Reklama

"Zielona granica": Kolejny atak na film Agnieszki Holland. "Tylko świnie siedzą w kinie"

Premiera "Zielonej granicy" Agnieszki Holland zaplanowana jest dopiero na 22 września, ale już od wielu dni film budzi w Polsce ogromne kontrowersje. Tym razem produkcji walczącej właśnie o Złote Lwy na festiwalu w Wenecji dostało się od związkowców Straży Granicznej.

Premiera "Zielonej granicy" Agnieszki Holland zaplanowana jest dopiero na 22 września, ale już od wielu dni film budzi w Polsce ogromne kontrowersje. Tym razem produkcji walczącej właśnie o Złote Lwy na festiwalu w Wenecji dostało się od związkowców Straży Granicznej.
Agnieszka Holland na festiwalu filmowym w Wenecji /Vittorio Zunino Celotto /Getty Images

Związkowcy z Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej wydali właśnie oświadczenie na temat "Zielonej granicy" Agnieszki Holland.

"Ten film przedstawia państwo polskie, jako niehumanitarną dyktaturę, a polskich żołnierzy i funkcjonariuszy, jako bezduszne psy łańcuchowe opresyjnego reżimu. Jest to działanie nikczemne i jeśli dopuszcza się go polski obywatel, mający pełną świadomość, jak wygląda prawdziwy stan rzeczy, to ściąga na siebie hańbę i najgłębszą pogardę" - napisali.

Reklama

Strażnicy wspominając o uchodźcach na granicy, zaznaczyli, że to "liczna rzesza krzepkich, agresywnych i niecofających się przed niczym intruzów, którzy od ponad dwóch lat szturmują polską granicę wschodnią. Nieliczne przypadki obecności kobiet i dzieci w tym towarzystwie, uważać należy za element taktyki, stosowanej przez organizatorów hybrydowej białoruskiej agresji".

"Słowa Agnieszki Holland, jakoby obrońcy polskiej granicy mieli przeciwko sobie co najwyżej inżynierów, lekarzy, czy literatów, brzmią jak ponury żart. Niemal codziennie do baz wracają z patroli granicznych nasze radiowozy z powgniataną karoserią i wybitymi szybami. Niech pani Holland powie w twarz naszym chłopakom i dziewczynom z granicy, że to, co na nich spada od strony Białorusi, to tylko suwmiarki, stetoskopy i stalówki. Uprzedzamy, że w odpowiedzi może nie dostać owacji na stojąco"  - podsumowali związkowcy.

Pismo podsumowali natomiast słowami: "Tylko świnie siedzą w kinie".

Agnieszka Holland wykorzytuje do własnych celów Holokaust?

Przypomnijmy, że w piątek sekretarz stanu w KPRM Stanisław Żaryn ocenił, że w "Zielonej granicy" Agnieszka Holland przywołuje co chwila Holokaust i wykorzystuje go do walki politycznej. Według niego powinien się temu przyjrzeć Światowy Kongres Żydów.

"@WorldJewishCong, powinniście się temu przyjrzeć. W tych rozmowach polska reżyser przywołuje co chwila #Holokaust i wykorzystuje go do walki politycznej. Porównuje również Zagładę do tego, co dzieje się na Białorusi" - napisał na Twitterze minister w kancelarii premiera.

"To wygląda, jak szarganie pamięci Ofiar dla celów politycznych!" - ocenił polityk w czwartkowym wpisie.

Załączył do niego zrzuty stron internetowych z wywiadem dla onet.pl autorki filmu "Zielona granica", który miał premierę na festiwalu filmowym w Wenecji. W grafice wyróżniono część odpowiedzi Agnieszki Holland na jedno z pytań prowadzącej wywiad.

"Dzień wcześniej ja mówiłam u Moniki Olejnik, że robię film o tym, co się dzieje na polsko-białoruskiej granicy. Nawiązałam również do Holokaustu, opowiadając o perspektywie mojej mamy, która była dziewczynką w czasie wojny. Byłam ostrożna w wypowiedziach, bo wiem, do czego jest zdolna cała ta brunatna hołota, która nami rządzi. Zresztą okazało się to już następnego dnia, po wypowiedziach prof. Engelking. Siła ataku była dlatego tak mocna, bo - jak to się mówi - na złodzieju czapka gore. Jeszcze raz powtórzę, że sprawy II wojny światowej, Holokaustu są w naszym kraju nieprzepracowane. A sprawy niezałatwione wracają. Naprawdę, jesteśmy potwornie straumatyzowanym narodem" - wyróżniono w grafice dołączonej do czwartkowego wpisu Żaryna.

Druga grafika przedstawia wywiad dla Gazety Wyborczej z wyróżnionym fragmentem.

"Miałam dokładnie tę refleksję! Zrobiłam kilka filmów o historii bardziej odległej - trzy filmy o Holocauście, 'Obywatela Jonesa' o Hołodomorze. I kiedy zobaczyłam, że historia dzieje się na naszych oczach i nagle stwarza sytuacje, w których te zagrożenia i wybory, o których kręciłam tamte filmy, się aktualizują, to wiedziałam, że powinnam o tym opowiedzieć. To był imperatyw. Poczułam, że po latach spokoju nadchodzą do nas czasy bezpośrednich zagrożeń. A to było jeszcze przed atakiem na Ukrainę. Miałam poczucie, że trzeba opowiedzieć tę historię teraz, zanim to wszystko się ucukruje i zanim za 20, a może 40 lat aktywiści, którzy dziś biegają po lasach, będą uznani za polskich Sprawiedliwych i nagle się okaże, że wszyscy wtedy pomagali" - brzmi umieszczony w grafice na Twitterze fragment odpowiedzi Holland.

Agnieszka Holland planuje oskarżyć Zbigniewa Ziobrę

W poniedziałek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro napisał na Twitterze: "W III Rzeszy Niemcy produkowali propagandowe filmy pokazujące Polaków jako bandytów i morderców. Dziś mają od tego Agnieszkę Holland".

W rozmowie z portalem Variety polska reżyserka ujawniła, że planuje oskarżyć Zbigniewa Ziobrę o zniesławienie, sugerując, że wpis ministra sprawiedliwości to przykład "mowy nienawiści".

"To, co powiedział, nie było wymierzone w film, którego nie widział; to było o mnie" - Holland powiedziała portalowi Variety. ", Mówił, że [kiedyś] od antypolskiej propagandy naziści mieli Goebbelsa, teraz mają zaś Agnieszkę Holland. To skrajna przesada, nawet jak na standardy tej [rządzącej] partii" - dodała reżyserka.

"Oskarżyć mnie o bycie nazistką jest odrobinę nieprzyzwoite. Zwłaszcza mając na uwadze moją osobistą historię jako wnuczki ofiar Holokaustu i córki kobiety, która walczyła w Powstaniu Warszawskim. Tego już za wiele" - stwierdziła Holland.

Reżyserka "Zielonej granicy" przyznała jednak w Wenecji, że spodziewała się takiej reakcji polityków PiS na swój film, który opowiada o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy.

"Spodziewaliśmy, że się wściekną. Boją się tego tematu. Wiedzą, że mówimy prawdę (...) Nie spodziewali się, że będziemy o tym głośno mówić i że nasz głos będzie słyszany w tak wielu miejscach" - powiedziała Holland.

Mariusz Kamiński: "Zielona granica"? Ten film jest fałszywy

"Film, który niestety już powstał i pokazywany jest na międzynarodowych festiwalach, nie jest filmem prawdziwym, jest fałszywy. Jest świadectwem poglądów politycznych Agnieszki Holland, która świadomie manipuluje naszymi emocjami" - ocenił w czwartek minister Mariusz Kamiński w Programie 1 Polskiego Radia. "Jestem ogromnie oburzony" - dodał.

"Widziałem zwiastun tego filmu w internecie, ale też czytałem recenzje i opinie osób, które go widziały. To jest niedopuszczalne. To jest brutalny atak na polską Straż Graniczną, na polski mundur, całkowicie fałszywie pokazujący to, co tam się dzieje" - powiedział szef MSWiA. Podkreślił, że "Agnieszka Holland nie mówi prawdy tym filmem, nie pokazuje, co rzeczywiście tam się dzieje". "To nie są żadni uchodźcy wojenni. To są nielegalni migranci, chcący poprawić swój los" - powiedział szef MSWiA.

"Nielegalnych migrantów, w porozumieniu z Moskwą, reżim białoruski wykorzystuje do swoich celów czyli do destabilizacji sytuacji w państwach graniczących z Białorusią i Rosją. W konsekwencji, gdyby udało się zrealizować te plany, byłaby to próba destabilizacji sytuacji Unii Europejskiej" - wskazał minister.

"Nasi funkcjonariusze, nasi żołnierze bronią Polski i bronią Unii Europejskiej przed zalewem nielegalnej migracji" - podkreślił Kamiński. Zwrócił także uwagę, że migranci przebywają na terenie Białorusi i Rosji legalnie. "Mają wizy białoruskie. Duża ich część w ostatnim czasie trafia tam też przez Rosję, legalnie, z rosyjskimi wizami. Im tam nic nie grozi" - powiedział szef MSWiA.

"Zielona granica": 15-minutowa owacja dla Agnieszki Holland

Pokaz filmu Agnieszki Holland "Zielona granica" na festiwalu filmowym w Wenecji zakończył się 15-minutową owacją na stojąco. "Dzieło ważne, jeden z mocniejszych filmów Agnieszki Holland. Film, który przetrwa" - pisał dla Interii Łukasz Maciejewski.

"O ten film biją się już wszystkie ważne międzynarodowe festiwale. Od Toronto po Nowy Jork. Nie, nie chodzi wcale o to, że świat szydzi z nienawiści do Polski, albo tak bardzo kocha Holland. Temat to za mało. Liczy się scenariusz, zdjęcia, reżyseria, aktorstwo, muzyka. I fakt, że to dzieło ważne, jeden z mocniejszych filmów Agnieszki Holland, film, który przetrwa, ponieważ ma wydźwięk uniwersalny, niezależnie od skali agresji, nieprawdziwych informacji, mowy nienawiści towarzyszących premierze. To minie, wszystko minie, będzie nikczemnym, mało znaczącym śladem, a kino pozostanie. Przetrwa, bo jest wspaniałe. Film o człowieku, człowieczeństwie. O tym, że krzywdy nigdy nie są niezawinione" - zauważył recenzent.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Holland
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama