Reklama

Reklama

"Wołyń": Przeciw skrajnemu nacjonalizmowi

W czwartek mija dokładnie pięć lat od premiery "Wołynia" Wojciecha Smarzowskiego. - Ten film jest zrobiony po to, aby pamiętać, nie po to, żeby się mścić - mówił Interii reżyser. Jego dzieło trafiło jednak do kin w atmosferze politycznego skandalu.

Michalina Łabacz w filmie "Wołyń"

Ten film "ma być mostem, a nie murem" - takie założenie przyjął reżyser. "Potrzebujemy dobrych relacji z Ukraińcami, a Ukraińcy z nami. To wszystko jest oczywiste. (...) Wydaje mi się, że po jakimś czasie ten film będzie pracował na oczyszczenie tych naszych relacji" - mówił Wojciech Smarzowski na konferencji po pokazie prasowym "Wołynia".

"Wołyń": Film przeciw skrajnemu nacjonalizmowi

"Nie można budować relacji na tym, że się prawdę zamiata pod dywan" - podkreślał Smarzowski, którego dziennikarze przywitali na konferencji oklaskami. Opowiadał, że zaczął myśleć o tym filmie w 2012 r., czyli "zanim jeszcze świat skręcił mocno w prawo". "Po czterech latach pracy nad 'Wołyniem' jestem innym człowiekiem" - ocenił.

Reklama

Zdaniem Smarzowskiego "proporcje w filmie są dobrze wyważone". W "Wołyniu" przedstawieni zostali zarówno źli Ukraińcy, jak i dobrzy, którzy pomagali Polakom. Są też dobrzy i źli Polacy. Wśród bohaterów są mieszane małżeństwa polsko-ukraińskie. W filmie, oprócz ukazania rzezi przeprowadzonej na Polakach przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską, pokazana została akcja odwetowa Polaków na Ukraińcach.

"Jeszcze nie robiłem filmu, żebym tak bardzo uważał, (...) bo wiem, że ten temat jest więcej niż delikatny" - powiedział. "Cała tajemnica jest w wyważeniu proporcji. Z tej naszej, polskiej strony są one wyważone, myślę, dobrze. Ze strony ukraińskiej... Oni to widzą inaczej" - mówił Smarzowski.

"Ten film oczywiście ma pobudzić emocje. Po pierwszym okresie, kiedy te emocje opadną, (...) politycy powinni stworzyć dobry klimat do pracy dla historyków i polskich, i ukraińskich. Historycy polscy i ukraińscy powinni dostać czas, powinni skonfrontować dowody" - powiedział reżyser.

Smarzowski podkreślił, że "Wołyń" jest "wymierzony przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi". Jednocześnie - powiedział - "ten film jest zrobiony z dużą wiarą w człowieka", z wiarą w widza. Odnosząc się do zakończenia - sceny, w której widz zobaczy polsko-ukraińską parę zakochanych młodych ludzi - Smarzowski zaznaczył: "Tylko wątek miłości ponad podziałami może zrównoważyć to okropne tło, o którym opowiadamy".

Problemy z "Wołyniem" na Ukrainie

"Wołynia" nie udało się zaprezentować widzom na Ukrainie. Pokaz "Wołynia", zorganizowany przez Instytut Polski w Kijowie, miał się odbyć jeszcze w 2016 roku. Gośćmi projekcji miał być m.in. reżyser, zaproszeni byli także - zgodnie z praktyką dyplomatyczną - przedstawiciele najwyższych ukraińskich władz, w tym prezydent, premier i parlamentarzyści. Po pokazie filmu zaplanowano dyskusję.

W przeddzień wydarzenia dyrektor Instytutu Ewa Figel poinformowała o odwołaniu go. Jak wyjaśniła, na decyzję wpłynęły zalecenia ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych. W piśmie adresowanym do ambasady RP na Ukrainie MSZ tego kraju "usilnie zalecało" stronie polskiej odwołanie imprezy w trosce o "porządek publiczny".

Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca wyjaśniał, że władze "obawiały się tego, co film 'Wołyń' może wywołać na ulicy". - Mamy sygnały, że mogą być protesty wokół filmu, trzeba przygotować społeczeństwo, w Polsce Smarzowski jest znany, na Ukrainie nie jest tak dobrze znany. Te sceny, które są pokazywane, takie dość naturalne, na Ukrainie mogą wywołać dość dużą negatywną relację - mówił. - Organizacje, które się nie zgadzają z wizją Smarzowskiego o Wołyniu, mogłyby organizować protesty - ocenił.

"Wołyń": Smarzowski nie przyjął nagrody od Kurskiego

Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni "Wołyń" otrzymał trzy regulaminowe wyróżnienia: za aktorski debiut (Michalina Łabacz), za zdjęcia (Piotr Sobociński jr) i charakteryzację (Ewa Drobiec).

Ponadto Jacek Kurski przyznał filmowi "Wołyń" Nagrodę Specjalną Prezesa TVP w wysokości 100 tys. złotych. Nagroda miała zostać wręczona tuż po gali kończącej Festiwal Filmowy w Gdyni, ale Wojciech Smarzowski jej nie odebrał.

Reżyser "Wołynia" w rozmowie z Radiem TOK FM zaznaczył, że przyjąłby tę nagrodę, gdyby wręczano ją na scenie podczas uroczystości, a pieniądze przekazał którejś z fundacji wołyńskich.

"Zaskoczyło mnie, że pan Kurski nie chciał zrobić tego na scenie, tylko po ceremonii, co wydaje mi się kłopotliwe i dziwne. Bardzo ważne jest dla mnie, żeby mój film nie był wykorzystywany w żadnych rozgrywkach politycznych" - powiedział Smarzowski.

"Ten film po raz pierwszy przywraca cześć, godność i honor ofiarom rzezi wołyńskiej" - stwierdził Kurski. "'Wołyń' jest najważniejszym w ostatnich 27 latach wolnej Polski przykładem polskiego kina historycznego. Żaden z powstałych w tym okresie filmów historycznych nie ma tej świeżości, błysku, artyzmu, co 'Wołyń'" - dodał prezes TVP.

"Wołyń": O czym opowiada film Smarzowskiego?

Wojciech Smarzowski wyreżyserował film na podstawie własnego scenariusza, który napisał, wykorzystując wątki ze zbioru opowiadań "Nienawiść" autorstwa Stanisława Srokowskiego. Tekst scenariusza konsultowano z historykami. 

Główną bohaterką "Wołynia" jest Zosia Głowacka, grana przez Michalinę Łabacz. Akcja filmu rozgrywa się w okresie od wiosny 1939 r. do lata 1945 r. w wiosce zamieszkałej przez Ukraińców, Polaków i Żydów, położonej w południowo-zachodniej części tej krainy. Oczami Zosi widz obserwuje toczące się wypadki, zapoczątkowane wybuchem II wojny. Gdy poznajemy Zosię, jest ona zakochana w ukraińskim chłopcu z tej samej wsi. Dziewczyna dowiaduje się jednak, że ojciec postanowił wydać ją za mąż za najbogatszego we wsi gospodarza, Polaka Macieja Skibę, starszego wdowca z dwójką dzieci.

Życie wsi zostaje odmienione najpierw przez okupację sowiecką, potem przez niemiecki atak na ZSRR. Trwają brutalne mordy na Żydach. Ukraińskie aspiracje do stworzenia niepodległego państwa wciąż rosną. Wzrasta napięcie między polskimi i ukraińskimi sąsiadami. Oddziały UPA atakują polskie osady, a niekiedy Polacy z równą bezwzględnością biorą odwet na Ukraińcach. Pośród morza nienawiści Zosia próbuje ocalić swoje dzieci. 

Na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1945 zginęło ok. 100 tys. Polaków, zamordowanych przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską. Sprawcy zbrodni to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów - frakcja Stepana Bandery, podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia i ludność ukraińska uczestnicząca w mordach swoich polskich sąsiadów. Terror UPA spowodował, że setki tysięcy Polaków opuściły domy, uciekając do centralnej Polski. Zbrodnia wołyńska spowodowała polski odwet, w wyniku którego zginęło ok. 10-12 tys. Ukraińców, w tym 3-5 tys. na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Z rąk nacjonalistów ukraińskich ginęły także rodziny polsko-ukraińskie, Ukraińcy odmawiający wzięcia udziału w zbrodniczej akcji oraz ratujący Polaków. "Kresowa Księga Sprawiedliwych" (wyd. IPN) opracowana przez Romualda Niedzielkę podaje, że Ukraińcy uratowali 2527 Polaków. Za tę pomoc 384 Ukraińców zapłaciło życiem.

Nowy film Smarzowskiego od piątku w kinach

8 października na ekrany kin trafi najnowszy film Smarzowskiego - "Wesele".

"'Róża' jest zakazana w Rosji, 'Wołyń' - na Ukrainie, a 'Wesele' może być zakazane w Polsce" - reżyser przyznał w rozmowie z Aleksandrą Pawlicką na łamach najnowszego "Newsweeka". "Robiąc ten film, miałem świadomość, że wyleją się na mnie pomyje. Prawdopodobnie na lata stanę się nadwornym Żydem polskiej kinematografii i przejmę od Maćka Stuhra berło po 'Pokłosiu'" - prognozuje reżyser.

"Akcja dzieje się współcześnie. W ciągu jednej nocy, w domu weselnym i w rzeźni. Jest też część retrospektywna. Z czasów wojny. I to chyba wszystko, co mogę powiedzieć na temat tego projektu" - Smarzowski mówił w 2019 roku podczas spotkania z widzami na Pol'and Rock Festivalu.

Teraz wiemy już, że w "Weselu" znalazł się wątek Jedwabnego, gdzie w 1941 roku doszło do pogromu Żydów. To kolejne, po "Róży" i "Wołyniu" dzieło Smarzowskiego, w którym reżyser wraca do traumatycznych wydarzeń z okresu II wojny światowej.

Reżyser zaznacza, że jego nowym film jest "odpowiedzią na zakłamywanie historii".

"Żyję w Polsce, jestem Polakiem i moje dzieci też jeszcze są tutaj. Ja zrobiłem film o tym, co dzieje się w mojej głowie. Co mnie boli. A boli mnie to, że w podręcznikach do historii jest jakaś wzmianka o Jedwabnem, że zbrodni dokonali Niemcy albo faszyści. I widzę, że może być jeszcze gorzej. Za chwilę pan Czarnek wprowadzi do podręczników dziesięć napisanych biblijną czcionką stron o bestialsko zdradzonych o świcie. Pogromy wygumkuje. Smoleńsk będzie jedynym punktem odniesienia w naszej historii. Następny etap to zastąpienie podręczników Biblią" - prognozuje Smarzowski.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Wołyń (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje