"Wesele" Smarzowskiego: Mija 10 lat od premiery

- 'Wesele" to realistyczna komedia tragiczna. Opowieść o miłości i o pieniądzach. A właściwie o miłości do pieniędzy - mówił o swym debiutanckim obrazie Wojtek Smarzowski. Dziś mija 10 lat od premiery jednego z najważniejszych filmów ostatniej dekady.

Przypomnijmy w skrócie zarys fabuły. Wojnar (Marian Dziędziel) - zamożny mieszkaniec małego miasteczka, urządza córce wystawne wesele. Zgodnie z "polską tradycją" impreza przybiera charakter pokazowy. Kiedy zabawa rozkręca się na całego, panna młoda (Tamara Arciuch) dostrzega wśród gości weselnych kamerzystę, swojego byłego chłopaka (Maciej Stuhr), którego nadal kocha. Wcześniej ustalony scenariusz wesela zaczyna wymykać się spod kontroli ojca. Chęć pokazania się przez gospodarza z jak najlepszej strony doprowadza do katastrofy.

Reklama

Akcję "Wesela" umiejscowił Smarzowski na Podkarpaciu.

- To specyficzny region. Bez obcego kapitału, zdany sam na siebie. Ludność jest tu zaradna, każdy wszystko potrafi sam naprawić. Każdy jest specjalistą w kilku przynajmniej dziedzinach. A już na pewno w budownictwie. I każdy buduje jak umie, aby taniej i szybciej (...) Prowizorka goni prowizorkę. Psom wymienia się łańcuchy, dopiero kiedy przerdzewieją. Trawy się nie kosi, na trawie się pasie. W obejściach stoją wiecznie remontowane traktory, stare auta lub magazynowane na lepsze czasy materiały budowlane. Daleko tu do niemiecko-poznańskiego porządku. Próżno też szukać gustu i smaku - tłumaczył reżyser dodając, że osadzenie akcji filmu w "tanim, brzydkim ale za to praktycznym otoczeniu" miało służyć uniwersalności całej opowieści.

Niebagatelną rolę, jak we wszystkich filmach Smarzowskiego, odegrały tu procenty. "Lejący się strumieniami alkohol odziera z masek, obnaża prawdziwą naturę: eleganccy goście stają się coraz bardziej prostaccy, pazerni, pozbawieni zasad. 'Królewski szczep piastowy', który pod koniec wesela pijackimi głosami ryczy wspólnie 'Rotę', budzi przed wszystkim zażenowanie i wstyd. Ale 'to Polska właśnie'. Nieuniknione odwołania do 'Wesela' Stanisława Wyspiańskiego służą głównie pokazaniu, że po stu latach w sumie niewiele zmieniło się w społecznym pejzażu" - czytamy w Internetowej Bazie Filmu Polskiego.


W rozmowie z Interią tuż po premierze filmu Smarzowski przyznawał, że tu "chodzi o sprawę narodową". - Upraszczając: dla Wyspiańskiego ważne było odzyskanie niepodległości, a teraz mamy tę upragnioną wolność, tylko nie mamy wartości i zasad. I taka była moja idea. I dlatego zostałem przy tym, żeby film nazwać "Wesele" - mówił reżyser dodając jednocześnie, że Wyspiański nie był tu punktem wyjścia.

- Film ma kilka warstw. Ta podstawowa, skierowana do masowego, nastawionego na rozrywkę widza zawiera logicznie skonstruowaną, trzymającą w napięciu fabułę; żywy tok narracji, humor oraz grozę, jasne motywacje działań bohaterów i zabawne dialogi. Zawiera także proste przesłanie, że pieniądze szczęścia nie dają. Albo, że chytry dwa razy traci. Że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej - Smarzowski tłumaczył w eksplikacji reżyserskiej. - Warstwy właściwe zawierają aluzje, cytaty, skojarzenia i całą gamę bezlitosnej obserwacji obyczajowej - uzupełniał reżyser "Wesela".

Weselne pijaństwo reżyser podzielił na pięć kolejnych etapów. - Są one ściśle powiązane z przyjmowaniem alkoholu - na początku "drętwota", czyli "wstępny rozruch, pierwsze, nieśmiałe lufy". Po nim następuje "stan radosnego podpicia", przechodząc stopniowo w "pijaństwo" ("żarty się kończą, pojawiają się spory i kłótnie, budzą się skrywane namiętności, powoli puszczają hamulce"). Kolejnym etapem, tylko dla twardzieli, jest "picie poważne", czyli - na umór .- Rwą się opowiadane historie, sceny i wątki, tak samo jak i bohaterom, którym często "urywa się film" - tak opisywał ten akt Smarzowski. Na koniec - "dożynki", czyli stan dopijania, zasypiania lub trzeźwienia.

Jak przyznał, przed napisaniem scenariusza prowadził... badania terenowe.

- Najpierw odwiedziłem sam kilka takich wesel, a potem obejrzałem na kasetach wesela obcych ludzi. Oczywiście to jest realistyczna historia, ja ją jednak nazywam "hiperrealistyczną" - jest w niej bowiem element kreacji. Z wielu zabaw, wielu wesel, zrobiłem kompilację. Tak samo warstwa obyczajowa jest kompilacją wielu obserwacji. To jest taka solidna baza, do której kilka rzeczy podopowiadałem. Zebrałem wiele obserwacji w jednym miejscu, to był element kreacji - powiedział Interii.

W głównej roli zobaczyliśmy ulubionego aktora Smarzowskiego - Mariana Dziędziela, z którym reżyser pracował już przy wcześniejszych projektach: telewizyjnej "Małżowinie" i spektaklu "Kuracja".

- Na twarzach aktorów "Wesela" wypisany jest kawałek życia, które nie pieściło. Taka skaza czyni ich dla mnie bardziej interesującymi. Najważniejsze jednak jest to, że łączy mnie z nimi podobny sposób patrzenia na kino. Każdy z nas na swój sposób szuka filmowej prawdy. Kluczem do prawdy w "Weselu" jest naturalizm. Ten film jest zagrany bez fałszywych grepsów. Organicznie. Z trzewi - uważa Smarzowski.

W postać kamerzysty, byłego chłopaka panny młodej, wcielił się Maciej Stuhr. - Po raz pierwszy w swojej karierze miałem aż tak rozbudowaną charakteryzację. Mój bohater przyjeżdża na wesele i nie chce być rozpoznany, więc i my musieliśmy się postarać, żeby tę "otrzaskaną" gębę jakoś przymaskować. Do tego ponad pół filmu noszę na sobie ciężkie rany, którymi scenarzyści często mnie obdarzają, aby wzbudzić współczucie u widza. Tak zamaskowany i zmasakrowany plątałem się po planie "Wesela" - wspominał aktor.

Najlepszym dowodem na świetna prace charakteryzatorów niech będzie poniższa anegdotka z planu.

- Najbardziej zaszokował mnie Tymon Tymański, z którym przesiadywaliśmy i graliśmy na gitarze - ujawnił Stuhr - W pewnym momencie podszedł do mnie i mówi: "Stary, jak chcesz brzdąkać na mojej gitarze, to musisz ładnie poprosić, wtedy ci dam, a nie, tak sobie podchodzisz i bierzesz!". Zdziwiłem się. Jeszcze pół godziny wcześniej nie miał nic przeciwko... No, ale cóż... w sumie racja! Dopiero pod wieczór, kiedy Tymon zapytał mnie, jak Maciek Stuhr wygląda w peruce, zrozumiałem, że ma mnie za zupełnie obcego gościa, który dewastuje mu sprzęt, którym zarabia na życie... No cóż... charakteryzacja funkcjonowała więc nieźle... - wspomina aktor.

Skąd na planie "Wesela" obecność Tymona? Wokalista odpowiadał za muzykę do filmu Smarzowskiego, pojawił się również na ekranie w roli weselnego muzyka (jako lider własnej formacji Tymon & The Transistors).

Walory filmu doceniło jury Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni gdzie "Wesele" uhonorowano Nagrodą Specjalną Jury, nagrodą za pierwszoplanową rolę męską (dla Mariana Dziędziela), Nagrodą Stowarzyszenia Filmowców Polskich i Nagrodą Prezesa Zarządu TVP.

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje