Reklama

Reklama

Wenecja: Złoty Lew, Natalie Portman w ciąży i dokument o gwiazdorze porno

Monica Bellucci dojąca kozy, ciężarna Natalie Portman, wreszcie - dokument o gwiazdorze porno Rocco Siffredim... Na festiwalu filmowym w Wenecji pozostała już tylko jedna niewiadoma. Jaki film opuści Lido ze statuetka Złotego Lwa?

Natalie Portman nie ukrywała ciążowego brzuszka

Czy wyobrażacie sobie Monikę Bellucci mówiącą po serbsku i dojącą z wdziękiem kozy? Nawet jej wciąż zjawiskowa w wiejskim entourage'u uroda i aura skandalu towarzysząca najnowszemu filmowi Emira Kusturicy "On the Milky Road" nie pomogła temu, moim zdaniem, nietrafionemu obrazowi. To pierwszy od niemal 10 lat  film fabularny Kusturicy, który nie pokazany został na festiwalu w Cannes, z powodu - jak twierdzi reżyser - zemsty organizatorów za to, że w ostatnim czasie popierał politykę prezydenta Putina. Nic nie wskazuje na to, by Kusturica wyjechał z Wenecji z jakąkolwiek nagrodą, choć werdykty na Lido bywają wyjątkowo nieprzewidywalne.

Reklama

Oczywiście miłośnicy kina Kusturicy odnajdą w najnowszym filmie te same wyznaczniki stylu, co w jego wcześniejszych, kultowych już dziełach, takich jak: "Underground", "Czarny kot, biały kot" czy "Zycie jest cudem", a wiec przeplatanie ironii z czułością, liryzmu z sarkazmem, klimaty odrealnienia, surrealistyczną symbolikę, mieszanie gatunków, ekscentryczne postaci, elementy tragikomiczne, rubaszny humor, barwne obrazy z życia wsi; wszystko dodatkowo okraszone rytmami muzyki bałkańskiej. Tyle tylko, że ta opowieść rozłożona na trzy etapy z życia mężczyzny (w roli głównej sam Kusturica): czas wojny; spotkania z kobietą i późnej miłości; wreszcie, rozliczeń z nim z perspektywy prawosławnego mnicha - zwyczajnie nużą. Zabrakło dyscypliny i konceptu, jak te etapy połączyć tak, by zachować równowagę miedzy nimi, uwiarygodnić ich dramaturgię i zbudować napięcie. Wiele tu powtórek, nie wnoszących niczego nowego epizodów, gry na czas albo - dla odmiany - przeestetyzowania.

Choć werdykt poznamy w sobotę wieczorem, w rankingach dziennikarzy wybija się kilka tytułów. Oprócz amerykańskiego musicalu "La la land" (to byłaby spora sensacja, bo w ostatnich latach laureatami Złotych Lwów były filmy kameralne, niszowe, autorstwa mniej znanych reżyserów nieamerykańskich), dziennikarze typują także takie tytuły, jak: argentyński "The Distinguished Citizen" czy znakomicie zrealizowany z elektryzującą muzyka Abla Korzeniowskiego, trzymający w napięciu, rewelacyjnie zagrany drogowy horror "Nocne zwierzęta" w reżyserii Toma Forda. Wysokie notowania ma również czarno-biały dramat Francoisa Ozona "Frantz".

W ostatnich dniach doszlusowało do tej listy kilka nowych tytułów. Przede wszystkim świetna "Jackie" Pablo Larraina z genialną rolą Natalie Portman. Kiedy wydawało się, że o najsłynniejszej damie Ameryki powiedziano już niemal wszystko, Larrain pokazuje kobietę, która w ciągu zaledwie kilku dni od tragicznej śmierci męża Johna Kennedy'ego do jego pogrzebu buduje jego mit, który później będzie ją cale życie uwierał. Jackie w wywiadzie udzielanym dziennikarzowi magazynu "Life", który jest kanwą splatającą cały film, odsłania się jako osoba doskonale czująca się w mechanizmach rządzących polityką a zwłaszcza kreowaniem publicznego wizerunku. Sama jednak do końca pozostanie skryta, tajemnicza, nieodgadniona.

Tymczasem widzów na Lido zelektryzowała inna odsłona Natalie Portman. Ta prywatna. Okazało się bowiem już ponad wszelką wątpliwość, że gwiazda spodziewa się drugiego dziecka. Pytania dziennikarzy o jego płeć pozostały bez komentarza.

Bardzo duże szanse daje się na Lido także nowemu filmowi Andrieja Konczałowskiego "Paradise". To na poły dokument, na poły fabuła z trzema bohaterami, których drogi i wybory dramatycznie się przecinają: rosyjskiej księżniczki, która trafia do obozu koncentracyjnego; niemieckiego arystokraty w służbie SS i francuskiego policjanta kolaborującego z Gestapo; wszystko dzieje zaś w czasie II wojny światowej. Tytułowy, ironiczny "raj" to utopia społeczeństwa niemieckiego, które zostanie "wyprane" z Żydów i innych etnicznie niegermańskich mniejszości. Konczałowski stawia wiele pytań, na które nie ma prostych i jednoznacznych odpowiedzi: o cenę przetrwania i o granice, do których przekraczania jesteśmy zdolni w sytuacjach ekstremalnych. Temat nie nowy, ale uwagę zwraca jego nowatorska forma. 

Wenecja to jednak nie tylko - na całe szczęście - konkurs główny. Jednym z największych wydarzeń pozakonkursowych była projekcja filmu Andrew Dominika "One More Time with Feeling". To niezwykły dokument o tym, jak przejeść, o ile to w ogóle możliwe, przez traumę żalu i bólu w obliczu śmierci dziecka. Jego bohater, piosenkarz Nick Cave, podczas nagrywania "Skeleton Tree" stracił w wypadku 15-letniego syna.

Nie mogę też nie wspomnieć o innym niezwykłym dokumencie "American Anarchist" Charliego Siskiela. To wywiad rzeka z Williamem Powellem, który w wieku 19 lat napisał książkę - poradnik o tym, jak skonstruować bomby domowego użytku.  Nie przypuszczał wtedy, że po latach stanie się ona biblią terrorystów różnej maści. To rodzaj fascynującej spowiedzi człowieka, który nie ucieka od odpowiedzialności, ale próbuje ją po swojemu interpretować.

No i na deser - chyba najbardziej oblegana projekcja w Wenecji. To dokument "Rocco" w reżyserii Thierry'ego Demaiziere'a i Albana Teurlaia o Rocco Siffredim, największej gwiazdorze porno, zwanym włoskim ogierem. Ci, którzy szukają sensacji o mężczyźnie który zagrał w 1500 filmach dla dorosłych i przyznaje się do kontaktów z około 5000 kobiet, mogą jednak poczuć się zaskoczeni. Rocco odsłania się tutaj przede wszystkim jako człowiek rodzinny, ciepły, serdeczny, filozofujący. Ba, religijny nawet! Weneckim dokumentom trzeba przyznać jedno. Daleko wybiegają poza schematy.

Mariola Wiktor, Wenecja

***Zobacz inne materiały o podobnej tematyce***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: festiwal filmowy w Wenecji

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje