Witold Sobociński nie żyje

Witold Sobociński (15.10.1929 - 19.11.2018)
Witold Sobociński (15.10.1929 - 19.11.2018)Andrzej LangeAGENCJA SE

Zobacz również:

"To jest po prostu film o Andrzeju Wajdzie. Najbardziej osobisty film, jaki od czasu 'Osiem i pół' powstał w kinie artystycznym. Co więcej, odważę się sądzić, że pierwszą intencją Wajdy była rzeczywiście chęć zrobienia filmu o Cybulskim i że dopiero w trakcie realizacji inteligentny reżyser zorientował się, że w istocie, niechcący, robi film o sobie" - napisał w 1969 roku w swej recenzji Krzysztof Mętrak. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".
"To jest po prostu film o Andrzeju Wajdzie. Najbardziej osobisty film, jaki od czasu 'Osiem i pół' powstał w kinie artystycznym. Co więcej, odważę się sądzić, że pierwszą intencją Wajdy była rzeczywiście chęć zrobienia filmu o Cybulskim i że dopiero w trakcie realizacji inteligentny reżyser zorientował się, że w istocie, niechcący, robi film o sobie" - napisał w 1969 roku w swej recenzji Krzysztof Mętrak. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".
5 marca 2013 roku obyła się uroczysta premiera filmu "Wszystko na sprzedaż" w nowej, cyfrowej wersji. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki i Beata Tyszkiewicz w filmie "Wszystko na sprzedaż".
5 marca 2013 roku obyła się uroczysta premiera filmu "Wszystko na sprzedaż" w nowej, cyfrowej wersji. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki i Beata Tyszkiewicz w filmie "Wszystko na sprzedaż".materiały prasowe
"'Wszystko na sprzedaż' jest filmem o ludziach, którzy robią filmy. Nieprzypadkowo występują pod własnymi imionami. Po co miałbym im dawać inne imiona, skoro każę im mówić od siebie ich własne słowa. Mówią to, co chcą opowiedzieć. Od początku wiedziałem też, kto będzie grał w tej 'wyprzedaży'. Wyłonił się jednak problem, kto ma zagrać, reżysera. Szczerze mówiąc, przez długi czas sądziłem, że sam powinienem grać tę rolę, nie zdecydowałem się jednak na to. Nie jestem aktorem i nawet w części nie zrobiłbym tego tak dobrze jak Andrzej Łapicki" - wspomina Andrzej Wajda.
"'Wszystko na sprzedaż' jest filmem o ludziach, którzy robią filmy. Nieprzypadkowo występują pod własnymi imionami. Po co miałbym im dawać inne imiona, skoro każę im mówić od siebie ich własne słowa. Mówią to, co chcą opowiedzieć. Od początku wiedziałem też, kto będzie grał w tej 'wyprzedaży'. Wyłonił się jednak problem, kto ma zagrać, reżysera. Szczerze mówiąc, przez długi czas sądziłem, że sam powinienem grać tę rolę, nie zdecydowałem się jednak na to. Nie jestem aktorem i nawet w części nie zrobiłbym tego tak dobrze jak Andrzej Łapicki" - wspomina Andrzej Wajda.
"Wszystko na sprzedaż" otworzyło jedną z najbardziej twórczych dekad w twórczości Andrzeja Wajdy. Na zdjęciu: Daniel Olbrychski w filmie "Wszystko na sprzedaż".
"Wszystko na sprzedaż" otworzyło jedną z najbardziej twórczych dekad w twórczości Andrzeja Wajdy. Na zdjęciu: Daniel Olbrychski w filmie "Wszystko na sprzedaż".materiały prasowe
Film "Wszystko na sprzedaż" jest jednym z najciekawszych dzieł autotematycznych w historii europejskiego kina. Jego nieżyjący patroni - Zbyszek Cybulski i Andrzej Wróblewski - to sygnał, że właściwym kierunkiem jest powrót do źródeł. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki, Elżbieta Czyżewska i Bogumił Kobiela w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Film "Wszystko na sprzedaż" jest jednym z najciekawszych dzieł autotematycznych w historii europejskiego kina. Jego nieżyjący patroni - Zbyszek Cybulski i Andrzej Wróblewski - to sygnał, że właściwym kierunkiem jest powrót do źródeł. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki, Elżbieta Czyżewska i Bogumił Kobiela w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Autobiograficzny podtekst filmu podkreśla przywołanie innego przyjaciela Wajdy, zmarłego tragicznie malarza Andrzeja Wróblewskiego, którego wystawę odwiedza szukający inspiracji Reżyser (Andrzej Łapicki). Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska i Beata Tyszkiewicz w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Autobiograficzny podtekst filmu podkreśla przywołanie innego przyjaciela Wajdy, zmarłego tragicznie malarza Andrzeja Wróblewskiego, którego wystawę odwiedza szukający inspiracji Reżyser (Andrzej Łapicki). Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska i Beata Tyszkiewicz w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Andrzej Wajda wykorzystał też niektóre pomysły aktorów, na przykład finałową pogoń Daniela Olbrychskiego za końmi.
Andrzej Wajda wykorzystał też niektóre pomysły aktorów, na przykład finałową pogoń Daniela Olbrychskiego za końmi.materiały prasowe
Wzajemne przenikanie się sztuki i życia podkreśla obsada: Beata Tyszkiewicz, Elżbieta Czyżewska, Bogumił Kobiela, Daniel Olbrychski grają właściwie siebie, mówią własnymi tekstami.
Wzajemne przenikanie się sztuki i życia podkreśla obsada: Beata Tyszkiewicz, Elżbieta Czyżewska, Bogumił Kobiela, Daniel Olbrychski grają właściwie siebie, mówią własnymi tekstami.materiały prasowe
Konieczność opowiedzenia o przyjacielu, stracie, jaką poniosło polskie kino, połączyła się z potrzebą zabrania głosu w sprawie sytuacji w kraju (początek zdjęć zbiegł się z wydarzeniami Marca 68) i chęcią znalezienia odpowiedniego dla osobistej wypowiedzi filmowego języka. Na zdjęciu: Beata Tyszkiewicz i Elżbieta Czyżewska w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Konieczność opowiedzenia o przyjacielu, stracie, jaką poniosło polskie kino, połączyła się z potrzebą zabrania głosu w sprawie sytuacji w kraju (początek zdjęć zbiegł się z wydarzeniami Marca 68) i chęcią znalezienia odpowiedniego dla osobistej wypowiedzi filmowego języka. Na zdjęciu: Beata Tyszkiewicz i Elżbieta Czyżewska w filmie "Wszystko na sprzedaż".
W efekcie powstał "film o ludziach, którzy robią filmy", polskie "Osiem i pół" - nowofalowa spowiedź filmowca szukającego nowych tematów i formy. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".
W efekcie powstał "film o ludziach, którzy robią filmy", polskie "Osiem i pół" - nowofalowa spowiedź filmowca szukającego nowych tematów i formy. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".materiały prasowe
Akcja filmu została skonstruowana wokół motywu poszukiwań zaginionego bez wieści aktora, który nie zjawił się na planie. W trakcie tych poszukiwań do szukających dociera wiadomość, że aktor zginał, wyskakując z pędzącego pociągu. Reżyser zastanawia się, co zrobić z nieskończonym filmem... Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska i Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Akcja filmu została skonstruowana wokół motywu poszukiwań zaginionego bez wieści aktora, który nie zjawił się na planie. W trakcie tych poszukiwań do szukających dociera wiadomość, że aktor zginał, wyskakując z pędzącego pociągu. Reżyser zastanawia się, co zrobić z nieskończonym filmem... Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska i Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Bezpośrednim impulsem do realizacji "Wszystko na sprzedaż" była tragiczna śmierć Zbyszka Cybulskiego w styczniu 1967 roku. Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Bezpośrednim impulsem do realizacji "Wszystko na sprzedaż" była tragiczna śmierć Zbyszka Cybulskiego w styczniu 1967 roku. Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska w filmie "Wszystko na sprzedaż".materiały prasowe
Tytuł tego filmu podsunął Andrzejowi Wajdzie widok indyjskiego żebraka wyprzedającego swój skromny dobytek: "Pomyślałem wtedy, że chciałbym, gdy będę już żegnał się z kinem, zrobić taki film: oto sprzedaję wszystko, co mi się przez te lata uzbierało, ogłaszam wyprzedaż". Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska i Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Tytuł tego filmu podsunął Andrzejowi Wajdzie widok indyjskiego żebraka wyprzedającego swój skromny dobytek: "Pomyślałem wtedy, że chciałbym, gdy będę już żegnał się z kinem, zrobić taki film: oto sprzedaję wszystko, co mi się przez te lata uzbierało, ogłaszam wyprzedaż". Na zdjęciu: Elżbieta Czyżewska i Andrzej Łapicki w filmie "Wszystko na sprzedaż".
Film Andrzeja Wajdy "Wszystko na sprzedaż" był oryginalnym hołdem złożonym Zbigniewowi Cybulskiemu, który w styczniu 1967 roku tragicznie zginął wskakując do pociągu. W obrazie Wajdy "Wszystko na sprzedaż" nieobecny bohater, znany aktor, ginie... wyskakując z pociągu. Premiera filmu odbyła się 28 stycznia 1969 roku.
Film Andrzeja Wajdy "Wszystko na sprzedaż" był oryginalnym hołdem złożonym Zbigniewowi Cybulskiemu, który w styczniu 1967 roku tragicznie zginął wskakując do pociągu. W obrazie Wajdy "Wszystko na sprzedaż" nieobecny bohater, znany aktor, ginie... wyskakując z pociągu. Premiera filmu odbyła się 28 stycznia 1969 roku.
"Uczynienie rzeczywistości tego dramatu materialną, dotykalną, konkretną" - tym zabiegiem według Krzysztofa Teodora Toeplitza triumfował reżyser kinowej wersji "Wesela". "Izba weselna u Wajdy jest ciasna, duszna, tłoczna, sień wąska, podwórze błotniste, nijakie, w szopie obok sprzętu gospodarskiego walają się napoczęte płótna Gospodarza. I oto nagle ta rzeczywistość materialna przełamuje konwencję teatru" - pisał Toeplitz w 1973 roku w "Miesięczniku Literackim".
"Uczynienie rzeczywistości tego dramatu materialną, dotykalną, konkretną" - tym zabiegiem według Krzysztofa Teodora Toeplitza triumfował reżyser kinowej wersji "Wesela". "Izba weselna u Wajdy jest ciasna, duszna, tłoczna, sień wąska, podwórze błotniste, nijakie, w szopie obok sprzętu gospodarskiego walają się napoczęte płótna Gospodarza. I oto nagle ta rzeczywistość materialna przełamuje konwencję teatru" - pisał Toeplitz w 1973 roku w "Miesięczniku Literackim".Renata PajchelEast News/POLFILM
"'Wesele' jest najbardziej oryginalną sztuką teatralną, jaka została napisana w języku polskim i trudno wprost wyobrazić sobie nasze życie literackie i teatralne bez tego utworu. Łączy on w sobie w jakiś niezwykły sposób opis prawdziwego wesela, którego Wyspiański był świadkiem późną jesienią 1900 roku, z całą problematyką filozoficzną, historiozoficzną i wolnościową, bliską w tym czasie polskiemu społeczeństwu" - Andrzej Wajda nigdy nie ukrywał twórczego długu wdzięczności w stosunku do arcydzieła Wyspiańskiego dodając, że "jest to utwór, z którego wszyscy wyrośliśmy: cała legenda 'szkoły polskiej"', ja sam, 'Popiół i diament'".
"'Wesele' jest najbardziej oryginalną sztuką teatralną, jaka została napisana w języku polskim i trudno wprost wyobrazić sobie nasze życie literackie i teatralne bez tego utworu. Łączy on w sobie w jakiś niezwykły sposób opis prawdziwego wesela, którego Wyspiański był świadkiem późną jesienią 1900 roku, z całą problematyką filozoficzną, historiozoficzną i wolnościową, bliską w tym czasie polskiemu społeczeństwu" - Andrzej Wajda nigdy nie ukrywał twórczego długu wdzięczności w stosunku do arcydzieła Wyspiańskiego dodając, że "jest to utwór, z którego wszyscy wyrośliśmy: cała legenda 'szkoły polskiej"', ja sam, 'Popiół i diament'".Renata PajchelEast News/POLFILM
Według Stanisława Marczaka-Oborskiego jeśli filmowe "Wesele" wywarło tak potężne wrażenie, działo się tak w znacznej mierze dzięki prawdziwie zachwycającej obsadzie.

"Nie chciałbym powiedzieć, że niektórzy aktorzy kreujący główne i mniejsze role prześcignęli tu jak gdyby samych siebie, ale w każdym razie ujawnili nieznane dotąd, a frapujące możliwości" - pisał na łamach "Filmu" Marczak-Oborski.
Według Stanisława Marczaka-Oborskiego jeśli filmowe "Wesele" wywarło tak potężne wrażenie, działo się tak w znacznej mierze dzięki prawdziwie zachwycającej obsadzie. "Nie chciałbym powiedzieć, że niektórzy aktorzy kreujący główne i mniejsze role prześcignęli tu jak gdyby samych siebie, ale w każdym razie ujawnili nieznane dotąd, a frapujące możliwości" - pisał na łamach "Filmu" Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
Nie wszystkim jednak filmowa wizja "Wesela" przypadła do gustu. Najbardziej obruszył się Antoni Słonimski, który w "Tygodniku Powszechnym" oskarżył Wajdę o dwa przestępstwa: "Prawdę historyczną zlekceważono, poezję zmasakrowano".

Według recenzenta Wajda, tłumacząc "Wesele" na język filmu, sprowadził Wyspiańskiego do poziomu "wrzasku i bełkotu".

"Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. (...) Ambitny Wajda chciał zrobić z 'Wesela' film światowy. Potrzeba mu było krwi i Cepelii, i aby dla tych dwu elementów miejsca starczyło, poobcinał kosą chłopską najpiękniejsze strofy naszej poezji narodowej. Wszystkie niemal delikatne dialogi Wesela zagłuszył muzyką taneczną i wrzaskiem pijanej czeredy" - emocjonował się Słonimski.
Nie wszystkim jednak filmowa wizja "Wesela" przypadła do gustu. Najbardziej obruszył się Antoni Słonimski, który w "Tygodniku Powszechnym" oskarżył Wajdę o dwa przestępstwa: "Prawdę historyczną zlekceważono, poezję zmasakrowano". Według recenzenta Wajda, tłumacząc "Wesele" na język filmu, sprowadził Wyspiańskiego do poziomu "wrzasku i bełkotu". "Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. (...) Ambitny Wajda chciał zrobić z 'Wesela' film światowy. Potrzeba mu było krwi i Cepelii, i aby dla tych dwu elementów miejsca starczyło, poobcinał kosą chłopską najpiękniejsze strofy naszej poezji narodowej. Wszystkie niemal delikatne dialogi Wesela zagłuszył muzyką taneczną i wrzaskiem pijanej czeredy" - emocjonował się Słonimski.Renata PajchelEast News/POLFILM
Głos recenzenta "Tygodnika Powszechnego" był jednak odosobniony. Co ważne, film spodobał się także za granicą. "To arcydzieło Andrzeja Wajdy wprowadza nas w samo serce rzeczywistości polskiej. (...) Na pierwszy rzut oka chodzi o atmosferę szczęścia, w czym kamera uczestniczy bez umiarkowania. Jak gdyby była zaproszonym gościem, przywiera do tanecznych zwrotów, upija się ludową muzyką, wtrąca się do rozmów, podkreśla repliki, analizuje twarze, po czym znów rzuca się w wir tańca. Niestrudzona, ciekawa, szalona, ale beznadziejnie przenikliwa" - Raymond Lefévre pisał w czasopismie "Image et Son".
Głos recenzenta "Tygodnika Powszechnego" był jednak odosobniony. Co ważne, film spodobał się także za granicą. "To arcydzieło Andrzeja Wajdy wprowadza nas w samo serce rzeczywistości polskiej. (...) Na pierwszy rzut oka chodzi o atmosferę szczęścia, w czym kamera uczestniczy bez umiarkowania. Jak gdyby była zaproszonym gościem, przywiera do tanecznych zwrotów, upija się ludową muzyką, wtrąca się do rozmów, podkreśla repliki, analizuje twarze, po czym znów rzuca się w wir tańca. Niestrudzona, ciekawa, szalona, ale beznadziejnie przenikliwa" - Raymond Lefévre pisał w czasopismie "Image et Son".Renata PajchelEast News/POLFILM
Także Franciszek Pieczka uważał, że "nieustanny wir" filmu Wajdy możliwy był dzięki operatorskiej inwencji. "Praca przy 'Weselu' była wspaniała, ale męcząca. Najbardziej utkwiła mi w pamięci realizacja sceny tańców w chacie, nieustanny wir. Witek Sobociński kręcił wszystko kamerą z ręki, w każdym momencie w tym wirze operator mógł zrobić komuś zbliżenie. Trzeba było grać na sto procent. Ostateczny efekt był wspaniały" - zachwycał się aktor.
Także Franciszek Pieczka uważał, że "nieustanny wir" filmu Wajdy możliwy był dzięki operatorskiej inwencji. "Praca przy 'Weselu' była wspaniała, ale męcząca. Najbardziej utkwiła mi w pamięci realizacja sceny tańców w chacie, nieustanny wir. Witek Sobociński kręcił wszystko kamerą z ręki, w każdym momencie w tym wirze operator mógł zrobić komuś zbliżenie. Trzeba było grać na sto procent. Ostateczny efekt był wspaniały" - zachwycał się aktor.Renata PajchelEast News/POLFILM
We wtorek, 9 stycznia, mija 45 lat od premiery "Wesela" Andrzeja Wajdy. "Wielu uważało, że przenieść na ekran taki utwór, wierszowany, jak 'Wesele' - to niemożliwe, że z tego wyjdzie tandeta. Tymczasem powstał wielki film" - wspominał po latach wcielający się w postać Jaśka Marek Prepeczko.
We wtorek, 9 stycznia, mija 45 lat od premiery "Wesela" Andrzeja Wajdy. "Wielu uważało, że przenieść na ekran taki utwór, wierszowany, jak 'Wesele' - to niemożliwe, że z tego wyjdzie tandeta. Tymczasem powstał wielki film" - wspominał po latach wcielający się w postać Jaśka Marek Prepeczko.Renata PajchelEast News/POLFILM
Wajda wiedział, że kluczem do udanej ekranizacji było znalezienie adekwatnego rozwiązania wizualnego. Operatorem filmu był Witold Sobociński.

"Najważniejszym zadaniem realizacji było nadanie całej materii filmowej zachłystującego rytmu, stworzenie czegoś w rodzaju biegu bez chwili wytchnienia, który by pociągnął widza w głąb przedstawionej rzeczywistości i zmusił do oglądania, do uczestniczenia w niej" - Wajda zwierzał się jeszcze w trakcie prac nad "Weselem".
Wajda wiedział, że kluczem do udanej ekranizacji było znalezienie adekwatnego rozwiązania wizualnego. Operatorem filmu był Witold Sobociński. "Najważniejszym zadaniem realizacji było nadanie całej materii filmowej zachłystującego rytmu, stworzenie czegoś w rodzaju biegu bez chwili wytchnienia, który by pociągnął widza w głąb przedstawionej rzeczywistości i zmusił do oglądania, do uczestniczenia w niej" - Wajda zwierzał się jeszcze w trakcie prac nad "Weselem".Renata PajchelEast News/POLFILM
Jakie według recenzenta było "aktorskie założenie filmu"? Chodzi o "niedomówioną komediowość, która jednak nie rozcieńcza materii dramatu, tylko przydaje mu jeszcze jedno intrygujące i filozofujące dno".

Najwybitniejszą egzemplifikacją tej strategii była postać Czepca w kreacji Franciszka Pieczki. "Ma w sobie porywczość, upór, i zdecydowanie watażki, a równocześnie swoistą gospodarską godność podkrakowskiego wójta. Znakomicie operuje przy tym Pieczka elementami gry komediowej: soczyście prowadzona rola Czepca wielokrotnie ociera się o efekty humoru, ale bardzo subtelnie utrzymuje się na chybotliwej granicy między śmiesznością a sprawą serio" - pisał z zachwytem Marczak-Oborski.
Jakie według recenzenta było "aktorskie założenie filmu"? Chodzi o "niedomówioną komediowość, która jednak nie rozcieńcza materii dramatu, tylko przydaje mu jeszcze jedno intrygujące i filozofujące dno". Najwybitniejszą egzemplifikacją tej strategii była postać Czepca w kreacji Franciszka Pieczki. "Ma w sobie porywczość, upór, i zdecydowanie watażki, a równocześnie swoistą gospodarską godność podkrakowskiego wójta. Znakomicie operuje przy tym Pieczka elementami gry komediowej: soczyście prowadzona rola Czepca wielokrotnie ociera się o efekty humoru, ale bardzo subtelnie utrzymuje się na chybotliwej granicy między śmiesznością a sprawą serio" - pisał z zachwytem Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
"Powiew poetyckiego szaleństwa" wnosi do filmu z kolei Rachela Mai Komorowskiej. "Jest tu ona nie tyle snobką polującą na artystów, ile niecierpliwą i niezaspokojoną muzą, przypomina raczej dziwny stwór balladowy, a nie córkę żydowskiego karczmarza. Jej pojawienie się, prośba o zaproszenie Chochoła, jej odejście -odpłynięcie w nocne mgły, znakomicie potęgują nastrój niezwykłości i stają się w filmie zasadniczą komponentą poszerzenia planów rzeczywistości, która w miarę trwania spektaklu zagarnia obszary spoza empirycznych granic" - zauważył recenzent "Filmu".
"Powiew poetyckiego szaleństwa" wnosi do filmu z kolei Rachela Mai Komorowskiej. "Jest tu ona nie tyle snobką polującą na artystów, ile niecierpliwą i niezaspokojoną muzą, przypomina raczej dziwny stwór balladowy, a nie córkę żydowskiego karczmarza. Jej pojawienie się, prośba o zaproszenie Chochoła, jej odejście -odpłynięcie w nocne mgły, znakomicie potęgują nastrój niezwykłości i stają się w filmie zasadniczą komponentą poszerzenia planów rzeczywistości, która w miarę trwania spektaklu zagarnia obszary spoza empirycznych granic" - zauważył recenzent "Filmu".Renata PajchelEast News/POLFILM
Według recenzenta "Filmu" metodę "podwójnej gry" brawurowo stosuje też w "Weselu" Daniel Olbrychski. "Jego Pan Młody jest nieodparcie zabawny w swoich wszelakich egzaltacjach i zapałach miłosnych, a jednocześnie prześwietla go fantazja autentycznego artysty, człowieka obdarzonego rozmachem życiowym, odwagą i ujmująca szczerością" - pisał po premierze Marczak-Oborski nazywając kreację Pana Młodego "najbardziej finezyjną z dotychczasowych ról Olbrychskiego".
Według recenzenta "Filmu" metodę "podwójnej gry" brawurowo stosuje też w "Weselu" Daniel Olbrychski. "Jego Pan Młody jest nieodparcie zabawny w swoich wszelakich egzaltacjach i zapałach miłosnych, a jednocześnie prześwietla go fantazja autentycznego artysty, człowieka obdarzonego rozmachem życiowym, odwagą i ujmująca szczerością" - pisał po premierze Marczak-Oborski nazywając kreację Pana Młodego "najbardziej finezyjną z dotychczasowych ról Olbrychskiego".Renata PajchelEast News/POLFILM
Z nie mniejszym zachwytem przyjęto występ Andrzeja Łapickiego, który "zastanawiająco i niebanalnie w stosunku do poprzednich ujęć tej postaci kreuje Poetę". "Jest to Poeta pewny swej nie byle jakiej pozycji, ale już z gorzkniały, zniechęcony ceremoniałami towarzyskimi przynależnymi zawodowi wziętego literata. Na jego poszarzałej twarzy znaczą się przebyte szały młodopolskie, wypite morza absyntu i oceany czarnej kawy. Widz odnosi jednak wrażenie, że za tą maską ukrywa się człowiek ciekawszy od tego, co prezentuje jako causeur i być może ciekawszy również od swych rękopisów, które drze z niechęcią i odrzuca precz" - notował Marczak-Oborski.
Z nie mniejszym zachwytem przyjęto występ Andrzeja Łapickiego, który "zastanawiająco i niebanalnie w stosunku do poprzednich ujęć tej postaci kreuje Poetę". "Jest to Poeta pewny swej nie byle jakiej pozycji, ale już z gorzkniały, zniechęcony ceremoniałami towarzyskimi przynależnymi zawodowi wziętego literata. Na jego poszarzałej twarzy znaczą się przebyte szały młodopolskie, wypite morza absyntu i oceany czarnej kawy. Widz odnosi jednak wrażenie, że za tą maską ukrywa się człowiek ciekawszy od tego, co prezentuje jako causeur i być może ciekawszy również od swych rękopisów, które drze z niechęcią i odrzuca precz" - notował Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM

Zobacz również:

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?