Witold Pyrkosz: Rola Wichury miała być tylko chałturą

Kochaliśmy go za pogodę ducha i umiejętność bycia aktorem wszechstronnym.

Witold Pyrkosz i Janusz Gajos w serialu "Czterej pancerni i pies"

Umieranie to nie była jego rola, po prostu nie pasowała do niego. To dlatego nikt z produkcji serialu "M jak miłość", w którym od 17 lat wcielał się w Lucjana Mostowiaka, nie liczył się z najgorszym, gdy aktor po raz kolejny znalazł się w szpitalu. Podobne sygnały alarmowe zdarzały się już wcześniej, ale zawsze zjawiał się na planie w terminie. Tym razem miało być tak samo, więc Witolda Pyrkosza umieszczono w grafiku. W poniedziałek miał być na planie. Umarł w sobotę.

Oszustwo babki

Reklama

To był 22 kwietnia 2017 r. - biografom aktora ta data nie sprawi problemu. Natomiast data urodzin wymaga już komentarza. Sam o sobie mówił, że jest podwójnie urodzony. "Urodziłem się 24 grudnia 1926 r. w Krasnymstawie, tu mieszkał i pracował mój ojciec - opowiadał aktor. - Gdy byłem niemowlęciem, matka wyjechała ze mną do Lwowa, do swojej matki, która oznajmiła: 'Wykluczone, mój wnuk nie mógł urodzić się w jakimś Krasnymstawie, on się musiał urodzić we Lwowie'. Data 24 grudnia też się babce nie spodobała. 'Niedobrze, przez te kilka dni do wojska pójdzie wcześniej. Nie, lepiej, żeby urodził się 1 stycznia 1927 roku'. I tak mam zapisane w papierach".

Jeszcze w czasie wojny Pyrkosz przeniósł się do Krosna, a potem do Krakowa, gdzie mieszkał ponad 20 lat. Po maturze nie miał pomysłu, co dalej. Popracował trochę jako intendent w Centralnej Poradni Macierzyństwa i Zdrowia Dziecka, skąd go wyrzucono, gdy okazało się, że ma poważne braki w magazynie. Podjął naukę w szkole ekonomicznej, ale po pierwszym semestrze pozytywną ocenę dostał tylko z języka rosyjskiego. Koledzy sugerowali, że najlepiej poczuje się w szkole aktorskiej, bo jest wygadany.

Dostał się przy pierwszym podejściu, ale też w ostatnim momencie, bo - oficjalnie - w następnym roku przekroczyłby limit wieku, który obowiązywał przy przyjęciach na wydział aktorski. Gdyby nie oszustwo babki, nie mógłby już zdawać.

Jego kolegą na roku był Bogusz Bilewski. Pyrkosz przyjaźnił się też z Ryszardem Kotysem, studiującym, jak Kalina Jędrusik, Bogumił Kobiela i Zbyszek Cybulski, rok wyżej. "Zbyszek Cybulski nadawał ton tej szkole - opowiadał aktor. - Miał takie powiedzenie, jak coś mu się podobało, ktoś dobrze zagrał: 'Ja cie o 12 w południe pod kościołem Mariackim w dupe za to pocałuje'. Ten komplement to był największy zaszczyt. Mnie udało się go usłyszeć kilka razy".

Czas w szkole aktorskiej upływa Pyrkoszowi nie tylko na nauce, ale głównie na studenckich zabawach i grze w brydża. Na obozie szkół aktorskich w Jadwisinie poznaje studenta z Warszawy Franciszka Pieczkę. Ta znajomość zamieni się w wieloletnią przyjaźń.

"Pyrkosz, pyrkosz a nie jedziesz!"

Już na trzecim roku Pyrkosz zadebiutował w filmie "Cień" Jerzego Kawalerowicza. Zebrał dobre recenzje i nie bez satysfakcji zapamiętał, że reżyser, nazywany później faraonem polskiego kina, wyczyścił mu na planie buty. Po studiach dostaje skierowanie do teatru w Kielcach, skąd pragnie wyrwać się za wszelką cenę. Po roku Cybulski pomaga mu zdobyć angaż w teatrze w Nowej Hucie. Pracę umiejętnie godzi z kawalerskim życiem, które upływa przy wódce i kartach. Jak często mówił, to wtedy nabawił się wrzodów żołądka, który źle zniósł płynną dietę. Nie wspominał za to o największej tajemnicy swego życia - krótkim pierwszym małżeństwie z Ewą Bilewską. Z synem z tego związku, Pawłem, nie utrzymywał kontaktu.

Zasadniczy zwrot w prywatnym życiu aktora dokonuje się, gdy poznaje Krystynę, drugą żonę i miłość swojego życia. "To było w 1962 r. w Boże Narodzenie, w drugi dzień świąt w Hotelu Francuskim - wspominał. - Ja miałem 36 lat, a ona, młódka, 17". Z czasem poznał przyszłą teściową, którą bardzo polubił. Mężem Krystyny został w lipcu 1964 r. Ponieważ panna młoda była bogata z domu, w podróż poślubną pojechali do San Remo.

Małżonkowie przeprowadzają się do Wrocławia. Pan Witold dostaje angaż w Teatrze Polskim, a wrocławska wytwórnia filmowa daje możliwość dorabiania do teatralnej pensji. Rólka kaprala Wichury w serialu "Czterej pancerni i pies" miała być tylko krótką chałturą. Z epizodu zrobiła się rola i praca na cztery lata. To w czasie jednej z prób na planie "Pancernych" narodziła się słynna kwestia: "Pyrkosz, pyrkosz, a nie jedziesz!". Jej autorem był syn reżysera Konrada Nałęckiego, który tak zareagował, gdy aktor nie mógł uruchomić czołgu. W późniejszych latach Pyrkosz często był zagadywany na ulicy przy pomocy tej kwestii.

Wkrótce jednak idolami widzów stali się Kwiczoł i Pyzdra z "Janosika". Praca na planie serialu pogłębiła przyjaźń aktora z Boguszem Bilewskim. Na pytanie dziennikarzy, czy jest możliwa przyjaźń między aktorami, Witold Pyrkosz odpowiadał, że w przypadku jego i Bilewskiego jak najbardziej, bo tak bardzo różnią się zewnętrznie, że na pewno jeden drugiemu nie ukradnie roli. Jedną ze scen w "Janosiku" wymyślili na spółkę. To fragment, w którym Pyzdra opowiada, jak dostać się do zamku, w którym więziona jest Maryna i każdy z etapów planowanej eskapady kończy: "podkradamy się cichuśko, cichuśko".

W 1975 r. Pyrkosz opuszcza z żoną i córką Kasią Wrocław i przenosi się do Warszawy, gdzie niedługo przyjdzie na świat syn - także Witold. Aktor kilka lat pracuje w Teatrze Polskim. Gdy wybucha stan wojenny, spotyka w telewizji kierownika produkcji serialu "Alternatywy 4". Ten proponuje mu rolę Balcerka, bo zachorował wcześniej wybrany do tego zadania aktor. Pyrkosz tworzy kolejną niezapomnianą postać.

Jego filmową żoną jest Zofia Czerwińska, młodsza koleżanka ze szkoły aktorskiej. "Korzystając z moich praw wynikających z naszej długiej znajomości, opieprzałem ją, jak coś jej nie szło - wspominał aktor. - To była jej pierwsza plebejska, wręcz knajacka rola. Była panienką z dobrego domu. Więc chociaż bardzo się starała, to pewnych sytuacji zupełnie nie rozumiała".

Sztuka ściągania

Zwieńczeniem świetnej kariery Pyrkosza okazał się udział w komediach "Vabank" oraz "Vabank II" Juliusza Machulskiego. Sam aktor, który nie lubił oglądać siebie na ekranie, postać Duńczyka darzył sentymentem.

Większy dystans miał do kolejnej roli - Lucjana Mostowiaka z "M jak miłość", choć by ją zdobyć, po raz pierwszy w życiu wziął udział w castingu. Na planie zadziwiał wszystkich tym, że zamiast uczyć się swoich kwestii na pamięć, rozmieszczał je w formie pisanej w różnych miejscach. A to na kartce przyszpilonej w sadzie do jabłonki, a to na obrusie z boku stołu, a nawet na talerzach, które podawała mu do wytarcia jego serialowa żona.

Twierdził, że sztukę ściągania opanował jeszcze podczas matury, gdy siedział między koleżankami - jedna miała ściągę za pończochą na lewym udzie, druga na prawym...

Dowiedz się więcej na temat: Witold Pyrkosz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje