Reklama

Reklama

Tom Hanks: Nudziarz

Nie ma twarzy amanta, nie ciągną się za nim seksualne skandale, nikt nie robi mu na złość na portalach plotkarskich. Jest tak przeciętny, że aż charakterystyczny. W sobotę, 9 sierpnia, Tom Hanks kończy 60 lat.

Urodziny w Kalifornii Tom Hanks często mawia, że aktorstwo wypełniło pustkę w jego życiu, jaką pozostawił po sobie rozwód rodziców, którzy podjęli decyzję o rozstaniu, kiedy przyszły gwiazdor kina był jeszcze małym chłopcem. Po kolejnych małżeństwach Amosa Mefforda Hanksa i Janet Merilyn Frager rodzina Toma nieustannie się powiększała, a nastolatek krążył pomiędzy różnymi miejscami zamieszkania. Wspominał później, że w przeciwieństwie do swoich rówieśników lubił chodzić do szkoły, ponieważ przynajmniej tam zawsze czekała na niego ta sama grupa ludzi. Po krótkiej przygodzie z amatorskim teatrem Hanks postanowił spróbować szczęścia na małym ekranie. Przełomowy okazał się dla niego występ w komediowym serialu "Bosom Buddies" (1980 - 1982), w którym wraz z Peterem Scolarim stworzył niezapomniany duet przyjaciół przebierających się w damskie ciuszki, by zdobyć upragnione mieszkanie.

Reklama

W kinie debiutował rolą w "On wie, że jesteś sam" (1980), ale prawdziwy sukces przyszedł wraz z filmami "Plusk" (1984) w reżyserii Rona Howarda i "Wieczór kawalerski" (1984) Neala Israela, po których posypały się kolejne propozycje dla obiecującego "nowicjusza". Jak to ma często miejsce w przypadku początkujących aktorów, szybko próbowano zaszufladkować Hanksa, w związku z czym dalej obsadzano go w rolach wiecznych chłopców i samotników. Przełomem okazał się "Duży" (1988) Penny Marshall, za kreację w którym otrzymał Złoty Glob i pierwszą w karierze nominację do Oscara.

Lata 90. zdecydowanie należały do Toma Hanksa. W ciągu tej dekady zaprezentował szeroki wachlarz swoich umiejętności w niezwykle zróżnicowanych tematycznie produkcjach - od komedii romantycznych przez dramat o mniejszościach seksualnych, po wojenną superprodukcję. Dzięki rolom w "Filadelfii" (1993) i "Forreście Gumpie" (1994) Hanks dokonał czegoś, co wcześniej udało się tylko legendarnemu Spencerowi Tracy: zdobył statuetkę Oscara dwa razy z rzędu. Oszałamiającą popularność i uznanie przyniosły mu ponadto role w obrazach "Bezsenność w Seattle" (1993), "Apollo 13" (1995), "Szeregowiec Ryan" (1998, kolejna nominacja do Oscara), "Masz wiadomość" (1998) i "Zielona mila" (1999).

Skok w nowe millenium to dla Hanksa także skok na głęboką wodę. Dosłownie. W "Cast Away - poza światem" (2000) aktor wcielił się w jedynego ocalałego z katastrofy samolotu rozbitka, którego ocean wyrzuca na brzeg bezludnej wyspy. Praktycznie cały film to występ jednego aktora. Hanks stworzył niezwykle przejmującą rolę, a jego rozstanie wśród fal z piłką do siatkówki wycisnęło niemniej łez co rozstanie Rose i Jacka w "Titanicu". Efekt? Piąta i jak dotąd ostatnia nominacja do Oscara. Tak, to nie do uwierzenia, ale na kolejną Hanks czeka już od 16 lat.

Kolejne filmy pokazały, że Hanks nie stroni również od kina widowiskowego i kasowego - zagrał w ekranizacjach niezwykle popularnych na całym świecie książkach Dana Browna - "Kod Da Vinci" (2006), "Anioły i Demony" (2009) - w których wcielił się w Roberta Langdona, historyka, wybitnego badacza symboli, wystąpił w kolejnych filmach świetnie sobie znanego Stevena Spielberga - "Złap mnie, jeśli potrafisz" (2002), "Terminal" (2004), pojawił się w ekranizacji komiksu - "Droga do zatracenia" (2002). Dochód ze wszystkich jego filmów wynosi, bagatela, cztery miliardy dolarów. Nie ma się więc co dziwić, że aktor zazwyczaj nie schodzi poniżej 20 milionów dolarów za rolę.

Równie wielkie wrażenie robi jego imponujący - jak na standardy Hollywood - staż małżeński. Hanks od 28 lat jest szczęśliwym mężem aktorki Rity Wilson, którą po raz pierwszy spotkał na planie "Busom Buddies" (gdzie zagrała niewielką rólkę w jednym z odcinków). Uczucie między nimi wybuchło jednak dopiero trzy lata później, podczas pracy nad filmem "Ochotnicy". Pobrali się w 1988 r., a dziś także zarządzają wspólnie swoją firmą producencką, Playtone. - Od pierwszej sekundy wiedziałem, że jesteśmy pokrewnymi duszami - mówi Hanks. - Spotkałem Ritę i powiedziałem do siebie: "Koniec. Coś się w moim życiu zmieniło". Wiedziałem, że to miłość - i że od teraz wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. Czasami ludzie opowiadają o takich sytuacjach, prawda? Cóż, jestem tutaj i potwierdzam, że one naprawdę się zdarzają. Trzeba po prostu mieć szczęście.

Po 2010 roku Hanks nieco zwolnił: wystąpił tylko w czterech filmach. Przez kilka dobrych lat wystąpił jedynie w pięciu filmach - "Larry Crowne - uśmiech losu" (2011), "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" (2011), "Atlas chmur", "Ratując pana Banksa" (2013), "Kapitan Phillips" (2013). Pierwszy z wymienionych tytułów sam wyreżyserował. - Za każdym razem, kiedy staję przed kamerą, czuję się tak, jakbym zaczynał wszystko od nowa. Owszem, może się wydawać, że zrobiłem sobie kilkuletnie wakacje, ale tak naprawdę bardzo mocno poświęcałem się w tym czasie obowiązkom producenta. Pisałem też scenariusze - wspomina ten okres.

W zeszłym roku Hanks ponownie zachwycił widzów w "Moście szpiegów", kolejnym filmie, który zrealizował ze Stevenem Spielbergiem. Wcielił się w amerykańskiego prawnika, który w czasach zimnowojennych ma doprowadzić w Berlinie Wschodnim do wymiany więźniów między USA a ZSRR. W tym roku na polską premierę czekają kolejne produkcje aktora: "Sully" Clinta Eastwooda - historia tytułowego pilota, który bohatersko wylądował uszkodzonym i wypełnionym przerażonymi pasażerami samolotem na rzece Hudson, oraz "Inferno" Rona Howarda - w którym po raz trzeci wcieli się w profesora Roberta Langdona.

A jak Hanks komentuje fakt, że od kilkunastu lat ma spokój z prasą brukową? - No cóż, nie jestem pierwszoligowym przystojniakiem - mówi. - Nigdy nie dostarczałem dobrego materiału na tak zwane newsy. Do licha! Wychodzi na to, że jestem nudny - ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. i choć aktor nie szczędzi gorzkich słów na temat przemysłu filmowego i często podkreśla, że funkcjonowanie w tym biznesie jest ciężką harówką, gdzie trzeba się rozpychać łokciami, to zawsze jednak dodaje, że jest to najlepsza praca na świecie i spełnienie jego marzeń.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Tom Hanks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama