Reklama

Reklama

Urwał im się film. Trzeci raz

Czterech kumpli, morze alkoholu i Las Vegas. Brzmi znajomo? Już niebawem na ekrany polskich kin wejdzie "Kac Vegas 3", ostatni film z bijącej rekordy popularności serii komedii w reżyserii Todda Phillipsa.

Wieczory kawalerskie mają długą tradycję. Co weekend na całym świecie niezliczone rzesze mężczyzn, którzy wkrótce znajdą się w małżeńskich okowach, wraz z najlepszymi kumplami świętują ostatnie dni wolności. "Zwykłe spotkanie towarzyskie" - rzuca lekko Todd Phillips, jakby starając się nie zdradzać, że z czegoś brzmiącego tak niewinnie, mogłoby wyniknąć coś szalonego, niebezpiecznego lub nielegalnego.

A właśnie te trzy przymiotniki najlepiej oddają charakter całej serii, która od czterech lat bawi miliony widzów na całym świecie. A przecież w 2009 roku nikt nie przypuszczał, że komedia o wieczorze kawalerskim może okazać się tak ogromnym hitem, iż w pewnym momencie zostanie uznana za fenomen popkulturowy. Tym bardziej, że wszystko zaczęło się przecież zupełnie niewinnie...

Reklama

Niepamięć absolutna

Kiedy w pierwszej części Phil, Stu, Alan i Doug wyszli na dach hotelu Caesars Palace, żeby zacząć wieczór toastem, i - otoczeni światłami Las Vegas, pod pustynnym niebem - wznieśli kieliszki za nową drogę życia tego ostatniego oraz "noc, której nigdy nie zapomną", nie spodziewali się, po pierwsze, że będzie to ostatnia rzecz, jaką zapamiętają, a po drugie, że rano obudzą się z twarzami na marmurowej posadzce w kompletnie zdemolowanym apartamencie.

"Jednak nie jest to nic nadzwyczajnego, jeśli chodzi o wieczory kawalerskie" - przekonuje Todd Phillips. - "Upić się na umór i obudzić obok sterty pustych butelek to typowe zachowanie uczestników takich imprez. W filmie o kacu nad kacami musieliśmy tymczasem wymyślić coś wyjątkowego. Zastanawialiśmy się, co mogłoby być najbardziej szaloną rzeczą, jaką można zrobić i przeżyć, aby móc o tym opowiadać".

"A co powiecie na to: w pokoju jest niemowlak, którego nigdy wcześniej nie widzieliście, a w łazience szaleje tygrys?" - pyta producent Dan Goldberg, dla którego "Kac Vegas" był czwartym filmem, nad którym pracował wspólnie z Phillipsem, po "Ostrej jeździe", "Niezaliczonej" i "Szkole dla drani". - "W jacuzzi pływają nadmuchiwane lale, podpalone wcześniej krzesło jeszcze się tli, a z sufitu zwisa otomana... Aha, i jeszcze jedna drobnostka - pan młody zniknął".

Głowa rodziny, oferma i dziwak

W rolę Phila wcielił się Bradley Cooper. Phil to "facet, który ma plan i szybko gada" - mówi Goldberg. On jeden z całej grupy ma za sobą doświadczenie małżeństwa i ojcostwa. Rola ojca rodziny i nauczyciela angielskiego na uniwersytecie trochę go już męczy, dlatego z radością czekał na ten wypad, gdyż jest to dla niego rzadka okazja uzyskania odrobiny swobody i spotkania ze starą paczką. Nie ma zamiaru pozwolić, żeby ten drobny incydent zepsuł mu cały weekend.

"Phil myśli: 'Weźmy aspirynę i nie spieszmy się. Nie ma powodu do paniki' - charakteryzuje swojego bohatera Cooper. - "Niezależnie od tego, jak bardzo sytuacja wymyka się spod kontroli, on nadal myśli, że sobie z tym poradzi. I próbuje, aż do momentu, kiedy zupełnie nie da się jej opanować".

Tymczasem Stu, miły, aczkolwiek nerwowy dentysta, z przesadnym poczuciem odpowiedzialności i czekającą w domu dziewczyną, która trzyma go bardzo krótko, jest daleki od spokoju. Tym, co wreszcie odciąga jego uwagę od wyobrażeń o tym, jak ukochana Melissa znajduje wyciągi z jego karty kredytowej, jest odkrycie, że w jakiś sposób udało mu się stracić ząb. Dokładnie mówiąc, górną dwójkę, w miejscu której jest teraz krwawiąca dziura, czego Stu nijak nie jest w stanie sobie wyjaśnić.

"Schlebiało mi to, że twórcy filmu wybrali mnie do tej roli, jednak jednocześnie byłem nieco obrażony, bo Stu to palant, freudowski typ analny" - żartuje Ed Helms. Aktor dojeżdżał na plan do Las Vegas z Los Angeles, pracując jednocześnie nad filmem "Biuro". - "Jeśliby szukać typów osobowości, to Phil jest typem opanowanym, Alan jest dziwakiem a Stu to oferma. Zastanawiam się, dlaczego przyszło im na myśl obsadzenie w tej roli akurat mnie?". Być może dlatego, że - jak przyznaje Phillips - "Ed jest zabójczy jako nieśmiały pantoflarz, już od dawna stojący na skraju kompletnego załamania".

Z całej trójki temperament Alana, którego gra Zach Galifianakis, najlepiej pasuje do obecnej sytuacji, co jednak nie oznacza, że ma on jakiś pomysł na to, co robić. Podczas gdy Stu narzeka na utracony ząb i prawdopodobnie zrujnowane życie, a Phil próbuje skupić uwagę towarzystwa, mówiąc o śniadaniu i planie gry, Alan, owinięty w sarong z prześcieradła, z dziecięcą ciekawością i pewną dozą dumy od niechcenia grzebie w śmieciach, pogryzając pizzę zeskrobaną z poduszki na sofie. Jakby tego było mało, przeczesywanie terenu przez Alana ujawnia obecność najwyraźniej zadowolonego, zdrowego i zupełnie niezidentyfikowanego niemowlęcia, ukrytego w kącie.

Phillips jest fanem pomysłowości i humoru Galifianakisa, i wiedział, że będzie on błyszczał w roli Alana - "faceta, który ma dwie lewe ręce i który zawsze podejmuje złe decyzje" - pasującej do jego wyjątkowego stylu i kreatywności. "Alan jest trochę dziwny. Nie ma przyjaciół ani nie jest świadom tego, że ludzie uważają go za dziwaka. On sam myśli, że wszystko, co robi i mówi, jest fajne i na miejscu" - wyjaśnia Galifianakis. Aktor opisuje swoją postać jako "kogoś, kto prawdopodobnie zażył za dużo barbituranów na zbyt wielu imprezach. W tej roli dobre jest to, że nie musi być sensowna. Z zasady aktor musi być świadomy motywów postępowania i spójności postaci, ale Alan funkcjonuje według swojej własnej przewrotnej logiki".

Szeregowiec Billings

Justin Bartha, występujący w roli zaginionego w tajemniczych okolicznościach pana młodego, mówi: "Doug to głos rozsądku całej grupy. Chciałem, żeby był to facet, który wiąże ze sobą osobowości innych. Jest ich wspólnym mianownikiem i kiedy go brak, rozpętuje się prawdziwe piekło". Chociaż z oczywistych względów Doug nie bierze udziału w części akcji, jest on ważną postacią w całej historii. "Spełnia funkcję spoiwa łączącego pozostałą trójkę i kiedy znika, nagle przestają być kumplami i tworzą raczej niedobrany tercet" - zauważa Jon Lucas, który razem ze Scottem Moorem napisał scenariusz do "Kac Vegas". "Doug staje się świętym Graalem, czymś, co bohaterowie koniecznie muszą odnaleźć, a widz bardzo chce, żeby im się to udało".

Phillips wyjaśnia: "Najlepszy humor pochodzi z serca. Musisz wierzyć, że ci faceci naprawdę są dla siebie ważni i że coś naprawdę ich łączy. Przenosi to całą historię na wyższy poziom, który nie polega tylko na opowiadaniu żartów. Chodzi tu o wykorzystanie naturalnego humoru i niezręczności męskich przyjaźni". "Komedia to w 70% obsada" - ciągnie Phillips. - "Oczywiście, potrzebna jest świetna fabuła, ale poza tym to sprawa tego, co się zdarzy, kiedy postawi się świetnych aktorów komediowych w pewnej sytuacji i pozwoli się im reagować na nią i na siebie nawzajem".

Phil, Stu i Alan muszą działać sami, a Doug ich potrzebuje. Co mogą zrobić, żeby poskładać w całość wydarzenia nocy, której nie pamiętają? Nadszedł czas, żeby opróżnić kieszenie i szukać wskazówek: paragonów, wydruków z bankomatu, biletów parkingowych, tych małych plastikowych bransoletek, które dostaje się w szpitalu...

Struktura opowieści od początku szczególnie spodobała się reżyserowi. "Zaczynając od poranka, trójka bohaterów musi wspólnie się zastanowić i sprawdzić po kolei każdy trop wiodący do każdego zakrętu, zakamarka i wpadki z poprzedniej nocy, co - jak mają nadzieję - doprowadzi ich do miejsca, gdzie ostatnio widzieli Douga. A widzowie wybierają się w tę podróż wraz z nimi i wraz z nimi składają kawałki układanki. W pewnym sensie jest to klasyczna opowieść detektywistyczna" - mówi artysta. Poza tym, że "ci detektywi mają potworny ból głowy". "To prawie jak komediowa wersja Szeregowca Ryana" - szuka kolejnych filmowych porównań Phillips. - "Doug Billings jest zaginionym żołnierzem, a jego koledzy przechodzą przez piekło, żeby go uratować".

Drugie (długie) przebudzenie

"Kac Vegas" został jedną z najbardziej dochodowych komedii wszech czasów i otrzymał Złoty Glob dla najlepszego filmu komediowego lub musicalu. Nikogo nie mogło więc zdziwić, że zaledwie dwa lata po premierze hitu Phillipsa na ekranach kin zadebiutował jego sequel zatytułowany "Kac Vegas w Bangkoku".

Bradley Cooper, Ed Helms, Zach Galifianakis i Justin Bartha powtórzyli w nim swoje role z pierwszej części filmu. Do obsady ponownie dołączyli również: Jeffrey Tambor, Ken Jeong i Mike Tyson.

Główni bohaterowie: Stu (Helms), Phil (Cooper), Alan (Galifianakis) i Doug (Bartha) wyjeżdżają tym razem do egzotycznej Tajlandii na ślub pierwszego z mężczyzn. Po niezapomnianym wieczorze kawalerskim w Las Vegas Stu nie chce już ryzykować i wybiera spokojne przedślubne śniadanie.

Jednak sprawy nie zawsze toczą się zgodnie z planem. To, co wydarzyło się w Vegas należy już do przeszłości, jednak to, co wydarzy się w Bangkoku okaże się przekraczać ludzką wyobraźnię...

Przy okazji "Kac Vegas w Bangkoku" Phillips ponownie pracował nad scenariuszem, który napisał razem ze Scotem Armstrongiem ("Starsky i Hutch") i Craigiem Mazinem ("Straszny film 4"). Reżyser, który w międzyczasie nakręcił także inna komedię, "Zanim odejdą wody" (2010), był również odpowiedzialny za produkcję filmu pod szyldem własnej wytwórni Green Hat Films razem z Danem Goldbergiem.

Aktorzy, którzy ponownie wystąpili w produkcji, zgodnie potwierdzają, że praca na planie była świetną zabawą. "W nowym filmie trzeba było pokazać coś więcej i w innym otoczeniu. Świadomie postanowiliśmy zachować strukturę z pierwszej części, która nam się bardzo podobała. Sam jestem wielbicielem tego filmu, więc myślę, że fani znów chcieli zobaczyć opowieść o gościach, którym 'urwał się film' i przekonać się, jak tym razem odnajdą się w tej sytuacji. Akcję przenieśliśmy więc z Las Vegas do Bangkoku, a reszta idzie starym trybem" - wyjaśnia Bradley Cooper.

Ed Helms dodaje, że łatwiej było im kręcić "Kac Vegas w Bangkoku" po tym, jak razem pracowali na planie części pierwszej. "Znaliśmy już relacje między naszymi postaciami, tak że wiedzieliśmy już co jest grane. To samo dotyczy nas jako kumpli. Na planie 'Kac Vegas' bardzo się zżyliśmy, więc zaczynając pracę nad drugą częścią, byliśmy bardzo szczęśliwi, że znowu wchodzimy w ten klimat" - tłumaczy aktor.

A jak aktorzy wspominają scenę drugiego już "przebudzenia"? "Ta sekwencja była jak osobny film krótkometrażowy. W scenariuszu miała aż 10 stron. Tyle się tam dzieje... Poza tym zacząć film od dziesięciominutowej sceny, to naprawdę bardzo ambitne" - opowiada Cooper. - "Muszę powiedzieć, że czułem się bardzo zaszczycony tym, że to ja obudziłem się pierwszy. Bardzo mi się podoba, jak ta scena się rozwija. To jest perfekcyjnie obmyślone: najpierw wyłania się Alan, potem Stu, potem małpa i na końcu Chow - idealna kolejność".

Zamiast imprezy... pogrzeb

W filmie "Kac Vegas 3" ponownie spotkają się Bradley Cooper, Ed Helms, Zach Galifianakis i Justin Bartha w rolach Phila, Stu, Alana i Douga. W obsadzie znów zobaczymy także Kena Jeonga, Heather Graham, Jeffreya Tambora, a do doborowej obsady dołączył także John Goodman. Todd Phillips reżyseruje film na podstawie scenariusza napisanego wspólnie z Craigiem Mazinem, który brał także udział w tworzeniu scenariusza do "Kac Vegas w Bangkoku".

Tym razem nie ma ślubu ani wieczoru kawalerskiego. Nic więc nie może pójść nie tak, prawda? Ale kiedy słynna wataha wyrusza w podróż, wszystko może się zdarzyć... Punktem wyjścia do kolejnego spotkania przyjaciół jest tym razem pogrzeb ojca Alana. Phil, Stu i Doug postanawiają pocieszyć przygnębionego przyjaciela. Za sprawą Chowa, który ukradł sporo kasy, znów wpadają jednak w tarapaty.

Wydawać by się mogło, że kolejna odsłona cyklu nie może być sukcesem. Znów ci sami bohaterowie. Znów Las Vegas. Jednak liczby mówią same za siebie. Mimo miażdżących recenzji amerykańskich krytyków, film spodobał się widzom z całej Europy! "Kac Vegas 3" na rynku zewnętrznym zadebiutował przed dwoma tygodniami. Ale tylko w 3 krajach. Podczas minionego weekendu pokazywany był już w 54 państwach, gdzie zebrał 82,3 miliona dolarów.

Niemniej imponujące są wyniki osiągnięte w innych europejskich krajach. W Rosji "Kac Vegas 3" poprawił otwarcie poprzedniej części o 104% (9,3 miliona dolarów), we Włoszech aż o 162% (7,6 miliona dolarów). A przecież "Kac Vegas w Bangkoku" był na rynku zewnętrznym bardzo dużym przebojem. Zgromadził przecież 332,3 miliona dolarów. Najnowsza część cyklu jest na najlepszej drodze, aby znacznie poprawić ten rezultat. Jak będzie w Polsce?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje