Reklama

Zbigniew Cybulski: Gwiazda niezadowolona z siebie

Za gruby, za krótkie nogi, za małe oczy, fatalna dykcja - tak myślał o sobie Zbigniew Cybulski, charyzmatyczna gwiazda powojennego polskiego kina - pisze Dorota Karaś w nowej biografii aktora zatytułowanej "Podwójne salto".

Jak na gwiazdę Zbigniew Cybulski miał zadziwiająco niską samoocenę

Większość opowieści o życiu Zbigniewa Cybulskiego niewiele mówiła o jego pochodzeniu i dzieciństwie - nic dziwnego, w PRL-u lepiej było nie afiszować się z pochodzeniem z rodziny ziemiańskiej. Dorota Karaś, autorka "Podwójnego salta", pisze o losach rodziny aktora. Pradziadek Zbyszka Cybulskiego i dziadek generała Wojciecha Jaruzelskiego byli braćmi. Zbyszek urodził się w ziemiańskiej rodzinie osiadłej w dworze w Kniażu na Pokuciu 3 listopada 1927 roku. Tam też rodzina Cybulskich, na co dzień mieszkająca w Warszawie, spędzała wakacje, tam zastał ich początek wojny. Ojciec Zbyszka na jesieni 1939 roku schronił się w Rumunii, matka, która z synami próbowała przekroczyć rumuńska granicę, została aresztowana przez NKWD i zesłana do Kazachstanu. Chłopcy - dwunastoletni Zbyszek i jego cztery lata młodszy brat - zostali sami, zdani na siebie. Okupację przeżyli pod opieką dalszych krewnych w Warszawie.

Reklama

Po wojnie rodzinie Cybulskich udało się połączyć. Zamieszkali w Dzierżoniowie na Dolnym Śląsku. Zbyszek bardzo poważnie zaangażował się w harcerstwo, był nawet drużynowym. Wyniesione z rodziny pielęgnowanie tradycji polskości było dla niego ważne przez całe życie. Największy komplement, jakim Cybulski obdarzał kolegów to "stary Polak". Zofia Kucówna wspomina, że ulubionym hasłem Cybulskiego było 'Niech żyje polska krew!', podobno przy jego wygłaszaniu wyrzucał pięść w górę. Kazimierz Kutz wspominał: "Miał 'nadczynność ideową' i był bardzo sentymentalny, w tym głównie na punkcie Polski. Polska była dla niego jakąś supermatką, a 'honor Polaka' - to był jego konik. Czuł się też odpowiedzialny za wszystkie miasteczka powiatowe".

Nie bez znaczenia było to, że w warszawskim środowisku aktorskim Zbyszka Cybulskiego nie przyjęto najlepiej, on sam określał ten świat zgryźliwie "księstwem warszawskim". Aktorzy teatralni uważali go za amatora, podkreślali, że nie ma warsztatu, że może grać tylko współczesne role. Aktor mawiał: "Jestem odpowiedzialny za Rzeszowskie i Kieleckie". Część ludzi w jego otoczeniu brała to za pijacki slogan, jakąś pozę - tyle, że on w młodości rzeczywiście jeździł na prowincję, recytował, grał, spotykał się z ludźmi, czuł się za nich odpowiedzialny.

Filmem, który przyniósł mu absolutną sławę, nie tylko w Polsce, był "Popiół i diament". Wajda miał wątpliwości, by angażować Cybulskiego, wydawał się zbyt charakterystyczny. "Nie wyglądał jak chłopcy z powieści Andrzejewskiego. Na ekranie okazał się jednak tak żywy, pełen werwy, że widzowie od razu utożsamili się z graną przez niego postacią. I tak nie ideologia wygrała, ale Zbyszek" - wspominał Wajda. To Cybulski podjął decyzję o rezygnacji w filmie z kostiumów z 1945 roku, grał w tym, w czym chodził na co dzień - dżinsach i czarnych okularach. Bardzo wielu młodych ludzi naśladowało ten strój.

Jak na gwiazdę Cybulski miał zadziwiająco niską samoocenę. Koledzy żartowali, mówiąc mu, że głowa mu rośnie i nie mieści się w czapce, albo że wypadają mu włosy. Traktował to bardzo serio. Na basen i plażę wkładał szlafrok, żeby zasłonić zbyt krótkie, jego zdaniem, nogi. Z tego także żartowano - Kazimierz Kutz wspominał, że kumple kazali Cybulskiemu nosić spodnie z rzekomo specjalnymi szelkami, żeby "dupa nie zwisała" - a on je nosił, dopóki mu nie uświadomiono, że to żart. "Kompleksy bywały przedmiotem tych żartów, ale one same nie były żartem ani krygowaniem. Głęboko w nim siedziały" - pisze Karaś.

Jak dodaje biografka, Cybulski miał dwa oblicza - pierwsze z nich, to twarz największego gwiazdora filmowego epoki, obiektu westchnień tysięcy fanek. Drugie, które znali nieliczni, to chłopak z nerwicą natręctw, kompleksami, kiepską dykcją i pamięcią. "Lepiej było zginąć młodym, tak jak Dean, niż doczekać tuszy, oczu jeszcze mniejszych niż były" - powiedział Cybulski na krótko przed śmiercią. Nie radził sobie z popularnością i zdecydowanie za dużo pił.

Ostatnią noc życia - z 7 na 8 stycznia 1967 roku - spędził we Wrocławiu. W mieszkaniu Ludwika Flaszena długo rozmawiał ze swoją ówczesną ukochaną - Ewą Warwas. To była długa i trudna rozmowa - ona chciała deklaracji, jak będzie wyglądało ich dalsze życie, on nie dopuszczał myśli o rozwodzie z żoną. Jak podkreśla Karaś, tego wieczora aktor nie sięgał po alkohol. Kolejne pociągi, którymi Cybulski i jego przyjaciel Alfred Andrys mieli wracać do Warszawy odeszły, w końcu postanowili, że zabiorą się tym, który odchodził o 4:20. Po drodze na dworzec wstąpili do hotelu po rzeczy. Dróżniczka, która pełniła wtedy dyżur wspominała, że pociąg już ruszył, gdy na peron wbiegło dwóch ludzi. Pierwszemu udało się wskoczyć do pociągu, drugiemu noga ugrzęzła pomiędzy stopniem a brzegiem peronu. Gdy sprowadzono lekarza Cybulski jeszcze żył. Zmarł w szpitalu.

Marcel Martin, francuski krytyk i teoretyk filmu, napisał potem: "W wielu filmach odtwarzał ruchy, które później miały go kosztować życie. Począwszy od swego pierwszego filmu 'Pokolenie' wielokrotnie skakał do pociągu". Pogrzeb zaplanowano w Katowicach, choć Cybulski nigdy nie mieszkał w tym mieście. Rodzina nalegała na kościelny pogrzeb, władze też planowały swoje uroczystości. Ostatecznie msza została odprawiona rano, w południe ruszyły oficjalne uroczystości. Cybulskiego żegnały tłumy. Przyjaciele z kabaretu Bim-Bom przynieśli mu na grób budzik, który był rekwizytem w jednym z programów teatrzyku - stary człowiek ustawiał go na grobie przyjaciela. Budziki pojawiają się na grobie Cybulskiego po dziś dzień.

Książka "Cybulski. Podwójne salto" Doroty Karaś ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Cybulski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje