Reklama

Reklama

Warren Beatty: Słabość do wyrazistych kobiet

Natalie Wood, Vivien Leigh, Diane Keaton, Isabelle Adjani, Madonna... Spis ekranowych partnerek Warrena Beatty mocno zazębia się z listą jego kochanek, ale na tym jego podboje się nie kończą. Brigitte Bardot, Jane Fonda, Cher, Raquel Welch, Melanie Griffith, Diana Ross, Barbra Streisand... Lista nie ma końca. Jak wyliczył biograf aktora, przez jego łóżko przewinęło się 12775 pań!

Warren Beatty i Elizabeth Taylor w łóżkowej scenie w filmie "Jedyna gra w mieście"

"Nie mogę słuchać tych bzdur - irytuje się Warren. - Jestem żonaty od prawie trzech dekad, z utratą dziewictwa wytrzymałem do 20-tki, musiałbym sypiać z nową kobietą każdego dnia przez 34 lata, to niewykonalne!". Sam jednak na temat liczb dyskretnie milczy i od matematyki woli socjologię. "Moja seksualna rewolucja była odbiciem tej, którą przechodził cały kraj. Moje wychowanie w latach 50. było wynikiem kilku stuleci religijnego purytanizmu. Za to lata 60... To coś zupełnie innego". Miał sporo do nadrobienia.

Urodził się w 1937 r. w nauczycielskiej rodzinie baptystów z Wirginii. Ojciec był profesorem psychologii i administrował szkołą, matka prowadziła zajęcia teatralne. Miłością do sztuki zarazili swe dzieci - starszą Shirley MacLaine i małego Henry’ego Warrena. Rodzeństwo nigdy nie słyszało, że czegoś nie da się osiągnąć, że coś jest poza zasięgiem. Wyższa od wszystkich o głowę Shirley łaziła po drzewach z chłopakami i na każdy temat miała własne zdanie, podobnie jak jej mama. "Dziwicie się, że miałem słabość do wyrazistych kobiet? Wyrastając pośród tak silnych osobowości, jak moja mama i siostra..." - podsumował kiedyś Warren.

W ich domu otwarcie rozmawiano o wszystkim, z wyjątkiem "tych spraw". W rezultacie Warren bał się dziewczyn, przekonany, że jeśli którąś pocałuje, będzie się musiał z nią ożenić. Tata nie wprowadził go w męski świat, nie byli blisko. "Ojciec napisał list na moje 30. urodziny. Później, gdy był już chory, chciał jakoś zagaić rozmowę, ale zdołał tylko zapytać, czy używam żelu do golenia. 'Powinieneś spróbować' - powiedział. I od tamtej pory myślę o nim codziennie rano przy goleniu" - mówił Beatty.

Reklama

Uwielbienie i kpiny

Nie poszedł w akademickie ślady ojca. Odrzucił sportowe stypendia do college’ów (grał dobrze w futbol amerykański), by studiować sztuki wyzwolone. Po roku jednak spakował manatki i ruszył do Nowego Jorku "odnaleźć siebie". "Grałem na pianinie w małym barze na 58 ulicy i zastanawiałem się, czy jednak nie wracać. I wtedy ktoś powiedział: 'Powinieneś iść uczyć się u Stelli Adler'. 'Jakiej Stelli?' - odpowiedziałem. - Wtedy byłem tylko osiłkiem z drużyny futbolu z Południa. Nie wiedziałem, że to legenda, która uczyła aktorstwa Marlona Brando".

Pieniędzy brakowało, ucząc się u Stelli dorabiał na zmywaku i na budowie, lecz nawet pusty portfel nie był w stanie utemperować jego charakteru. Owszem, pojawiał się na castingach, ale wychodził, gdy nie podobała mu się atmosfera. Szybko dorobił się opinii diabelskiego braciszka Shirley MacLaine, wtedy już znanej aktorki. Jednak jego pewność siebie, poparta kwadratową szczęką, zwróciła uwagę hollywoodzkich łowców głów.

Wysłano go do Los Angeles na zdjęcia próbne z Jane Fondą. Podpisał przyjemny kontrakt na 400 dolarów tygodniowo, zamieszkał w ładnym domku, jeździł wygodnym samochodem i... piekielnie się nudził, bo film nigdy nie powstał, a studio nie miało pomysłu, gdzie go obsadzić. Po pół roku Beatty zapożyczył się u swego agenta, oddał wytwórni pieniądze i wyskoczył zagrać na Broadwayu. Flirt z teatrem zakończył się nominacją do Tony, najważniejszej nagrody teatralnej na świecie i zachwytami krytyków: "Beatty, ze zmysłowością ćmiącą się wokół ust i zadumą wokół brwi, jest po prostu świetny".

Tak się złożyło, że sztukę oglądał Elia Kazan, który szukał właśnie aktora do swojej "Wiosennej bujności traw". Warren w ekranowej roli nastolatka dygoczącego ze stłumionego pożądania do młodziutkiej Natalie Wood sprawdził się doskonale, jak mówi, dzięki swojemu purytańskiemu dzieciństwu. Które właśnie wtedy się skończyło. "Warren nagle odkrył, że ma dar. Dar przyciągania kobiet. Odtąd nie był w stanie zrezygnować z okazji" - mówił jego znajomy.

Nim oszalał na punkcie dyskretnej Wood, spotykał się z Joan Collins, opowiadającej na prawo i lewo o swoich i cudzych przygodach. Przez jakiś czas znosiła jego fascynacje innymi kobietami, a przede wszystkim samym sobą. Obserwowała, jak nabiera ogłady i wystudiowanego luzu i z nowicjusza zmienia się  w gwiazdę. "Nagle stał się koneserem ze sznytem włoskiego żigolaka, z głęboką opalenizną, nienagannie skrojonymi ubraniami i farbowanymi na czarno włosami - pisała w autobiografii. - Stał się legendą, ale i kpiną. Byli tacy, którzy nazywali go 'fallusem na nogach'".

Życie bez sensu

Partnerki i kochanki nie były w stanie oprzeć się jego męskiej władczości, ale szybko odkrywały, że to raczej arogancja i obsesja kontroli. "Jesteś taki próżny" - śpiewała o nim Carly Simon. Czasem trafiał na równą sobie - w hollywoodzką grę w uwodzenie umiały grać także kobiety, świadome, że romans z Beattym będzie dobrze wyglądał w ich biografii.

Z pewnością wiedziała o tym Madonna, która na początku lat 90. szukała przyczółka w Hollywood. Romans z Warrenem zaowocował rolą w "Dicku Tracym" i przysłużył się promocji filmu - w towarzyskich rubrykach do dziś można wyczytać, jak wyglądały ich rozmowy telefoniczne ("Jestem dwie ulice od domu, możesz już zdejmować stanik") i menu romantycznych kolacji ("Widzę, że lubisz próbować wszystkiego po trochu, co powiedziałabyś na trójkąt z kobietą?"). Ostatni raz widziano ich razem na premierze wspólnego filmu, co doskonale podsumowuje charakter ich relacji.

Cóż, nie tylko Warren był profesjonalistą. Bo był nim na pewno. Już jako początkujący aktor miał wiele do powiedzenia na temat scenariusza, oświetlenia, kostiumów. Wkrótce założył własną firmę producencką, jako 28-latek wyprodukował i zagrał główną rolę w "Bonnie and Clyde", przebojowym filmie o słynnej parze morderców. Sam skompletował obsadę, miał decydujące zdanie w kwestii scenariusza, ale reżyserować ośmielił się dopiero dekadę później, zgarniając Oscara za "Czerwonych".

Łącznie (za reżyserię, produkcję i aktorstwo) nominowano go 15 razy. W Hollywood narzekano jednak, że z Beattym coraz trudniej się pracuje. Młodzieńczą energię zastąpiły fale depresji, hipochondrii, bezsenności, byle szczegół wprawiał go w pełen pretensji stupor.

W tył zwrot i do przodu

Był najwyższy czas na zmiany i wtedy pojawiła się ona: Annette Bening. Poznał ją na planie "Bugsy’ego". "Chcę, byś była spokojna, nie będę cię nagabywał" - oświadczył na powitanie, choć od razu wiedział, że to ta jedyna. Romans wybuchł po zakończeniu zdjęć, natychmiast zdecydowali się na dziecko. "To nie tak, że całe życie unikałem małżeństwa - ja usiłowałem uniknąć rozwodu. Gdy poznałem Annette, wiedziałem, że nadszedł czas" - mówił.

Pobrali się w dniu 55. urodzin Warrena. Z dnia na dzień Beatty zmienił się w idealnego męża i ojca. To on zajmował się ich czwórką dzieci, podczas gdy Annette świętowała kolejne nominacje do Oscara.

"Czasami trzeba po prostu poddać się nurtowi życia" - twierdzi Warren. Ostatnie dekady upłynęły mu na cyzelowaniu projektów reżyserskich i aktywności społecznej. Całe życie interesował się polityką, nie dał się jednak namówić na ubieganie się o fotel prezydenta. Głośno mówi o przywiązaniu do postępowych ideałów i trzeba przyznać, że wciela je w życie.

Wspiera swojego najstarszego syna, Stephena Irę, który urodził się jako dziewczynka. Przyznaje jednak, że przeżył załamanie, gdy dowiedział się, że jego pierworodne dziecko zamierza chirurgicznie zmienić płeć. Dziś, gdy Stephen ma 28 lat i oficjalnie jest już mężczyzną, Warren mówi z dumą: "Jest geniuszem, jest moim bohaterem, tak samo jak wszystkie moje dzieci".   

MP

Życie na Gorąco Retro
Dowiedz się więcej na temat: Warren Beatty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy