Reklama

Reklama

Wzloty i upadki Nicolasa Cage'a

Wielokrotnie dosięgała go miażdżąca krytyka. Ma jednak na swoim koncie kilka prawdziwych aktorskich perełek. Nicolas Cage to prawdziwy artystyczny kameleon.

Pomógł wujek...

Aktor, który kinomanom na całym świecie znany jest jako Nicolas Cage, naprawdę nazywa się Nicolas Kim Coppola i jest brataniem znakomitego reżysera, Francisa Forda Coppoli. Pseudonim, który przybrał już na początku kariery, był wyrazem fascynacji Luckiem Cage'em, jednym z superbohaterów z uniwersum Marvela. Miał także podkreślić niezależność początkującego artysty.

Cage przyznaje, że ogromny wpływ na jego dalsze życie wywarło trudne dzieciństwo, które upłynęło pod znakiem szpitalnych wizyt u chorej na depresję matki - gdy Nicolas miał 12 lat jego rodzice rozwiedli się i postanowili, że syn pozostanie z ojcem w San Francisco.

Reklama

Co sprawiło, że zamarzył o aktorstwie? Jak wyznał w jednym z wywiadów, przełomowy okazał się seans filmu "Na wschód od Edenu" z kultowym Jamesem Deanem. Wtedy to w głowie młodego chłopca zakiełkowało marzenie, któremu poświecił się bez reszty. Przez rok uczęszczał do konserwatorium teatralnego, jednak był to ciężki czas - paraliżowała go nieśmiałość, nie potrafił złapać kontaktu z rówieśnikami.

Na telewizyjnym ekranie Cage zadebiutował w produkcji "Best of Time" (1981), a rok później zagrał w melodramacie komediowym "Beztroskie lata w Ridgemont High" (u boku Seana Penna i Jennifer Jason Leigh), który był jego pierwszym kinowym filmem. Choć początkowo chciał się odciąć od wszelkich koligacji rodzinnych, nie da się ukryć, że naprawdę znaczące okazały się dopiero role, które zagrał u słynnego wuja - w 1983 roku pojawił się na planie "Rumble Fish" Coppoli, gdzie spotkał Matta Dillona, Diane Lane, Mickey'ego Rourke'a i Toma Waitsa, a rok później zagrał w tegoż "Cotton Clubie".


Dziwnie gra i wybiera

Niemal od początku kariery bywał krytykowany za specyficzny styl gry aktorskiej, którego jednak nie chciał zmieniać. W 1987 roku Cage wystąpił u boku Cher w dobrze przyjętym " Wpływie księżyca", który przyniósł mu pierwsze ważne wyróżnienie - nominację do Złotego Globu.

W kolejnych latach aktor wielokrotnie starał się udowodnić, że z powodzeniem może występować zarówno w komediach, jak i filmach akcji, thrillerach czy horrorach. Upragnione uznanie krytyki i całą masę fanów przyniosła mu tak naprawdę dopiero kultowa już postać Sailora z "Dzikości serca" Davida Lyncha.

Artysta grał u takich reżyserów, jak: Martin Scorsese (dramat "Ciemna strona miasta", 1999), John Woo (wojenny film akcji "Szyfry wojny" 2002) i Ridley Scott (komedia kryminalna "Naciągacze", 2003). Ostatnie lata to w jego wykonaniu głównie kino sensacyjne i przygodowe. W 2004 roku Cage zagrał w "Skarbie Narodów", który pomimo skrajnych recenzji, okazał się najbardziej kasowym przebojem w karierze aktora. Rok później wcielił się w handlarza bronią w "Panu życia i śmierci". Był także bezwzględnym płatnym mordercą w "Ostatnim zleceniu" oraz Big Daddy'm w komiksowej adaptacji "Kick-Ass".

Od kilku dni Cage ponownie gości na polskich ekranach - w "Bogu zemsty", najnowszym thrillerze Rogera Donaldsona, wciela się w żądnego zemsty Nicka, który nieoczekiwanie otrzymuje propozycję wyrównania rachunków z gwałcicielem żony. Cage'owi partnerują w tym filmie January Jones i Guy Pearce.


Artysta wciąż realizuje po kilka filmów rocznie i choć podkreśla, że jest wybredny, jego filmografia wygląda na jeden wielki przypadek. Tylko w 2011 roku pojawił się na ekranie aż 5 razy! Ma słabość do hollywoodzkich superprodukcji, dzięki którym jego bankowe konto zasila się o miliony dolarów rocznie.

Jego wybory zaskakują jednak tym bardziej, że wielokrotnie już mógł się przekonać, iż udział w kasowych przebojach (które często okazywały się wielką klapą), poza pieniędzmi nie daje zupełnie nic, a naraża go na falę druzgocącej krytyki. Jednocześnie artysta często występuje w małych, niezależnych produkcjach, w których potrafi pokazać całą gamę swoich aktorskich umiejętności.

5 najlepszych ról Cage'a:

"Ptasiek" - film z 1984 roku w reżyserii Alana Parkera, będący ekranizacją powieści Williama Whartona pod tym samym tytułem. Pierwsza doskonała rola, która bez wątpienia stała się momentem zwrotnym w karierze aktora. Poruszający obraz o wojennych traumach, ale także o sile przyjaźni, któremu Cage i partnerujący mu Matthew Modine nadali autentyzmu. Film otrzymał Grand Prix na Festiwalu Filmowym w Cannes w 1985 roku.

"Wpływ księżyca" - świetna komediowa kreacja artysty u boku Cher, która za swoją rolę otrzymała Oscara. Cage'a wyróżniło natomiast Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej, przyznając mu nominacje do Złotego Globa. Aktor zagrał ekscentrycznego, jednorękiego pisarza zakochanego w narzeczonej swojego brata. Doskonała rola nieokrzesanego romantyka idealnie wpisała się w groteskowy, odrealniony nieco klimat całości. Wielka szkoda, że Cage nie powraca już do takich scenariuszy.

"Dzikość serca" - kultowy obraz mistrza filmowej psychodelii Davida Lyncha to pełna rozbuchanej namiętności, erotyzmu i brutalności podróż przez prowincjonalne Stany. Mordercze intrygi, dewiacje seksualne, zbrodnie, a w środku tego Laura Dern i Nicolas Cage jako zakochany Sailor Ripley. To w tej produkcji aktor nosił kurtkę z wężowej skóry i śpiewał piosenki Presley'a z prawdziwą dzikością serca. Film zdobył Złotą Palmę w Cannes, a Cage szacunek krytyków i uwielbienie widzów.

"Zostawić Las Vegas" - według wielu krytyków Cage zagrał po mistrzowsku tylko dwa razy. Raz u boku Laury Dern we wspomnianej wcześniej "Dzikości serca", a drugi właśnie w melodramacie Mike'a Figgisa. Podobno przygotowując się do roli, upijał się ginem, a swoje pijane wybryki rejestrował na kasecie video. Dzięki temu mistrzowsko wcielił się w postać scenarzysty-alkoholika. Dla Cage'a, i partnerującej mu Elisabeth Shue, rola w filmie Figgisa stała się swoistym opus magnum aktorskiej kariery. "Zostawić Las Vegas" to zdecydowanie najlepszy film na koncie Cage'a. W efekcie przyniósł mu jedynego w karierze Oscara, a także Złotego Globa oraz nagrody krytyków filmowych z Nowego Jorku i Los Angeles.


"Adaptacja" - niezwykle inteligentny, oryginalny film Spike Jonze'a ("Być jak John Malkovich") i brawurowy popis aktorskich umiejętności Cage'a, który wciela się w postać bliźniaków - zakompleksionego, introwertycznego scenarzysty Charliego i jego brata Donalda - przebojowego, pewnego siebie mężczyzny, który zdobywa wszystko bez większego wysiłku. To wyciszona rola, która skutecznie oderwała Cage'a od póz szalonego cierpiętnika, i pozwoliła ponownie utrzeć nosa tym, którzy w talent gwiazdora nigdy nie wierzyli. Występ w filmie przyniósł aktorowi kolejną nominację do nagrody Akademii.

5 najgorszych ról Cage'a:

"Kult" - miał być horror z prawdziwego zdarzenia, a wyszła marna podróbka "Osady". Nijaki film i nijaka rola Cage'a. Po bardzo interesujących kreacjach w "Panu życia i śmierci", "Prognozie pogody" czy też "Word Trade Center" przyszedł film, który ponownie naraził aktora na miażdżącą krytykę. Rezultat: dwie nominacje do Złotej Maliny. "Kult" zarobił w Stanach Zjednoczonych 23 miliony dolarów przy budżecie wynoszącym prawie dwa razy więcej! Mimo to Cage wyraził chęć zagrania... w ekranizacji drugiej części horroru. Jak widać, nie wszyscy potrafią uczyć się na własnych błędach.

"Next" - tym razem również skończyło się jedynie na "malinowej" nominacji, choć wygrana w "prestiżowej" kategorii: najgorszy aktor zdawała się być bardzo bliska. Jedno tylko usprawiedliwia Cage'a - tragiczny scenariusz, którego nie uratowałaby nawet Meryl Streep z zastępem oscarowych gwiazd. Aktor jako magik obdarzony darem widzenia przyszłości, który ma szansę zapobiec wybuchowi bomby nuklearnej! Lepiej zapomnieć.

"Ghost Rider" - chyba najgorsze dwa lata w karierze Cage'a. Kolejny zły wybór i następna do kolekcji nominacja do Złotej Maliny. Według niektórych najgorszy film od czasów "Eda Wooda". Choć takie opinie wydają się wielce przesadzone, przyznać trzeba, że Hollywood eksploatujące do potęgi temat komiksowych superbohaterów tym razem dało plamę. W efekcie "Ghost Rider", ekranizacja kolejnego tytułu nieśmiertelnej stajni Marvela, to pełna kiczu i kiepskich dialogów produkcja. Cage jako ognisty jeździec, który podpisał pakt z Mefistofelesem jest co najwyżej letni, nawet z płonącą czaszką zamiast głowy. A i spece od efektów specjalnych najwyraźniej wzięli sobie wolne.

"Polowanie na czarownice" - Cage jako przeżywający kryzys wiary wojownik powracający z kolejnej krucjaty. Dominic Sena miał ambitny plan stworzenia interesującej historii o czarnej magii, Bogu, piekle, buncie przeciw Kościołowi. Na ambicjach się skończyło. Cage jako butny rycerz z grymasem na twarzy deklamuje drętwe dialogi, tonąc w banalnej fabule. Jego aktorski potencjał po raz kolejny został zmarnowany. Na dokładkę nominacja do Złotej Maliny.

Anatomia strachu - jedna z tysiąca podobnych produkcji trafiających od razu na DVD lub do telewizji. Dwie nominacje do Złotej Maliny (które to już?). Najgorsza ekranowa para: Cage i Nicole Kidman jako małżeństwo będące w śmiertelnym zagrożeniu, które próbuje na serio odegrać przerażenie, co w rezultacie daje efekt raczej komediowy. Drętwy scenariusz, któremu po prostu nie da się nadać emocjonalnej wiarygodności. Kolejny zadziwiająco zły wybór Cage'a.


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Nicolas Cage

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje