innych postaci, które już pojawiały się na ekranie. Długo pracowałem choćby nad specyficznym sposobem mówienia i wypowiadania się - dodawał aktor.Collection ChristophelEast News
Po raz pierwszy Baron Cohen zaprezentował swoje alter ego we wrześniu 1998 roku. Ali G niespodziewanie szybko stał się narodowym fenomenem medialnym, a jego autorskie powiedzonka niebawem weszły do języka codziennego. Rok później stacja Channel 4 rozpoczęła emisję już całkowicie autorskiego "Da Ali G Show", którym to programem Baron Cohen dwukrotnie zasłużył sobie na nagrodę British Academy Award w kategorii najlepszy komik i najlepszy program satyryczny.
Ubrany w dres i obwieszony złotymi łańcuchami przeprowadzał w nim wywiady ze znanymi osobistościami świata kultury, rozrywki, polityki i sportu, zadając swoim gościom... najbardziej idiotyczne pytania, jakie przyszły mu do głowy. Co ciekawe, jego rozmówcy z pełną powagą na nie odpowiadali, dając wciągnąć się komikowi w absurdalne dywagacje (astronauta Buzz Aldrin musiał się np. tłumaczyć z tego, że Księżyc naprawdę istnieje).
Z nadejściem nowego tysiąclecia artysta zadebiutował również na rynku muzycznym, w teledysku Madonny zatytułowanym "Music". W Sztokholmie wręczał jedną z prestiżowych nagród MTV Europe Music Award, a we Frankfurcie wystąpił już w roli mistrza całej ceremonii. Zwieńczeniem medialnej kariery Aliego okazał się zaś pełnometrażowy film "Ali G Indahouse". Tytułowy bohater został w nim wybrany do parlamentu brytyjskiego i musiał udaremnić spisek mający na celu zniszczenie domu kultury w jego rodzinnym mieście. W 2003 roku Ali G trafił też w końcu do Stanów Zjednoczonych - jego show pokazywała stacja HBO.Everett CollectionEast News
Ali G był niezwykle popularny, ale przede wszystkim w krajach anglojęzycznych. Cały świat podbiła natomiast kolejna kreacja Barona Cohena - Borat Sagdiyew.
To kazachski dziennikarz, który opuszcza swój kraj i wyrusza do Stanów Zjednoczonych, by nakręcić film dokumentalny o "największym mocarstwie na świecie". Na miejscu zakochuje się jednak w gwieździe "Słonecznego patrolu", Pameli Anderson, i postanawia zdobyć jej serce.
Aby to osiągnąć przemierza kraj wzdłuż i wszerz, napotykając na swojej drodze wielu ludzi, na których jego niecodzienne zachowanie - Borat to bowiem antysemita (nie wsiada do samolotu bo "mogą go porwać Żydzi", a jego bohaterem jest ten "odważny antyżydowski wojownik Melvin Gibson"), mizogin (feministki prosi o pokazanie piersi) i rasista pełną piersią - wywołuje silne wrażenie, ujawniając tym samym uprzedzenia i hipokryzję kultury amerykańskiej.
Bardzo mocne, celne, ale też niesmaczne i zuchwałe (pozorowany seks oralny Borata z producentem jego filmu) żarty spowodowały, że film o podtytule "Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej" był jednym z największych hitów sezonu 2006-2007, co odzwierciedliło się m.in. w nagrodach. Film otrzymał nominację do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany a sam Cohen odebrał Złotego Globa w kategorii najlepszy aktor w komedii lub musicalu.GOLD/MILLER PRODUCTIONS East News
Kolejnym wcieleniem Barona Cohena, które podbiło kina był Brüno - gejowska wyrocznia mody i telewizyjny prezenter w jednym. Jego życiowe cele - zostać największą austriacką gwiazdą po Adolfie Hitlerze oraz odnaleźć prawdziwą miłość. Aby zrealizować te marzenia, Brüno nie cofnie się przed niczym. Adopcja czarnoskórego chłopca wymienionego na iPoda? Zaciągnięcie się do wojska w mundurze od Dolce&Gabbana? Próba zmiany orientacji seksualnej na hetero? Dla niego nie ma żadnej świętości ani tematu tabu.
Tak jak przy okazji "Borata" Baron Cohen na celowniku miał przede wszystkim antysemitów, tym razem skierował swoją kamerę w stronę homofobów. W "Brüno" pokazywał m.in., jak duchowny stara się "wyleczyć" jego bohatera z gejostwa, zalecając całkiem na poważnie wstrzemięźliwość seksualną i modlitwę (na co komik rzuca w jego stronę: "Nigdy nie miałeś seksu homoseksualnego? To dziwne, bo masz usta stworzone do obciągania"), a także, jak rozbiera się przed starającym się wtedy o nominację prezydencką Ronem Paulem (przekonując go przy okazji, że jest podobny do Enrique Iglesiasa).
Przeciwnicy Barona Cohena zarzucali mu jednak, że "Brüno" zamiast walczyć ze stereotypami dotyczącymi homoseksualistów, tylko je wzmacnia, prezentując taką a nie inną wizję swojego bohatera.materiały dystrybutora
Jak wyjaśnił w wywiadach filmowiec, cały proces realizacji "Kolejnego filmu o Boracie" obfitował w rozmaite niebezpieczeństwa. Jedna z najgroźniejszych sytuacji miała miejsce podczas wiecu poparcia posiadania broni w Waszyngtonie, kiedy przebrany za piosenkarza muzyki country Cohen sprowokował rozwścieczonych manifestantów. Jak się wkrótce okazało, byli oni uzbrojeni w broń półautomatyczną.
Odbierając statuetkę Złotego Globu gwiazdor uwzględnił w swoich podziękowaniach prywatnego ochroniarza, któremu zawdzięcza życie. "Dziękuję całemu zespołowi, który podjął się ogromnego ryzyka podczas kręcenia filmu, a zwłaszcza mojemu ochroniarzowi, który dwa razy uchronił mnie przed postrzeleniem. Człowiek, o którym mówię, wie, że chodzi o niego. Nie mogę wypowiedzieć twojego nazwiska, ale dziękuję ci" - wyznał Cohen.
W kontynuacji produkcji o Boracie Brytyjczyk poruszył tematy związane m.in. z pandemią koronawirusa, szerzącym się w Ameryce antysemityzmem i rasizmem oraz niebezpieczeństwami wynikającymi z rozpowszechniania dezinformacji w sieci. W rozmowie z "Variety" filmowiec przyznał, że czuł moralny obowiązek, by jak najszybciej ukończyć produkcję i zaprezentować ją widzom przed wyborami prezydenckimi.
"Pandemia pokazała, że szerzenie kłamstw i teorii spiskowych właściwe administracji Trumpa ma zabójcze konsekwencje. Czułem, że demokracja jest w niebezpieczeństwie, że życie ludzi jest zagrożone" - wyznał wówczas Cohen. I zaznaczył, że na razie wysyła Borata na emeryturę. Podczas realizacji filmu tak wiele razy bowiem znalazł się w niebezpieczeństwie, że chce odpocząć od zagrażających życiu przygód. "Miałem dużo szczęścia. Ale wiem, że w pewnym momencie twoje szczęście się kończy. Nie planuję robić już takich rzeczy" - dodał.