Reklama

"Wielkie oczy": Kto jest twórcą?

"Wielkie oczy" to film oparty na prawdziwej historii malarki Margaret Keane, w reżyserii jednego z największych wizjonerów współczesnego kina Tima Burtona. W rolach głównych występują Amy Adams oraz Christoph Waltz.

W latach sześćdziesiątych XX wieku świat zachwyca się intrygującymi portretami kobiet i dzieci o tajemniczych, wielkich i bardzo smutnych oczach. Autorstwo obrazów przypisuje sobie niezwykle ambitny Walter Keane, mistrz nowoczesnej autopromocji. Jednak za niezwykłymi pracami stoi żyjąca w jego cieniu żona, Margaret. Z czasem kobieta zacznie walczyć o prawdę, uznanie i wyzwolenie spod wpływu charyzmatycznego męża-despoty oraz z roli, którą narzuciło jej społeczeństwo.

Dziwniejsze niż fikcja

Urodzona w 1927 roku Margaret Keane to słynna amerykańska malarka, która za temat swych dzieł obrała kobiety i dzieci. W latach 60. ubiegłego wieku jej prace były sprzedawane pod nazwiskiem męża - Waltera Keane'a, który twierdził, iż wyszły one spod jego pędzla. Konflikt w tej kwestii wymieniono jako jeden z powodów rozwodu pary. Podczas rozprawy w 1966 roku Margaret zakwestionowała twierdzenia Waltera i namalowała obraz przed sędzią, aby niezbicie udowodnić, że to właśnie ona jest autorką prac. Walter odmówił malowania przed sądem, zasłaniając się rzekomym bólem barku. Natomiast kobieta namalowała charakterystyczny obraz dziecka w ciągu 53 minut. W rezultacie sąd przyznał jej 4 miliony dolarów odszkodowania.

Reklama

W 1986 roku sąd ostatecznie uznał jej racje, pozwalając malować i sprzedawać prace pod własnym nazwiskiem. Jej obrazy z czasów związku z Walterem najczęściej ukazywały melancholijne postaci dziecięce (modelką była często córka Keanów, Jane). Doskonale się sprzedawały, ale były też wyszydzane przez krytykę jako naiwnie sentymentalne i wtórne.

W 2003 roku duet doświadczonych scenarzystów Scott Alexander i Larry Karaszewski trafił na bulwersującą, a mało znaną historię Margaret i Waltera Keanów. Znakiem firmowym Alexandra i Karaszewskiego jest zainteresowanie niecodziennymi, acz prawdziwymi postaciami. To oni napisali "Skandalistę Larry'ego Flynta" ("People vs. Larry Flynt", 1996) - rzecz o królu porno, w reżyserii Milosza Formana - czy "Eda Wooda" ("Ed Wood", 1994), o najgorszym filmowcu świata, z Johnnym Deppem w roli głównej, w reżyserii Tima Burtona.

Tym razem znaleźli historię, która nie tylko opowiada o niezwykłych ludziach, ale i opisuje przemiany amerykańskiej mentalności i obyczajowości. - To historia wielce intrygująca i niemal całkowicie nieznana - mówił Alexander. - Gdybym dokładnie sprawy nie badał, pomyślałbym, że to fikcja. Karaszewski dodawał: - Było wiele powodów, by nakręcić ten film. Jeden z ważniejszych to ten, że w Margaret i jej działaniach można dostrzec zwiastun ruchu wyzwolenia kobiet. Gdy ją poznajemy, jest typową gospodynią z lat 50., gotową właściwie na wszystko dla własnego męża. Z czasem zaczyna decydować sama o sobie.

Karaszewski tłumaczył: - Scotta i mnie bardzo interesują biografie ludzi, którym wydaje się, iż nie są ważni i że to, co robią, nie jest zbyt istotne. Funkcjonują gdzieś na marginesie. Taki był Ed Wood, przez wielu uważany za najgorszego filmowca świata. Podobnie Keanów wielu ludzi uważa za najgorszych malarzy świata. Nas interesowała przede wszystkim sprawa ich obecności na rynku sztuki oraz walka kobiety o niezależność.

Kwestia zaufania

Scenarzyści spędzili całe tygodnie w bibliotekach, studiując artykuły z prasy, głównie lokalnej z San Francisco, na temat Keanów. Alexander wspominał: - Wiele punktów pozostawało dla nas niejasnych. Zadzwoniliśmy do Margaret, a ona zgodziła się spotkać z nami na lunchu. Zadaliśmy jej sporo pytań. Kiedy Walter oświadczył jej, że jest malarzem? Dlaczego zgodziła się na taki układ, który był przecież oszustwem i dlaczego w końcu go zerwała?

I dodawał: Nam dzisiaj trudno to pojąć, ale taka była mentalność kobiet w latach 50. To mąż narzucał żelazne reguły gry i je egzekwował. Było to powszechnie akceptowane. Mężczyzna miał zapewniać byt. I, aby oddać sprawiedliwość Walterowi, jego obietnice się spełniły: obiecał, że będą bogaci, bardzo sławni i będą mieli wielki dom. I tak się stało.

W końcu, po roku namów, Margaret Keane dała scenarzystom prawa do wykorzystania w filmie zarówno swego życia, jak i swych obrazów. - Musieliśmy być delikatni i ją przekonać, że nie uczynimy nic, z czym czułaby się źle. Zaufała nam i to bardzo ułatwiło nam pracę - mówił Alexander.

Scenarzyści chcieli sami wyreżyserować film. Ale w 2007 roku nad niemal zaakceptowanym już projektem zebrały się czarne chmury. - Czarne chmury pojawiały się kilka razy - uściślił Alexander. - Za każdym razem, gdy byliśmy o krok od rozpoczęcia pracy. Karaszewski dodawał: - Już myśleliśmy, że nigdy nic z tego nie będzie, ale mądrą rzeczą było, iż nie wypuściliśmy tekstu z rąk, nie sprzedaliśmy go. Rzeczywiście, w 2008 miały ruszyć zdjęcia, z Kate Hudson i Thomasem Hadenem Churchem w rolach głównych. Kolejną przymiarką obsadową (już z Timem Burtonem jako reżyserem) byli Ryan Reynolds oraz Reese Witherspoon.

Burtonowi od początku ten projekt był bardzo bliski. Najpierw zgodził się być producentem, potem zdecydował się reżyserować. - Tim zawsze poczuwał się do duchowej wspólnoty z artystami będącymi outsiderami odrzucanymi przez krytykę. Tak było w przypadku Eda Wooda. I o tym jest też ten film, o artyście-prymitywiście, z którym Tim w wielkiej mierze się identyfikuje - wyjaśniał Alexander.

Ekspresowe tempo

Burton zdawał sobie sprawę, że kluczową kwestią jest obsadzenie roli Waltera tak, by nie budził łatwej i jednoznacznej antypatii. Pomyślał o Christophie Waltzu, opromienionym oscarowymi sukcesami. Ten odpowiedział bezzwłocznie i entuzjastyczne: - Przeczytałem, jestem zachwycony, wchodzę w to. Ale tylko pod warunkiem, że to ty będziesz reżyserował. Burton również nie zwlekał, by powiedzieć tak. - Zadziwiające, jak to szybko poszło - wspominał Frey. - Już kilka dni potem mieliśmy na pokładzie także i Amy. Tim był uszczęśliwiony. Uważał, że jest to duet wprost idealny.

Scenarzyści być może trochę cierpieli, ale uznali, że tekst trafia w najlepsze ręce. - Nosiliśmy się z tym projektem aż dziesięć lat, usiłując film wyreżyserować. Szło jak po grudzie. Szczerze mówiąc, Tim był jedyną osobą, której mogliśmy zaufać - mówił Alexander. - Znał doskonale temat, znał prace Margaret. Waltz i Burton spotkali się w lutym 2013 roku. Pięć miesięcy później wystartowały zdjęcia.

Amy Adams początkowo wahała się, czy przyjąć rolę, choć tekst jej się podobał: - Postaci, które grałam, nie miały w sobie wiele pokory, ja sama nie jestem zbyt pokorna. Nie byłam pewna, czy jestem w stanie w przekonujący sposób odnaleźć drogę do Margaret. Ale macierzyństwo mnie zmieniło. Także ponowna lektura scenariusza sprawiła, że się zdecydowałam. Myślę, że Margaret, jak większość ludzi, jest osobą skomplikowaną. Jest cicha i pokorna, stąd jej podatność na manipulację. Ale ma w sobie ukrytą siłę.

Adams wykonała spory research, przygotowując się do roli: - Gdy znasz historię z perspektywy dwóch osób, które ją opisują, tak naprawdę trudno być pewnym, co jest prawdą, a co nie, i gdzie ta prawda leży. Czytałam, co Margaret pisała o sobie, co pisał o niej Walter i inni ludzie. Aktorka spędziła dzień z artystką w jej galerii. - Tak, jest w niej pewna potulność, ale także poczucie humoru i wielka siła. To osoba łagodna, ale nie bezwolna.

Zachowało się mało filmowych materiałów archiwalnych z udziałem Margaret; w telewizyjnych programach brylował Walter. Tak więc Adams w dużej mierze bazowała na obserwacjach dzisiejszej Margaret. - Mówiła sporo o religii, jest świadkiem Jehowy, jej moc bierze się także z osobistej nadziei na zbawienie. Myślę, że zaakceptowała mnie i moją interpretację. Ale to scenariusz uruchamia wyobraźnię, każe szukać rozwiązań, wspomaga aktorski warsztat i instynkt - twierdziła aktorka.

Tylko Tim Burton

Waltz wspominał: - Zawsze chciałem pracować z Timem, ale nie przy jakimkolwiek projekcie. Dla mnie to film o niełatwym związku skomplikowanych osobowości. Jeśli chodzi o moją metodę, skupiłem się na tekście. Kręcimy fabułę i nie było dla mnie istotne, jaki był Walter w realnym życiu. Skoncentrowałem się na budowaniu postaci, posługując się wyłącznie scenariuszem i własną wyobraźnią.

- Tim był idealnym reżyserem tego filmu, bo rozumie artystów i postrzega ich jako outsiderów - tłumaczył Alexander. - Opowiadając o nich, potrafi wybrać właściwą tonację. Stawia na intensywność i prostotę oraz na aktorskie kreacje. Oczywiście nie mieliśmy wiele pieniędzy, więc nie można było odtworzyć z rozmachem San Francisco z lat 60.

Karaszewski także był pełen uznania dla Burtona: - Moim zdaniem Tim doskonale rozumie aktorów i nie lęka się scen kameralnych o zmiennej tonacji. Potrafi jak rzadko kto, w ramach jednej sceny, wprowadzić niespodziewany humor tam, gdzie dominuje dramat.

Danny Huston, grający dziennikarza Dicka Nolana, tak mówił o reżyserze: - To wizjoner opowiadający baśnie, jednak całkowicie wiarygodne psychologicznie. Moim zdaniem, to może być jeden z najważniejszych filmów w jego karierze. W dodatku Tim nigdy nie zapominał podziękować każdemu po całym dniu pracy i nie lekceważył niczyich sugestii.

Malarka widmo! Przeczytaj naszą recenzję "Wielkich oczu"!

Krysten Ritter, grająca Dee-Ann, była zachwycona współpracą z Burtonem: - Był moim idolem od dawna. Jakie to wspaniałe uczucie, gdy idol dorasta do twoich wyobrażeń, ma w sobie żar i pomysłowość, które udzielają się wszystkim wokół.

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Wielkie oczy | waltz | Margaret
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama