Reklama

"Wojna polsko-ruska": Gdy rozum śpi

W środę, 22 maja, mija dokładnie dziesięć lat od premiery "Wojny polsko-ruskiej" Xawerego Żuławskiego - ekranizacji kultowej powieści Doroty Masłowskiej z Borysem Szycem w roli głównej.

Borys Szyc i Anna Prus na planie filmu "Wojna polsko-ruska"

"Gdy rozum śpi, budzą się... hormony!" - promowała film firma dystrybucyjna ITI Cinema. - "Wojna polsko-ruska" to pełna adrenaliny, bezkompromisowa opowieść o młodych ludziach głodnych emocji oraz przeżyć i o nieokiełznanej sile wyobraźni! To filmowy rollercoaster o łapczywej miłości, która totalnie potrafi odmienić zwyczajne życie. Produkcja Żuławskiego jest opowieścią o sile uczuć, które sprawiają, że chcemy w życiu spróbować wszystkiego oraz zderzyć oczekiwania z własną wyobraźnią.

Poza Szycem w filmie wystąpili również: Roma Gąsiorowska, Sonia Bohosiewicz, Anna Prus i Maria Strzelecka. Żuławski, laureat nagrody za filmowy debiut na FPFF w Gdyni 2008, był nie tylko reżyserem filmu, ale także autorem scenariusza.

Reklama

"Wojna polsko-ruska" opowiada o Silnym (Szyc), któremu nie układa się z Magdą (Gąsiorowska), bo miłość to ciągła walka. Pełen złości Silny niczym bolid przejedzie z zawrotną prędkością przez kilka dni swojego życia w poszukiwaniu recepty na szczęście. Na jego wyboistej drodze staną niezwykłe kobiety: Angela (Strzelecka) - pełna odjechanych marzeń wrażliwa dziewica, Nata (Bohosiewicz) - stara przyjaciółka, miłośniczka wąchania zupek w proszku, Ola (Anna Prus) z pozoru nieśmiała, bezwzględna uwodzicielka, której imponuje prostoduszność Silnego oraz... Dorota (Dorota Masłowska) - nastolatka, w której głowie dzieje się cały ten film.

Co ciekawe, ta ostatnia nie tylko pojawiła się przed kamerą, ale uczestniczyła również w pracach nad scenariuszem filmu. - Miałem to uczucie, co większość ludzi po lekturze książki: "Przecież tu nie ma filmu. Trzeba to wszystko napisać jakoś jeszcze raz". Dorota w delikatny sposób wybiła mi to z głowy. Jeszcze raz zwróciła moją uwagę na książkę, na to, że właściwie już wszystko jest w niej napisane, a teraz trzeba tylko skupić się na inscenizacji - przyznawał reżyser w rozmowie z Interią.

Ekranizacja Żuławskiego jest niezwykle wierna powieści Masłowskiej. Przede wszystkim bohaterowie jego "Wojny..." dużo mówią. Mówią tym dziwnym językiem, wziętym bezpośrednio - słowo po słowie - z Masłowskiej. Tak jakby jej książka była już gotowym scenariuszem. Wchodzi się w ten świat powoli, z pewnym oporem, do tej składni, do tej dykcji, do tego rytmu trzeba się przyzwyczaić.

Przyzwyczaić trzeba było się też do sporego ładunku kiczu, którym wypełnił młody reżyser swą ekranizację. - Od początku wiedzieliśmy, że to będzie trącić myszką. Staraliśmy się zrealizować to jak najlepiej, ale nie ukrywam, że takie rzeczy robione były w Polsce po raz pierwszy, więc do końca nie byliśmy pewni efektu. Wiedzieliśmy, że ta sytuacja jest na tyle kiczowata, że właściwie możemy pozwolić sobie na bardziej lub mniej udolne szaleństwo. Nie możemy zapominać też, że to wszystko dzieje się w głowie pisarki, która to właśnie pisze, więc efekt nie musi być do końca dopracowany - wyjaśniał Żuławski.

"Wojna polsko-ruska" posiadała ponadto osobistą dedykację. - Oczywiście, konsultowałem się z ojcem, rozmawialiśmy o tym projekcie. Nie był nieustannie obecny, ale duchem nas wspierał i miał kilka bardzo mądrych interwencji. Można powiedzieć, że był dobrym duchem tego filmu - przyznawał po premierze Żuławski junior, a co bardziej złośliwi krytycy sugerowali, że Andrzej Żuławski powinien zostać podpisany jako współautor tej ekranizacji.

"Kto jest bohaterem książki Masłowskiej - Silny, Magda, Angela, Arleta, Lewy? Bohaterem 'Wojny polsko-ruskiej' jest język. Rynsztokowy słowotok, który jest nie tylko sposobem komunikacji postaci Masłowskiej, lecz - przede wszystkim - elementem konstytuującym stworzony przez nią świat. Wie o tym dobrze, chyba nawet zbyt dobrze, reżyser długo oczekiwanej ekranizacji książki - Xawery Żuławski. Swój film zaczyna od głosu autorki, czytającej pierwsze zdania swej powieści: 'Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości: dobrą i złą'. Dopiero po chwili na ekranie pojawia się Silny, dopiero po chwili Arleta informuje go, że ma dwie wiadomości, dobrą i złą, dopiero za chwilę zaczyna się właściwy film" - pisał o "Wojnie..." recenzent Interii, Tomasz Bielenia.

"Wojna..." była jednym z najlepiej ocenianych filmów 2009 roku, zdobywając Srebrne Lwy na festiwalu w Gdyni i triumfując na innych filmowych imprezach - Era Nowe Horyzonty (Wrocławska Nagroda Filmowa), OFF Plus Camera (Nagroda Publiczności), Tofifest (wyróżnienie specjalne dla najlepszego reżysera). Laury zbierał też odtwórca roli Silnego - Borys Szyc, który poza Złotymi Lwami w Gdańsku, uhonorowany został także Orłem.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wojna polsko-ruska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje