Reklama

Reklama

Wojtek Smarzowski: W Polsce nikt nas nie chciał wpuścić do kościoła

"Zawsze robię filmy, po których spodziewam się jakiejś debaty. Nie interesuje mnie opowiadanie błahych historii" - tłumaczy reżyser filmu "Kler", Wojtek Smarzowski.

"Zawsze robię filmy, po których spodziewam się jakiejś debaty. Nie interesuje mnie opowiadanie błahych historii" - tłumaczy reżyser filmu "Kler", Wojtek Smarzowski.
Wojtek Smarzowski na planie filmu "Kler" /fot. Bartosz Mrozowski/Kler /materiały dystrybutora

"Kler" to siódmy film pełnometrażowy w filmografii Wojciecha Smarzowskiego. Reżyser głośnego "Wołynia" podkreśla, że tworzy kino zaangażowane i oczekuje, że jego dzieło sprowokuje widzów do refleksji.

"'Kler' opowiada o wszystkich grzechach, z których trzy wektory wybijają się najbardziej, mianowicie: dążenie do władzy, żądza i chciwość" - wyjaśnia reżyser.

Smarzowski zaznacza, że nie chciał wypowiadać się na temat wiary, tylko ludzi i ich słabości. "Pokazałem 'Kler' kilkunastu księżom - powiedzieli mi, że ten film nie dotyka wiary. To moje duże osiągnięcie" - mówi reżyser. "Powiedzieli, że [ten film] jest bardzo prawdziwy, ale [dodali], że Polacy będą mieli kłopot, żeby uwierzyć w ten świat, dlatego, że znają Kościół tylko z jednej strony" - dodaje Smarzowski.

Reklama

Twórca "Kleru" przyznaje, że zdjęcia do filmu powstały za granicą. "W czasie kręcenia filmu nie odczuwałem presji wiadomych środowisk, natomiast w trakcie przygotowania szybko się okazało, że musimy mieć zdjęcia wyjazdowe. Kręciliśmy w Czechach, bo w Polsce nikt nas nie chciał wpuścić do kościoła" - ujawnił Smarzowski.

Dodał też, że film jest dużo bardziej poważny niż zapowiadający go zwiastun.

"W filmie 'Kler' nie ma nic takiego, co mogłoby obrazić ludzi głęboko wierzących, ale i myślących jednocześnie. Ta opowieść da nam bardzo dużo do myślenia" - wtóruje reżyserowi Janusz Gajos.

Aktor znany z ról w takich filmach jak "Przesłuchanie", "Body/Ciało" czy "Układ zamknięty" w filmie "Kler" wciela się w rolę arcybiskupa. - W tym filmie - mogę z całą odpowiedzialność powiedzieć - nie ma nic takiego, co mogłoby obrazić ludzi głęboko wierzących, ale myślących jednocześnie - mówi Gajos. - Ta opowieść Wojtka da nam dużo do myślenia (...) Uważam, że bardzo poważnie podszedł do tego problemu, opowiadając o ludziach - zaznacza aktor. 

"Kler" to obraz kościoła katolickiego jako instytucji oglądanej "od strony zakrystii", rzucający światło na tematy niewygodne, trudne, często przemilczane, ale też poruszające. Wszystko to ukazane zostało przez pryzmat losów trójki duchownych, których wzloty i upadki udowadniają, że księżom, podobnie jak społeczności wiernych, nic co ludzkie nie jest specjalnie obce.

Przed kilkoma laty tragiczne wydarzenia połączyły losy trzech księży katolickich. Teraz, w każdą rocznicę katastrofy, z której cudem uszli z życiem, duchowni spotykają się, by uczcić fakt swojego ocalenia. Na co dzień układa im się bardzo różnie. Lisowski (Jacek Braciak) jest pracownikiem kurii w wielkim mieście i robi karierę, marząc o Watykanie. Problem w tym, że na jego drodze staje arcybiskup Mordowicz (Janusz Gajos), pławiący się w luksusach dostojnik kościelny, używający politycznych wpływów przy budowie największego sanktuarium w Polsce...

Drugi z księży - Trybus (Robert Więckiewicz) w odróżnieniu od Lisowskiego jest wiejskim proboszczem. Sprawując posługę w miejscu pełnym ubóstwa, coraz częściej ulega ludzkim słabościom. Niezbyt dobrze wiedzie się też Kukule (Arkadiusz Jakubik), który - pomimo swojej żarliwej wiary - właściwie z dnia na dzień traci zaufanie parafian. Wkrótce historie trójki duchownych połączą się po raz kolejny, a wydarzenia, które będą mieć miejsce, nie pozostaną bez wpływu na życie każdego z nich.

Obraz trafi do kin 28 września.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Kler

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL