Willem Dafoe zaczynał karierę w teatrze. Ludzie myśleli, że jest striptizerem
Oprac.: Tomasz Bielenia
Dziś Willem Dafoe jest jednym z najbardziej cenionych aktorów na świecie. Droga do tego była jednak trudna, zwłaszcza na początki kariery. Gwiazdor zaczynał bowiem od występów w niewielkich zespołach teatralnych. Sczególnie zapamiętał pracę w eksperymentalnej nowojorskiej The Wooster Group. W najnowszym wywiadzie aktor przyznał, że jeden ze spektakli tego zespołu sprawił, że aktorom oferowano pieniądze za prywatne pokazy erotyczne.
Willem DafoeDavid Turner/WWD/Penske MediaGetty Images
W swojej karierze wcielał się w postać Vincenta van Gogha, latarnika Thomasa Wake’a czy Zielonego Goblina w filmach o Spider Manie. Zanim jednak Willem Dafoe zaczął dostawać role, które dały mu rozgłos i pieniądze, musiał zadowalać się mniej prestiżowymi ofertami. Jako początkujący aktor występował w mało znanych trupach teatralnych Jedna z nich - nowojorska The Wooster Group - która wpadła na pomysł niecodziennego występu. Jej aktorzy sięgnęli po hawajską muzykę z lat 50. i prezentowali wymyślony przez siebie taniec.
Willem Dafoe: Pod kostiumem z trawy był całkiem nagi
"Kupiliśmy spódnice z trawy, ktoś namalował tło służące za scenografię, wymyślaliśmy tańce i prezentowaliśmy je na scenie. Dowcip polegał na tym, że pod tymi kostiumami z trawy byliśmy całkiem nadzy. Spektakl, choć był kameralny, okazał się sporym sukcesem i cieszył się dużą popularnością" - wyznał w podcaście "SmartLess" gwiazdor.
Rozgłos, jakie zyskało to "hawajskie przedstawienie", zaowocował licznymi propozycjami. Zespół The Wooster Group był zapraszany także na prywatne imprezy. A ponieważ dla biednych wówczas aktorów była to dobra okazja do zarobienia dodatkowych pieniędzy, chętnie przyjmowali takie oferty i prezentowali swoje taneczne umiejętności poza deskami teatru. Niestety, charakter przedstawienia sprawił, że aktorzy The Wooster Group nie przez wszystkich byli traktowani jak aktorzy.
Aktor nigdy nie stronił od filmowych biografii. W biograficznym "Pasolinim" (2014) w reżyserii Abla Ferrary wcielił się w postać tytułowej włoskiego legendy kinematografii. Z kolei w "Tommaso" (2019), również w reżyserii Ferrary, zagrał postać mocno wzorowaną na samym reżyserze.
Najlepszym występem gwiazdora okazała się jednak kreacja w filmie "Van Gogh. U bram wieczności" (2018) Juliana Schnabla, gdzie wcielił się w znakomitego holenderskiego malarza. Otrzymał za nią nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Wenecji oraz pierwszą w karierze nominację do Oscara za rolę pierwszoplanową.Wiese/FaceToFaceReporter
W 2001 roku Dafoe oglądaliśmy w "Bożych skrawkach" w reżyserii Yurka Bogayewicza. W rozgrywającej się w Polsce w trakcie II wojny światowej opowieści amerykańskiemu gwiazdorowi partnerowali na ekranie m.in. Małgorzata Foremniak i Olaf Lubaszenko.
Niewiele osób pamięta, że aktor pojawił się również w ekranizacji komiksu. W trylogii Sama Raimiego o Spider-Manie wcielił się w Normana Osborne'a/Zielonego Goblina.Wojciech SzarlińskiEast News
Willem Dafoe urodził się w małym miasteczku Appleton w stanie Wisconsin. Dorastał w domu zdominowanym przez kobiety. Był jedynym synem lekarza i pielęgniarki pracujących w lokalnym szpitalu, którzy doczekali się także aż pięciu córek. Dafoe przyznaje, że został ukształtowany głównie przez swoje siostry. Już jako 12-latek zaczął interesować się kinem, teatrem i muzyką. Za swoje umiłowanie do sztuki zapłacił zresztą relegowaniem z liceum. Przygotowywany przez niego krótkometrażowy film na zajęcia plastyczne okazał się zbyt obsceniczny.
Niezrozumiany przez środowisko, w którym żył, Defoe przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie dołączył do grupy teatralnej Wooster. To tam zdobywał swoje pierwsze "aktorskie szlify". Mimo że gra w teatrze nie przyniosła mu sławy, Willem zawsze wypowiadał się z ogromnym szacunkiem o pracy z żywą publicznością.Mary Evans Picture LibraryEast News
Pierwszy sukces przyszedł jednak dopiero wraz z występem w "Plutonie" (1986) Olivera Stone'a. Kreacja troszczącego się o swoich podopiecznych podczas wojny w Wietnamie sierżanta Eliasa przyniosła aktorowi nominację do Oscara za rolę drugoplanową.EN_Everett Collection update HDD December 2012East News
Niedawno aktora, który nie narzeka na brak filmowych propozycji, oglądaliśmy m.in. w kryminale Edwarda Nortona "Osierocony Brooklyn" (2019) oraz w produkcji Netfliksa "Jego ostatnie życzenie" (2020). Najlepszą jego kreacją ostatnich miesięcy był jednak bez wątpienia występ w horrorze "Lighthouse" (2019) Roberta Eggersa, gdzie stworzył hipnotyzujący duet z Robertem Pattinsonem.
Niebawem aktor pojawi się też w najnowszym filmie jednego ze swoich ulubionych reżyserów Wesa Andersona zatytułowanym "Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun" ("The French Dispatch"). Wcześniej mogliśmy go oglądać w takich obrazach twórcy, jak "Podwodne życie ze Stevem Zissou" i "Grand Budapest Hotel". Dafoe pojawi się też w kolejnej produkcji Guillermo del Toro, remake'u klasycznego kryminału z 1947 roku "Nightmare Alley".Album OnlineEast News
W 2017 roku, po dokładnie siedemnastu latach przerwy, aktor otrzymał trzecią w karierzę nominację do Oscara. Otrzymał ją za kreację Bobby'ego, menadżera motelu, w którym mieszkają matka i córka, główne bohaterki komediodramatu "Projekt Floryda" (2017) Seana Bakera. Przez długi czas uchodził za faworyta w oscarowym wyścigu, ale na ostatniej prostej musiał uznać wyższość Sama Rockwella nagrodzonego za rolę w "Trzech billboardach za Ebbing, Missouri".Cre Film/Freestyle Picture Company/June Pictures / AlbumEast News
Zachwyt wśród krytyków wywołała jego rola w filmie "Cień wampira" (2000) E. Eliasa Merhige'a. W opowieści o realizacji przez Friedricha W. Murnaua głośnego "Nosferatu - symfonii grozy" Dafoe, przy wydatnej pomocy charakteryzacji, przeistoczył się w postać wybitnego niemieckiego aktora Maxa Schrecka. Za swoją kreację otrzymał drugą w karierze nominację do Oscara.Collection ChristophelEast News
Na dużym ekranie Willem Dafoe zadebiutował niejako mimochodem. "Byłem pochłonięty pracą w teatrze. Pewnego razu usłyszałem pytanie, czy nie chciałbym spróbować swoich sił w kinie. I tak oto wystąpiłem w moim pierwszym filmie. Później przyszły kolejne" - wspominał po latach Dafoe, który po raz pierwszy stanął przed kamerą na planie "Wrót niebios" (1980) w reżyserii Michaela Cimino. Ten ostatni wykreślił go jednak z obsady wkrótce po rozpoczęciu zdjęć. Dopiero udział w "The Loveless" Kathryn Bigelow z 1982 r. stał się początkiem jego filmowej kariery.
Po epizodycznej roli w słynnej "Zagadce nieśmiertelności" (1983) Tony'ego Scotta, pierwsze znaczące kreacje stworzył w sensacyjnych "Ulicach w ogniu" Waltera Hilla (1984) oraz w kryminale "Żyć i umrzeć w Los Angeles" (1985) Williama Friedkina.Collection Christophel / RnBEast News
"Zostaliśmy zaproszeni na jedną z prywatnych imprez, za występ zaproponowano nam jakieś tysiąc dolarów, wtedy byliśmy naprawdę biednymi aktorami, zatem taka suma robiła na nas wrażenie i chętnie przyjęliśmy zlecenie. Poszliśmy na tę imprezę, przebraliśmy się w toalecie, a potem daliśmy występ. Na koniec ludzie podchodzili do nas i nakłaniali do prywatnych spotkań. Sądzili, że jesteśmy jakimiś striptizerami czy Bóg wie czym" - wspomniał w podcaście Dafoe.