Reklama

Viggo Mortensen: Kochanek, morderca, król

Świat usłyszał o nim około 2000 roku, gdy Peter Jackson powierzył mu rolę Aragorna w trylogii "Władca Pierścieni", ale obchodzący 20 października 2018 roku 60. urodziny Viggo Mortensen rozpoczął karierę wiele lat wcześniej, z całych sił starając się trafić do aktorskiej pierwszej ligi Hollywood.

Viggo Mortensen otrzymuje zdecydowanie za mało ról na miarę swojego talentu

Pierwsze kroki na planach filmowych Mortensen stawiał pod okiem tak uznanych twórców, jak Woody Allen - "Purpurowa róża z Kairu" (ostatecznie sceny z nim usunięto) i Peter Weir - "Świadek". Jego dorobek z prób zaistnienia na ekranie w latach 80. i na początku 90. zdecydowanie lepiej charakteryzują jednak tytuły filmów klasy B - m.in. "Amerykański Yakuza" - w jakich przeważnie wówczas występował.

Reklama

Dopiero od drugiej połowy lat 90. aktor o duńskich korzeniach zaczął pojawiać się w filmach, które nie trafiały od razu na półki z kasetami wideo. Kreacje w "Życiu Carlita", "Karmazynowym przypływie", "Portrecie damy" czy "Tunelu" spowodowały, że Mortensen zaczął wreszcie być dostrzegany. Przełożyło się to na kolejne, zdecydowanie bardziej interesujące niż dotąd propozycje. Przede wszystkim tę od Ridleya Scotta, który postanowił obsadzić mało znanego aktora u boku Demi Moore w "G.I. Jane". Trzeba przyznać, że grany przez artystę sierżant John Urgayle dał nieźle popalić ambitnej pani oficer.

Następnie Mortensen brał udział w zdjęciach do "Cienkiej czerwonej linii" Terrence'a Malicka, ale sceny z nim usunięto. Po czym wystąpił - już w jednej z głównych ról - w "Psycholu" Gusa Van Santa, remake'u słynnego horroru Alfreda Hitchcocka. O wiele bardziej udany niż nowa wersja "Psychozy" okazał się jednak głośny thriller Andrew Davisa "Morderstwo doskonałe", w którym Mortensen wystąpił u boku Michaela Douglasa i Gwyneth Paltrow. Wcielił się w kochanka pięknej żony wpływowego milionera. Tuż przed zagraniem Aragorna, czyli kreacji, której poświęcił kolejne trzy lata, Mortensen wystąpił jeszcze w dramacie "28 dni", gdzie w główną rolę - alkoholiczki przebywającej na przymusowym odwyku - wcielała się Sandra Bullock.

Niewiele osób wie, że początkowo to nie Mortensen miał grać Aragorna. W bohatera wcielić miał się Stuart Townsend, jednak Peter Jackson uznał, że 27-letni wtedy aktor jest zbyt młody i niedoświadczony, by dobrze oddać steranego życiem Aragorna. I mimo że na planie w Nowej Zelandii czekali już pozostali aktorzy, rozpoczął poszukiwania człowieka, który mógłby zagrać czołowego bohatera "Władcy Pierścieni".

Ostatecznie zdecydował się postawić na Mortensena. "Wielkim pozytywem tak nieoczekiwanie przyjętej roli był fakt, że nie miałem w ogóle czasu, żeby denerwować się, jak poważne zadanie spadło na moje barki" - wspominał po latach aktor. Z kolei Peter Jackson wyznał, że zaangażowanie Viggo Mortensena okazało się wspaniałym posunięciem: "Jest aktorem niezwykle odpowiedzialnym i profesjonalnym. Poświęcił się naszym filmom całym sobą, nie było ważne, czy musi być na planie nad ranem, czy w środku nocy - po prostu tam był".

Zaraz po "Powrocie Króla", czyli ostatniej części trylogii Petera Jacksona, opartej na prozie J.R.R. Tolkiena, artysta - wówczas już bożyszcze kobiet na całym świecie - zagrał w przygodowym "Hidalgo - oceanie ognia", gdzie wcielił się w legendarnego jeźdźca, Franka T. Hopkinsa.

Jedną z najlepszych kreacji w karierze aktor stworzył w thrillerze Davida Cronenberga "Historia przemocy". Wcielił się w nim w przykładnego ojca rodziny, mieszkańca małego miasteczka, który zostaje bohaterem, gdy udaremnia napad rabunkowy i zabija dwójkę napastników. Wówczas daje jednak o sobie znać jego mroczna przeszłość. Twórca "Nagiego lunchu" tak był zadowolony ze współpracy z Mortensenem, że obsadził go w swoim kolejnym filmie zatytułowanym "Wschodnie obietnice". Za główną rolę w tej produkcji, mężczyzny powiązanego z niezwykle wpływową rosyjską mafią w Londynie, gwiazdor otrzymał pierwszą w karierze nominację do Oscara.

W międzyczasie Mortensen zdążył jeszcze wystąpić w biograficznej produkcji kostiumowo-przygodowej "Kapitan Alatriste" - opartej na prozie Arturo Péreza-Reverte. W westernie "Appaloosa", ekranizacji powieści Roberta B. Parkera, opowiadającym o dwójce rewolwerowców przybywających do miasteczka terroryzowanego przez bandę bogatego ranczera, Mortensen wystąpił u boku Eda Harrisa i Jeremy'ego Ironsa.

Aktor musiał mocno schudnąć do roli w "Drodze" Johna Hillcoata, adaptacji uhonorowanej nagrodą Pulitzera bestsellerowej powieści Cormaca McCarthy'ego ("To nie jest kraj dla starych ludzi"). Akcja filmu rozgrywa się kilka lat po katastrofie, która zniszczyła faunę, florę i większość ludzkiej populacji na Ziemi, dwójka ocalałych - grany przez Mortensena ojciec i syn (Kodi Smit-McPhee) - desperacko walczy o przetrwanie, zmagając się z głodem, morderczą aurą i hordami wygłodniałych kanibali - zdegenerowanych niedobitków umierającej cywilizacji.

Efektem trzeciego spotkania na planie Cronenberga i Mortensena była "Niebezpieczna metoda" - historia przyjaźni Zygmunta Freuda i Carla Junga oraz ich relacji z pacjentką, Sabiną Spielrein. Mortensen wcielił się w tego pierwszego, Junga grał Michael Fassbender, a towarzyszyła im piękna Keira Knightley.

Na ekrany polskich kin nie trafił kryminał "Todos tenemos un plan" Any Piterbarg. Mortensen wcielił się w nim mężczyznę, który po przybraniu tożsamości zmarłego brata, wplątuje się w niebezpieczną intrygę. Mogliśmy za to podziwiać aktora w niedużej rólce Old Bulla Lee w opartym na prozie Jacka Kerouaca dramacie przygodowym Waltera Sallesa "W drodze". Gwiazdami produkcji byli: Garrett Hedlund, Sam Riley i Kristen Stewart.

Następie oglądaliśmy Mortensena w nieco mniej udanych produkcjach: thrillerze "Rozgrywka" Hosseina Amini, gdzie wcielił się w oszusta, prowadzącego wraz z żoną (Kirsten Dunst) i nowo poznanym przewodnikiem (Oscar Isaac) niebezpieczną grę, oraz argentyńskim dramacie "Jauja", w którym zagrał mężczyznę wyruszającego wraz z córką w podróż na pustynię, poza granice cywilizacji.

Znacznie ciekawszy okazał się nagrodzony na festiwalu w Wenecji francuski obraz "Ze mną nie zginiesz", w którym aktor wcielił się w nauczyciela w szkole podstawowej gdzieś w Górach Atlasu, któremu zostaje powierzona misja odprowadzenia pod sąd rebelianta oskarżonego o morderstwo.

Ostatnia jak dotąd znana z polskich ekranów rola Mortensena to prawdziwy popis jego aktorskich umiejętności. W obrazie "Captain Fantastic" Matta Rossa zagrał ojca sześciorga dzieci, który wychowuje swoje pociechy z dala od cywilizacyjnego świata. Przychodzi jednak dzień, w którym wszyscy muszą wrócić do realnego otoczenia. Balansująca na granicy dramatu i komedii kreacja przyniosła artyście nominacje do nagrody BAFTA, Złotego Globu i Oscara i udowodniła, jak olbrzymi wciąż drzemie w nim potencjał.

W marcu przyszłego roku na ekrany polskich kin wejdzie najnowsza produkcja z Mortensenem. "Green Book" Petera Farrelly opowiada o nietypowej przyjaźni między znanym muzykiem jazzowym (Mahershala Ali) i byłym bramkarzem nowojorskiego klubu nocnego, który zostaje zatrudniony w roli szofera muzyka.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Viggo Mortensen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje