Reklama

Viola Davis: Dopiero w wieku 47 lat poczuła się piękna

Viola Davis uznawana jest za jedną z najbardziej utalentowanych współczesnych aktorek. Początki jej kariery w branży filmowej nie należały jednak do najłatwiejszych, a jej droga na szczyt nie była usłana różami. Jak wspomina w najnowszym wywiadzie gwiazda filmu "Ma Rainey: Matka bluesa", jednym z głównych powodów, dla których czuła się niedoceniana przez producentów, była jej uroda. "Na początku kariery wykształciłam w sobie przekonanie, że nie jestem materiałem na ładną dziewczynę" - przyznała zdobywczyni Oscara, Złotego Globu i nagrody BAFTA.

Viola Davis

Dzięki błyskotliwej kreacji w dramacie "Ma Rainey: Matka bluesa" Viola Davis przeszła do historii Oscarów jako najczęściej nominowana do tej prestiżowej nagrody czarnoskóra aktorka.

Reklama

Gwiazda takich produkcji, jak "Służące", "Płoty" czy "Sposób na morderstwo", ma na swoim koncie szereg cennych nagród i wyróżnień - w tym Złoty Glob i statuetkę Amerykańskiej Akademii Filmowej. Choć dziś nikt nie śmiałby kwestionować talentu czy osiągnięć Davis, ona sama bardzo długo nie czuła się w branży doceniana, a na interesujące role, które pozwoliły jej wreszcie rozwinąć aktorskie skrzydła, musiała trochę poczekać.

Powodem była według samej zainteresowanej jej aparycja, która odbiegała od panujących w Fabryce Snów standardów piękna. W otrzymywaniu ciekawych propozycji zawodowych przeszkadzać miał m.in. jej kolor skóry. "Jako Afroamerykanka bardzo szybko zderzyłam się ze społecznym wyobrażeniem na temat tego, jak powinnam wyglądać, a jak wyglądać mi nie wypada. Na początku kariery wykształciłam w sobie przekonanie, że nie jestem materiałem na ładną dziewczynę. Właśnie tak się czujesz, kiedy jedyne role, jakie dostajesz, wpisują się w bardzo konkretny schemat, bo na inne nie masz szans. Nie grałam wtedy niczyjej dziewczyny ani żony. Zawsze byłam najlepszą przyjaciółką albo matką bohatera, która pojawia się w dwóch scenach" - ujawniła Davis w rozmowie z magazynem "Real Simple".

Na przestrzeni lat gwiazda wielokrotnie doświadczała zakrawającego o dyskryminację traktowania - choćby ze strony pracujących na planach filmów i sesji zdjęciowych wizażystów. "Nienawidzę tego, że niektórzy wizażyści nakładają mi na twarz gówniany makijaż, aby zmusić mnie do wyglądania jak ktoś, kim nie jestem. W mojej karierze zdarzały się momenty, kiedy makijażysta używał produktów, które dosłownie wybielały moją skórę albo używał podkładu o sześć tonów jaśniejszego. To, że kosmetyki mają pasować do naszej naturalnej skóry, powinno być oczywiste, ale niestety wciąż nie jest" - podkreśliła Davis.

Przełomowym momentem dla jej kariery oraz budowania poczucia własnej wartości okazał się występ w serialu "Sposób na morderstwo", w którym zagrała wybitną prawniczkę uwikłaną w sprawę zabójstwa. "Dopiero wówczas, gdy zaoferowano mi rolę w tym serialu, gdy przeczytałam jego scenariusz, zdałam sobie sprawę z tego, że mogę na nowo zdefiniować swoje piękno i pokochać swój wygląd. Wtedy doceniłam swoją skórę, uśmiech, umiejętności. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele atrybutów tej postaci było powiązanych z moją urodą. Prawdę mówiąc, poczułam się piękna dopiero w wieku 47 lat" - ujawniła aktorka.

I dodała, że odkąd w pełni akceptuje swój wygląd, zwraca tym większą uwagę na to, jak na co dzień dba o urodę. "Najważniejszą rzeczą, jaką musiałam sobie uświadomić, było to, jak ważne jest dokładne zmywanie makijażu. Kiedyś nie przykładałam do tego wagi - zmywałam twarz w dwie sekundy i szłam spać. Teraz upewniam się, że wykonuję skrupulatny demakijaż, tonizuję i nawilżam skórę oraz regularnie ją złuszczam. Różnica jest ogromna. Zdarza się, że ludzie, których znam od dawna, podchodzą do mnie i mówią, że wyglądam teraz lepiej niż w liceum. Dla 55-latki to całkiem niezły komplement" - zdradziła Davis.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Viola Davis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje