Reklama

Wakacyjne sukcesy i wpadki

Amerykański serwis The Playlist opublikował subiektywną listę największych aktorskich zwycięstw i porażek mijającego lata 2011. Na obydwu jej krańcach znalazły się zarówno mało znane nazwiska, jak i wielcy gwiazdorzy kina.

Sezonowi urlopowemu towarzyszy zwykle wzrost popytu na lekką, niezbyt skomplikowaną, ale za to widowiskową i ekscytującą rozrywkę, a do takiej z pewnością zaliczyć można filmy przygodowe utrzymane w konwencji fantasy bądź science-fiction. Ostatnie miesiące udowodniły, że najlepszą trampoliną do międzynarodowej kariery jest wystąpienie w takim właśnie filmie, najlepiej w roli superbohatera. O prawdziwości tego stwierdzenia przekonali się: Niemiec Michael Fassbender, Amerykanin Chris Evans oraz Australijczyk Chris Hemsworth.

Reklama

Tym, co ich łączy, jest nie tylko szczególna uroda sprawiająca, że kobietom na całym świecie miękną kolana. Wszyscy trzej pojawili się na ekranach w rolach nieustraszonych, tajemniczych wojowników, zdobywając tym samym rzesze fanów. Filmy: "X-Men: Pierwsza klasa", "Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie" oraz zainspirowana mitologią nordycką opowieść fantasy "Thor", zapewniły nieznanym wcześniej szerszemu gronu widzów aktorom uznanie, pieniądze i możliwość wybierania kolejnych ról, spośród dziesiątków proponowanych im scenariuszy.

Z przykładu kolegów po fachu nie skorzystał natomiast Owen Wilson, co nie wyszło mu na dobre. Dwie komedie z jego udziałem, których premiery odbyły się na początku roku, czyli "Skąd wiesz?" Jamesa L. Brooksa oraz "Bez smyczy" braci Farrelly, nie spodobały się nie tylko krytyce, ale także widzom. Ratunek dla kariery aktorskiej Wilsona przybył z najmniej oczekiwanej strony. W wakacje Amerykanin rodem z Teksasu pojawił się w najnowszym filmie słynnego nowojorskiego reżysera, Woody'ego Allena. Choć jego wybór do roli neurotyka, w jakie niegdyś zwykł był wcielać się sam Allen, szeroko komentowano, posunięcie to okazało się sukcesem. Wilsonowi udało się odświeżyć przykurzony już odrobinę typ bohatera. Co więcej, film jest największym sukcesem Allena w ciągu ostatniej dekady, co, w zestawieniu z wcześniejszym "Snem Kasandry" czy też "Vicky Cristina Barcelona", ukazuje wagę sukcesu niedocenianego początkowo aktora.


Drogę podobną do tegorocznych kinowych przygód Wilsona, przebyła ostatnio Cameron Diaz. Żaden z filmów, w których wystąpiła, nie cieszył się zbyt dużym powodzeniem. Wystarczy przypomnieć dramat "Bez mojej zgody", komedię "Wybuchowa para" lub thriller "Pułapka". Dopiero w wakacje jeden z projektów, w jakie zaangażowana była Diaz, a którego promocja opierała się głównie na jej znanym nazwisku, odniósł sukces - przede wszystkim finansowy. Choć na początku nic na to nie wskazywało, komedia "Zła kobieta" w ciągu premierowego weekendu zarobiła 30 milionów dolarów, pokazując, że nawet czterdziestoletnia aktorka, obsadzona w dobrej roli, potrafi doskonale się zaprezentować.


Komedie to towar doskonale sprzedający się w wakacje. Zjawisko to mogliśmy zaobserwować nie tylko na przykładzie filmu z udziałem Diaz, ale także "Druhen" Pula Feiga. Odtwórczyni jednej z głównych ról, korpulentna Melissa McCarthy, wcześniej była niezbyt znaną aktorką drugoplanową. Po występie w żeńskim odpowiedniku "Kac Vegas" zyskała sporą popularność i może przebierać w propozycjach.

Jednak nie wszystkim aktorom tego lata dopisywało szczęście. Ryan Reynolds, znany dotychczas głównie z występów w telewizyjnym sitcomie "Oni, ona i pizzeria", długo czekał na możliwość rozwinięcia skrzydeł na wielkim ekranie. Pewnym wstępem do prawdziwej kariery był występ u boku Sandry Bullock w "Narzeczonym mimo woli" (2009). Natomiast decyzja o wzięciu udziału w filmie science-fiction "Green Lantern" okazała się wielkim błędem. Projekt Martina Campbella od początku przewidywany był jako katastrofa, nie wiadomo więc, co popchnęło Reynoldsa do przyjęcia tej propozycji. Tym bardziej należy obawiać się planowanej na 2013 rok kontynuacji przygód wojowników zwanych Zielonymi Latarniami.


Aktorowi nie pomógł również udział w komedii "Zamiana ciał", która wejdzie na ekrany polskich kin w październiku. Na swoje pięć minut Kanadyjczyk musi chyba jeszcze poczekać.

"Zamiana ciał" Davida Dobkina okazała się gwoździem do trumny nie tylko dla Reynoldsa. Na ekranie towarzyszy mu Olivia Wilde, popularna Dr Remy 'Trzynastka' Hadley z serialu "Dr House". Aktorka zdobyła sławę m.in. dzięki udziałowi w filmie science-fiction "Tron: Dziedzictwo". Jednak kontynuacja występów w nurcie kina obfitującym w efekty specjalne nie skończyła się dla niej najlepiej. "Kowboje i obcy", opowiadający o ataku kosmitów na senne miasteczko na Dzikim Zachodzie pod koniec XIX wieku, nie są dziełem zbyt ambitnym, choć być może odpowiednim na letnie upały. Istnieje natomiast szansa, że kolejne projekty z udziałem Wilde: "Blackbird" oraz "The Words", pozwolą aktorce pokazać coś więcej, niż tylko piękne ciało.


W gronie wielkich przegranych znalazł się również amerykański gwiazdor, dwukrotny laureat Oscara, Tom Hanks. Komedia obyczajowa, w której partneruje mu Julia Roberts, w latach 90-tych byłaby murowanym hitem, ale formuła ta zawiodła tego lata. "Larry Crowne. Uśmiech losu", którego bohater po stracie pracy nieoczekiwanie odmienia całe swoje życie, nie zarobił nawet w przybliżeniu takiej kwoty, jakiej spodziewali się producenci. Wydaje się, że najlepsze filmy i największe pieniądze Hanks ma już niestety za sobą.

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Nie przegap hitów filmowych pokazywanych w telewizji. Wszystko znajdziesz w naszym programie telewizyjnym!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje