Reklama

Reklama

​Tilda Swinton w nowym filmie twórcy "Sceny zbrodni"

Tilda Swinton zagra główną rolę w postapokaliptycznym musicalu zatytułowanym "The End". Wyreżyseruje go Joshua Oppenheimer, czyli twórca głośnych dokumentów poświęconych indonezyjskiemu ludobójstwu: "Scena zbrodni" i "Scena ciszy". W produkcji pojawią się również gwiazdor filmu "1917" George McKay oraz znany z "Zakazanego imperium" Stephen Graham.

Tilda Swinton

Zdjęcia do filmu "The End" mają rozpocząć się w przyszłym roku. Póki co nieznane są żadne bliższe szczegóły jego fabuły, wiadomo tylko tyle, że będzie to musical w stylu musicalowych produkcji tzw. Złotej Ery Hollywood, a bohaterami będzie "ostatnia ludzka rodzina". Zapewne w jej członków wcielą się Tilda Swinton, George McKay i Stephen Graham.

Wybór takiej treści i fabularnej formy należy uznać za spore zaskoczenie. Joshua Oppenheimer wyreżyserował do tej pory zaledwie dwa filmy i to dokumentalne. Przyniosły mu one duży rozgłos i miano jednego z najciekawszych reżyserów dekady. Film "Scena zbrodni" z 2012 roku, który opowiadał wstrząsającą historię ludobójstwa widzianego oczami odpowiedzialnych za nie osób, które uniknęły odpowiedzialności, był nominowany do Oscara.

Reklama

Dwa lata później powstała jego kontynuacja pod tytułem "Scena ciszy", która opowiadała tę samą historię oczami ofiar. Ten film też był nominowany do Oscara.

O swoich kolejnych projektach Oppenheimer opowiadał jeszcze w 2016 roku. Wśród zapowiadanych wtedy pozycji był musical luźno zainspirowany sztuką Samuela Becketta "Szczęśliwe dni" oraz musicalem "Parasolki z Cherbourga" Jacquesa Demy'ego. Opisując ten projekt, reżyser mówił, że nie ma w nim ani dobrych, ani złych postaci, a tragedie rodzą się z ich wspólnych interakcji. Nie wiadomo jednak, czy powstający "The End" będzie kontynuacją tego projektu.

Jak zauważa portal "SlashFilm", Oppenheimer jest fanem musicali. "Pracuję nad totalnie innym projektem. Musicalem. Jednak on też będzie poświęcony tematowi winy. Wiele nauczyłem się o niej podczas pracy nad poprzednimi filmami. Opowiadały o tym, jak ranimy innych ludzi i nie jesteśmy w stanie tego zmienić, bo najpierw musielibyśmy zmienić się sami. W winie tkwi pewne moralne ostrzeżenie, które pojawia się wtedy, gdy ranimy kogoś tak bardzo, że nie jesteśmy później w stanie patrzeć na siebie. Uciekamy więc w zaprzeczenie" - mówił reżyser w rozmowie z portalem "Indiewire".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje