Reklama

Reklama

Wojciech Pszoniak: Jak w szachach

"Jak w szachach: co się stanie w czwartym czy piątym ruchu, jeśli teraz postawię gońca na tym polu?" - pyta retorycznie Wojciech Pszoniak w rozmowie-rzece z Michałem Komarem, porównując logikę aktorskiej kreacji do zasad panujących na szachownicy. "Aktor" jest jednak przede wszystkim zbiorem ciekawych anegdot.

"Książka 'Nauka gry w szachy' napisana przez Tadeusza Czarneckiego nosiła numer pierwszy" - Pszoniak, wymieniając lektury dzieciństwa (Verne, Sienkiewicz, Colette, Bobińska), pamięta o szczególnym tytule, zajmującym w domowej bibliotece honorową pozycję. "Tej grze, w której jeden fałszywy krok prowadzi do klęski, a zwycięskie rozwiązanie jest jak nieubłagany wyrok losu, zawdzięczam - tak mi się wydaje - umiejętność konstruowania roli, a przynajmniej odrzucenia tego, co byłoby wątpliwe, niekonieczne..." - mówi Michałowi Komarowi. Pod płaszczykiem tego zaskakującego porównania skrywa się zarówno tajemnica definicji sztuki aktorskiej, jak i prawda o bohaterze tej niewielkiej książki.

Reklama

"Prawda postaci, prawda losu, ta, którą chcę przekazać widzowi, musi być ostateczna" - mówi chwilę później Pszoniak. Lektura "Aktora" jest dowodem na prawdziwość tych słów.

Czyta się jednak tę książkę z ambiwalentnymi odczuciami. Pszoniak jest uroczym gawędziarzem, sypiącym anegdotami jak z rękawa, barwnie opisującym poszczególne etapy swojej - głównie teatralnej - kariery. Wydaje się jednak, że Komar mu po prostu... przeszkadza. Autor tej książkowej rozmowy, prywatnie przyjaciel aktora, popisami swej erudycji psuje czytelnikowi przyjemność obcowania z bohaterem książki. Kiedy więc wydobywając z Pszoniaka wspomnienia dotyczące poszczególnych przedstawień teatralnych, przytacza in extenso recenzje kilku autorów, z synopsisową dokładnością przybliża nam treść danej sztuki bądź umiejscawia omawiane wydarzenia w kontekście tamtych lat ("to może zaciekawić czytelnika, który nie pamięta tamtych czasów"), zabija tym samym wartkość konwersacji. I nuży przewracającego strony czytelnika.

Kolejnym mankamentem tej książeczki są poetyckie próby Pszoniaka, służące za motto poszczególnych rozdziałów. Odtwórca Moryca Welta w "Ziemi obiecanej" wspomina na początku książki o niebagatelnym wpływie, jaki Tadeusz Różewicz wywarł na młodego, aspirującego aktora. Zapewne stosując się do zalecenia swojego mistrza: "Ty Wojtuś nie pisz wierszy, lepiej napisz, co to znaczy być aktorem", raczy nas Pszoniak przed każdym rozdziałem poetyckimi definicjami sztuki aktorskiej w rodzaju: "sztuka aktorska - ciągła podróż / poszukiwanie / zdobywanie / podróż w siebie w innych / poszukiwanie / zdobywanie prawdy..." lub "sztuka aktorska jest szukaniem odpowiedzi na pytania dotyczące tajemnicy, jaką jest człowiek, jego życie, jego cierpienie, szczęście, jego los...". W stylu Coehlo, prawda?

O niebo lepiej, niż poeta Pszoniak prezentuje się jako gawędziarz. Kiedy przypomina sobie gorycz odrzucenia przez komisję egzaminacyjną (m.in. Kreczmar, Świderski) warszawskiej PWST, przytacza też swoją reakcję: "Krzyknąłem: 'Niech się wam kurwa nie zdaje, że nie będę aktorem". W "Aktorze" opowiada też o wypadku na planie swojego filmowego debiutu "Twarzy anioła" Zbigniewa Chmielewskiego (1969), gdzie o mały włos nie spaliłby się żywcem w pożarze dachu, na którym miał do odegrania jedną jedyną scenę filmu. To jednak tylko smakowite, to prawda, ale wyłącznie anegdotki.

Prawdziwie ostateczne rzeczy, charakteryzujące zarówno jego aktorską wyjątkowość, jak i wyjątkowy charakter, wyjawia jednak Pszoniak przy okazji opisu poszczególnych przedstawień i powstawaniu odtwarzanych w nich kreacji. Najmocniej zapada w pamięci jego wspomnienie dotyczące pracy nad rolą Robespierre'a w przedstawieniu "Sprawa Dantona" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Wysiłek zmierzający do osiągnięcia "punktu zerowego" - momentu, w którym aktor redukuje swoją tożsamość do stanu, w którym uzupełnić ją musi charakterem odtwarzanej postaci, ta bardzo subtelna granica między tym, kim się jest a kogo się gra ("aktor jest podmiotem i przedmiotem, jest rybą i jednocześnie ichtiologiem").... "I nagle zobaczyłem, że moja ręka nie jest już moją ręką, że to nie jest ręka tego Pszoniaka którym jestem, ale że to już jest ręka - początek kogoś innego. Powiedziałem Wajdzie:- Mogę zacząć próbować" - wspomina Pszoniak.

Dużo wspaniałych rzeczy jest w tej książce o jej drugim, cichym bohaterze - Konradzie Swinarskim. Z wielką czułością opisuje go Pszoniak jako jednego z najbliższych sobie przyjaciół i wspaniałą postać polskiego teatru (przeciwstawia go nawet w jednym momencie "myślącemu kinem" Wajdzie). Można wręcz odnieść wrażenie, że to artystyczna współpraca ze Swinarskim (Pszoniak grał u niego niezapomniane i przełomowe dla siebie Szekspirowskie role: Parollesa ["Wszystko dobrze, co się dobrze kończy"] i Puka ["Sen nocy letniej"]) ukształtowała dojrzałego, odnoszącego sukcesy na zagranicznych scenach (grał m.in. pod reżyserią Rolanda Topora i Karela Reicha) artystę.

No właśnie. Jedną z najpyszniejszych anegdotek tej książki, a przy okazji dowodem niezwykłej - zarówno artystycznej, jak i życiowej - determinacji i odwagi Pszoniaka jest ustęp poświęcony staraniom się o angaż u francuskiego reżysera Claude'a Regy'ego. Ileż bezczelnego tupetu musiał mieć, by ubiegać się telefonicznie o tę rolę, nie znając ni w ząb francuskiego! Jak się okazało - z powodzeniem, ale kulisy tej niesamowitej historii najlepiej zostawić do odkrycia samemu czytelnikowi bez zdradzania jej sensacyjno-komediowego przebiegu.

Pod koniec książki Pszoniak przytacza historię pewnej kobiety, która zaczepiwszy go na paryskiej ulicy powiedziała: "Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałem panu powiedzieć, że znam pana wszystkie role w teatrze, ja po prostu lubię na pana patrzeć". Oglądając go z niesłabnącą przyjemnością w kolejnych epizodach w najnowszych polskich filmach należy pamiętać o tym, że "nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy". Wojciech Pszoniak jest wielkim aktorem. Ostatnim z wielkich? "Otóż myśl o tym, co się stanie w czwartym czy piątym ruchu, wymaga subtelności, o którą coraz trudniej w półprawdziwym świecie sitcomów". Tako rzecze Pszoniak.

"Aktor". Wojciech Pszoniak w rozmowie z Michałam Komarem, Wydawnictwo Literackie, 2009

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje