Reklama

"Top Gun: Maverick": Ekstremalny lotniczy popis

Wchodzący do kin 24 czerwca tego roku "Top Gun: Maverick" to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów roku. Tom Cruise powróci w nim do roli pilota myśliwca Petea "Mavericka" Mitchella, w którą wcielił się w pierwszej części "Top Gun" w 1986 roku. Reżyser jej kontynuacji Joseph Kosinski w wywiadzie dla magazynu "Entertainment Weekly" zdradził, czego można spodziewać się po jego filmie.

Tom Cruise w filmie "Top Gun: Maverick"

Top Gun to nazwa elitarnej szkoły dla pilotów, która jest miejscem akcji pierwszej części filmu. Trafia do niej nieokrzesany Pete Mitchell, który rozpoczyna trudne szkolenie. Trzydzieści pięć lat później sam jest instruktorem w Top Gun. Jednak jego podopiecznymi nie są nowicjusze.

Reklama

"Piloci z oryginalnego filmu rozpoczynali naukę w Top Gun po raz pierwszy. Bohaterowie naszego filmu ukończyli już wcześniej tę szkołę. Teraz wracają tu na dodatkowe szkolenie. To charakterystyczne dla szkoły Top Gun. Kiedy już ją ukończysz, możesz tu wrócić, by przejść kolejny specjalistyczny trening. Podopieczni Mavericka są więc bardziej zaawansowani w pilotażu niż bohaterowie jedynki" - mówi Kosinski.

Aktorzy występujący w filmie "Top Gun: Maverick" przeszli specjalistyczne szkolenie, by wytrzymać przeciążenia panujące w kokpitach myśliwców F-18 Super Hornets. Były to maszyny wyposażone dodatkowo w sześć kamer IMAX-owych, które rejestrowały aktorów udających pilotowanie samolotu. W rzeczywistości pilotowali je oczywiście doświadczeni piloci wojskowi siedzący na drugim siedzeniu.

"Dla aktorów było to bardzo wyczerpujące doświadczenie" - mówi reżyser. "Manewry, które musieli wykonać nie były czymś zwyczajnym, co można zrobić ot tak. Z tego względu musieli przejść kilkumiesięczny trening lotniczy, który wymyślił Tom (Cruise). On ma licencję pilota akrobatycznego i wciąż pamięta jak to było, gdy przystąpił do kręcenia jedynki bez żadnego przygotowania. Wiedział więc, że aktorzy będą musieli nad tym popracować. Zaczęli treningi na małych samolotach, potem na maszynach akrobatycznych, jednosilnikowych myśliwcach, aż w końcu zasiedli za sterami F-18. Niejednemu z nich zrobiło się niedobrze w trakcie tych lekcji, ale to zdarza się nawet doświadczonym pilotom (...) Później, kiedy nagrywaliśmy sekwencje lotnicze, sami byli odpowiedzialni za wszystkie aspekty towarzyszące filmowaniu. W powietrzu nie było z nimi żadnej ekipy. Nie było mnie, nie było operatora ani charakteryzatora" - wyznał reżyser.

Jedną z najbardziej niebezpiecznych scen była sekwencja bardzo niskiego lotu nad pustynią. Jej fragment widoczny jest w zwiastunie filmu "Top Gun: Maverick". "Aby Tom mógł ją nagrać, musieliśmy uzyskać od wojska specjalne pozwolenie" - wspomina Kosinski. "Był to jeden z najbardziej ekstremalnych popisów lotniczych, jakie byliśmy w stanie wymyślić. Równie trudne były sceny startu i lądowania na lotniskowcu. Nikt wcześniej nie zrobił w filmie czegoś takiego. Za sprawą naszego filmu Tom spełnił chyba wszystkie lotnicze marzenia, jakie kiedykolwiek posiadał".

Według Kosinskiego, głównym motorem napędowym filmu "Top Gun: Maverick" jest relacja pomiędzy Maverickiem, a Bradleyem "Roosterem" Bradshawem, którego gra Miles Teller. Ojciec Bradshawa, "Goose" zginął w pierwszej części filmu. "Relacja pomiędzy tymi dwoma jest bardzo emocjonalna. To właśnie ona była jednym z głównych powodów, dla których Tom jeszcze raz chciał wrócić do tej historii" - tłumaczy reżyser.

Mniej wylewny jest w przypadku innego bohatera pierwszej części "Top Gun" - "Icemana". Gra go Val Kilmer. Jego postać powróci także w filmie "Top Gun: Maverick", jednak póki co nie wiadomo na ten temat nic więcej. Kosinski pozostaje w tej kwestii tajemniczy. "Rywalizacja pomiędzy Icemanem i Maverickiem jest jedną z tych rzeczy, która sprawiła, że wyszedł tak wspaniały film. Ich wspólne relacje są kluczową rzeczą dla serii 'Top Gun'. Jako jej fan bardzo chciałbym zobaczyć, jak się to rozwinie" - mówi.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Top Gun Maverick

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje