Reklama

Zbigniew Zamachowski bał się o swoje życie

Kiedy Jerzy Hoffman ujawnił, że rolę Wołodyjowskiego w filmie "Ogniem i mieczem" powierzył Zbigniewowi Zamachowskiemu, wielu ludzi bało się, czy ten aktor udźwignie ciężar postaci, która fenomenalnie kreował wcześniej Tadeusz Łomnicki. Tymczasem sam Zamachowski bał się czegoś innego - tego, że rolę przypłaci życiem. Aktor mógł bowiem zginąć stratowany przez konie.

Zbigniew Zamachowski na planie "Ogniem i mieczem"

Wspomnieniami na temat nakręconego w 1999 roku filmu "Ogniem i mieczem" Zamachowski podzielił się podczas relacja na żywo, którą prowadził w środę Rafał Zawierucha w ramach swojego cyklu "Zawierucha filmowa". Aktor, który wcielił się w tym filmie w postać pana Wołodyjowskiego, przyznał, że przed rozpoczęciem zdjęć właściwie nie umiał jeździć konno. A wszystko dlatego, że jako student łódzkiej filmówki spadł z konia w trakcie zajęć, złamał obojczyk i zrezygnował z dalszej nauki.

Kiedy po latach otrzymał od Jerzego Hoffmana propozycję zagrania Michała Wołodyjowskiego, wiedział, że nie ma wyjścia i musi pokonać strach. Na szczęście przydzielono mu znakomitego trenera, dzięki któremu opanował jazdę konną w dwa tygodnie.

Reklama

"Nie ma nic bardziej fenomenalnego, niż pokonać swój lęk" - wspomniał aktor w rozmowie z Zawieruchą. Dodał też, że niemal wszystkie sceny "konne" zagrał osobiście. "Wszystkie pościgi i gonitwy w filmie, oprócz jednego skoku, to są rzeczy wykonane przeze mnie" - powiedział.

Wyznał jednak, że na planie przeżył chwile grozy podczas kręcenia sceny pościgu za oddziałem Kozaków. "Stanąłem na czele oddziału i zdałem sobie sprawę, że jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, ja spadnę z tego konia, to ten rozpędzony oddział dragonów za mną przejedzie po mnie, nie ma siły, żeby mnie ominął. Padł na mnie blady strach" - zdradził Zamachowski.

Jakby tego było mało tuż przed rozpoczęciem ujęcia aktor dowiedział się, że producenci podmienili konia, na którym miał jechać. "Ten mój dziesięcioletni Ataman nie wytrzymałby galopady i zostałby prześcignięty. Więc dostałem dwulatka Cekina, ze Służewca, prosto z wyścigów konnych (...) Zobaczyłem tylko zad i ogon pod sobą, bo tak wyrwał do przodu, że walczyłem o życie" - wspominał Zamachowski. I dodał, że dzięki wcześniejszym lekcjom wiedział, jak się zachować i utrzymał się na grzbiecie zwierzęcia.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ogniem i mieczem | Zamachowski Zbigniew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje