"Sztuka jest dobra, ponieważ przypomina, że mamy przede wszystkim duszę" - mawia Tilda Swinton. Obecnie można oglądać ją na wielkim ekranie w "Ludzkim głosie" Pedra Almodovara, gdzie gra porzuconą kobietę, żegnającą się z ukochanym. Hiszpański reżyser zapowiada, że to nie koniec ich współpracy.
Tilda SwintonRocco Spaziani/Archivio Rocco Spaziani/Mondadori PortfolioGetty Images
Wyznaje, że gdy zakłada spodnie, ludzie mówią do niej "proszę pana", stąd często mówi się o niej w kontekście hermafrodytyzmu, a ponadto uważana jest za ikonę brytyjskich gejów. Zapracowała sobie na to zarówno urodą i androgyniczną posturą, jak i konsekwentnym wyborem skomplikowanych ról, często przekraczających ograniczenia jednej płci.
Niewiele jednak brakowało, a świat nigdy nie odkryłby talentu aktorskiego Tildy Swinton. Jako członkini szkockiej rodziny szlacheckiej, urodzona 5 listopada 1960 roku, dorastała w zamku w Berwickshire i była wychowywana w duchu konserwatywnych wartości. Jej rodzice, generał major sir John Swinton i Judith Balfour Killen, pragnęli, by zdobyła najlepsze wykształcenie i poślubiła mężczyznę o właściwym statusie społecznym.
Tilda, która już jako kilkuletnia dziewczynka dostrzegała archaiczność brytyjskiego systemu klasowego, szybko zaczęła się buntować. Nie uchroniło jej to jednak przed elitarną szkołą z internatem, do której została wysłana jako dziesięciolatka. Pobyt tam jeszcze dobitniej uświadomił jej, jakiej przyszłości nie chce. Pięć lat później napisała list do 80-letniej siebie, który przeczytała po latach.
We wrześniu tego roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji Swinton odebrała Złotego Lwa za całokształt twórczości. Aktorka ma zresztą same dobre wspomnienia z tej imprezy, ponieważ w 1991 roku dostała w Wenecji nagrodę dla najlepszej aktorki, a siedem lat później zasiadała w jury głównego konkursu.
"Noszę w sercu ten wielki festiwal od trzech dekad. Z wielką pokorą przyjmuję tę nagrodę. Wielką radością będzie dla mnie przyjazd do Wenecji, zwłaszcza w tym roku, by świętować nieśmiertelną sztukę kina i jej buntowniczą zdolność do przetrwania w obliczu wszystkich wyzwań, jakie może postawić przed nami obecna zmiana" - powiedziała Swinton na wieść, że zostanie uhonorowana.
To, że obecnie jest jedną z najczęściej przeobrażających się dla ról aktorek, udowodniła Swinton w kolejnym filmie Guadagnino - "Suspirii" (2018), nowej wersji legendarnego horroru Dario Argento z 1977 roku.
Już podczas pierwszych międzynarodowych pokazów produkcji uwagę publiczności zwróciła tajemnicza postać psychiatry, 80-letniego doktora Josepha Klemperera. Twórcy horroru od początku zarzekali się, że w rolę tę wcielił się debiutujący na dużym ekranie naturszczyk, profesor psychologii - Lutz Ebersdorf. Dociekliwi internauci rozszyfrowali jednak sekret tożsamości doktora, odkrywając, że w osobę Klemperera wciela się nie kto inny, jak gwiazda filmu Tilda Swinton!
Cała mistyfikacja była jednak długo i skrupulatnie utrzymywana. Swinton, która w filmie wcieliła się w postać Madame Blanc - dyrektorki szkoły tańca, jeszcze na festiwalu w Wenecji przekonywała, że zagrała w "Suspirii" tylko tę jedną rolę. Nieobecność Lutza Ebersdorfa na konferencji prasowej filmu tłumaczono napiętym grafikiem, a aktorka odczytała list z przeprosinami od profesora. Lutz Ebersdorf doczekał się nawet własnej strony filmowej w serwisie IMDB. Jego nazwisko pojawiało się też w materiałach prasowych, a wszystkie osoby związane z produkcją filmu utrzymywały, że postać ta istnieje naprawdę, mimo że internauci i dziennikarze nie znaleźli nigdzie wzmianek o wcześniejszej działalności profesora.
Dopiero w ostatnich wywiadach aktorka potwierdziła, że rola Madame Blanc nie jest jej jedyną kreacją aktorską w filmie. Swinton przyznała, że zrobiła to wszystko dla zabawy i marzyła o tym, by fakt ten nigdy nie wyszedł na jaw. We wcześniejszych etapach kręcenia filmu planowała wraz z reżyserem "uśmiercenie" Lutza Ebersdorfa i podtrzymywanie tej wersji wydarzeń bez względu na krążące plotki. Aktorka została ucharakteryzowana na 80-letniego mężczyznę przez słynnego makijażystę Marka Couliera. Nagrodzony Oscarem artysta pracował z aktorką już wcześniej - jest autorem jej zachwycającej charakteryzacji do fiWiese/FaceToFace/REPORTEREast News
Bardzo udane okazały się role Swinton także u włoskiego reżysera Luki Guadagnino. W "Nienasyconych" (2015) zachwycała urodą, wigorem i... fascynującymi kreacjami, które przygotował dla niej Dior. W filmie kręconym na pięknej włoskiej wyspie Pantelleria i nawiązującym tytułem do obrazu Davida Hockney'a z 1967 roku, aktorka wcielała się w legendarną gwiazdę rocka, która ze swoim młodym kochankiem ucieka przed zgiełkiem show-biznesu, by spędzić upragniony urlop na oddalonej od świata, sąsiadującej ze słoneczną Sycylią, wysepce.Fox Searchlight / Everett CollectionEast News
Jakiś czas temu Swinton zagrała również, co raczej rzadko jej się zdarza, w typowej komedii. Oglądaliśmy ją w "Wykolejonej" (2015) Judda Apatowa. Aktorka zaskoczyła swoich fanów jeszcze bardziej, gdy pojawiła się w... ekranizacji komiksów Marvela. W filmie "Doktor Strange" (2016) Scotta Derricksona, wcieliła się w Starożytną, mentorkę tytułowego bohatera. Swoją rolę powtórzyła w najbardziej kasowym filmie w historii, czyli superprodukcji "Avengers: Koniec gry" (2019) braci Russo.
Największe sukcesy odnosiła jednak w niezależnych i ambitnych produkcjach: "Strefa wojny" (1999), "Na samym dnie" (2001), "Młody Adam" (2003) czy "Broken Flowers" (2005). Przełomem w jej karierze okazała się rola Karen Crowder, bezwzględnej prawniczki wielkiej korporacji w filmie "Michael Clayton" (2007) Tony'ego Gilroya, za którą została nagrodzona Oscarem. Od tego czasu jest na ustach wszystkich i nie narzeka na brak aktorskich propozycji.
Krótko po zdobyciu Oscara aktorka wystąpiła u braci Coen, szybko stając się jedną z ich ulubienic. W komedii "Tajne przez poufne" (2008) wcieliła się w Katie Cox, żonę znerwicowanego agenta CIA (John Malkovich), który po stracie pracy decyduje się spisać swoje wspomnienia. Ona natomiast stwierdza, że to idealny moment na rozstanie i związanie się ze swym kochankiem, niezbyt rozgarniętym kobieciarzem granym przez... George'a Clooneya, czyli odtwórcę tytułowej roli w "Michaelu Claytonie". Swinton otrzymała za swoją kreację nominację do nagrody BAFTA dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Po raz drugi zagrała u braci w muzycznej komedii "Ave, Cezar!" (2016), w której wcieliła się w siostry bliźniaczki, pracujące dla rywalizujących ze sobą czasopism plotkarskich.
Co ciekawe, taka postawa artystyczna niespecjalnie pasuje do pochodzenia Swinton, która dzieciństwo spędziła w zamku w Berwickshire, własności jej rodu od IX wieku, a wychowywała się w szkockiej rodzinie szlacheckiej, której drzewo genealogiczne sięga 36 pokoleń wstecz! Dla Tildy, która ma dyplom z dwóch fakultetów, według zasad panujących w wysokich sferach, mimo dobrego wykształcenia, nie planowano innej kariery, niż rola żony u boku arystokraty, ale artystka zbuntowała się przeciw własnym korzeniom.
Najlepszą kreację w ostatnim czasie aktorka stworzyła jednak nie w jednym z wymienionych filmów, ale w niezależnej produkcji Lynne Ramsay "Musimy porozmawiać o Kevinie" (2011). Wcieliła się w nim w kobietę, która gdy dowiaduje się, że będzie miała dziecko, rzuca karierę i całą swoją uwagę skupia na małym Kevinie. Jednak bycie mamą nie jest wcale takie proste, a Kevin (Ezra Miller) nie jest zwykłym dzieckiem. Matka szybko traci kontrolę nad diabolicznym synem, a ten zmienia jej życie w prawdziwy koszmar.
Coenowie nie są wyjątkiem - Swinton pracuje z najbardziej uznanymi współczesnymi reżyserami. Aktorka zagrała znaczące role w obrazach: "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" (2008) Davida Finchera, "The Limits of Control" (2009), "Tylko kochankowie przeżyją" (2013) i "Truposze nie umierają" (2019) Jima Jarmuscha, "Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom" (2012), "Grand Budapest Hotel" (2014) i "Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun" (2020) Wesa Andersona, "Teoria wszystkiego" (2013) Terry'ego Gilliama czy "Snowpiercer: Arka przyszłości" (2013) i "Okja" (2017) Bonga Joon-ho.
Wyznaje, że gdy zakłada spodnie, ludzie mówią do niej "proszę pana", stąd często mówi się o niej w kontekście hermafrodytyzmu, a ponadto uważana jest za ikonę brytyjskich gejów. Zapracowała sobie na to zarówno urodą i androgyniczną posturą, jak i konsekwentnym wyborem skomplikowanych ról, często przekraczających ograniczenia jednej płci. W takim wcieleniu dała się poznać m.in. w filmach Dereka Jarmana, "Orlandzie" (1992) Sally Potter (zagrała tam chłopca skazanego na wieczną młodość), "Man to Man" (1992) Johna Maybury'ego (była tam żoną, która czekając na powrót męża z wojny, zaczyna się w niego przeistaczać) czy w "Constantine" Francisa Lawrence'a (2005), gdzie zagrała archanioła Gabriela, idealnego hermafrodytę.
Już w czasach studenckich występowała na deskach teatrów i postanowiła kontynuować tę przygodę. Utwierdził ją w tym przekonaniu wspomniany Jarman, artysta, gej i outsider, u którego wystąpiła we wszystkich filmach aż do jego śmierci na AIDS w 1994 roku. Po odejściu swojego mentora Swinton wycofała się na dwa lata, ale powróciła w wielkim stylu, rozpoczynając przygodę także z komercyjnym, a nie jak dotąd wyłącznie ambitnym kinem. Wystąpiła w "Niebiańskiej plaży" (2000), "Vanilla Sky" (2001), wspomnianym "Constantine" i trzech częściach "Opowieści z Narnii".
"Napisałam w nim: 'Mam nadzieję, że będziesz żyć długo i zawsze otoczona wspaniałymi psami i wspaniałymi przyjaciółmi'. Przeczytałam to i pomyślałam: Tak! Nie mam jeszcze 80 lat, ale idę w dobrym kierunku. Jestem dumna, że już wtedy wiedziałam, co podkreślić. A wyobraź sobie, że mogłam napisać: 'Mam nadzieję, że jesteś naprawdę bogata i masz obraz Picassa'. Rozczarowałabym samą siebie" - stwierdziła w wywiadzie dla "Esquire".
Nastoletnia Tilda pragnęła zostać poetką, dlatego zdecydowała się studiować literaturę angielską na Uniwersytecie Cambridge. Po pierwszym semestrze zajęć odkryła nową pasję - aktorstwo. Wtedy jeszcze nie wiązała z nim przyszłości. Występowała na scenie wyłącznie dla zabawy. Po studiach rozpoczęła pracę w Royal Shakespeare Company. Jak później przyznała, zrobiła to ze względu na przyjaciół, z którymi chciała pracować. Teatr nigdy nie był do końca jej bajką. "Szukałam filmu" - skwitowała na łamach "The Guardian".
Znalazła go dzięki reżyserowi, malarzowi i poecie Derekowi Jarmanowi, którego poznała niedługo po opuszczeniu Royal Shakespeare Company i który zaproponował jej rolę Leny w jednym ze swoich najsłynniejszych dzieł - filmowej biografii włoskiego malarza barokowego "Caravaggio" (1986). A później m.in. pielęgniarki w "Wojennym requiem" (1989), Madonny w "Ogrodzie" (1990) i królowej Izabelli w "Edwardzie II". Ta ostatnia w 1991 r. zapewniła jej nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Wenecji.
"Przez dziewięć lat pracowaliśmy z Derekiem w bardzo rodzinnej atmosferze, całkowicie zbudowanej na przyjaźni między nami i grupą współpracowników. Niestety, w 1994 r. wraz z jego śmiercią to się skończyło, ale wtedy miałam już wyrobiony nawyk pracy opartej na przyjaźni. Dobra wiadomość jest taka, że są też inne osoby, które chcą pracować w ten sposób" - powiedziała E. Ninie Rothe.
Jedną z nich okazała się Sally Potter, która w 1992 r. obsadziła Tildę w tytułowej roli w adaptacji książki Virginii Woolf "Orlando". "Po pięciu latach przygotowań do 'Orlanda' zimą w końcu znalazłyśmy się na lodowisku w Leningradzie, gdzie kręciłyśmy scenę bankietu. Po pierwszym ujęciu zaczęłyśmy się przytulać, na zmianę śmiejąc się i płacząc. Oto przybyłyśmy. Współpraca z kimś, kto ma ochotę posunąć się w sztuce tak daleko jak to możliwe, daje ogromną radość" - wspominała Sally Potter, cytowana przez Time Out Film.
W ocenie Lynn Hershman-Leeson, u której Swinton zagrała w "Teknolust" (2002) i "Niebezpiecznej kulturze" (2007), "zarówno na planie - jak i poza nim - subtelny humor, ironia i totalne roztargnienie Tildy sprawiają, że przebywanie z nią jest tak wspaniałe". Także Jim Jarmusch, który powierzył aktorce role m.in. Penny w "Broken Flowers" (2005), Eve w "Tylko kochankowie przeżyją" (2013) i Zeldy w "Truposze nie umierają" (2019), od razu poczuł z nią twórczą więź.
"Tylko kochankowie przeżyją" [trailer]
"Spotkaliśmy się po raz pierwszy 20 lat temu w Los Angeles na koncercie zespołu The Darkness. Miała na sobie błyszczące buty na platformie w stylu Davida Bowiego i górowała nade mną. Z jakiegoś magicznego powodu natychmiast poczuliśmy bliskość, a nasza przyjaźń i współpraca wydawały się nieuniknione" - opowiadał "Time Out Film".
"Truposze nie umierają" [trailer]materiały dystrybutora
Popularność w Hollywood zapewniły Tildzie kreacje w "Niebiańskiej plaży" Danny’ego Boyle’a (2000), w której wystąpiła u boku Leonarda DiCaprio, "Vanilla Sky" Camerona Crowe’a (2001), gdzie spotkała się na planie z Tomem Cruisem, Cameron Diaz i Penelope Cruz, dwóch częściach "Opowieści z Narnii" Andrew Adamsona (2005 i 2008), a także "Na samym dnie" Scotta McGehee i Davida Siegela, za którą w 2002 r. została nominowana do Złotego Globu.
Kolejną nominację do tej nagrody - a także Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej i statuetkę BAFTA - zdobyła w 2008 r. za drugoplanową rolę prawniczki Karen Crowder w "Michaelu Claytonie" Tony'ego Gilroya.
AFP
AFP
AFP
AFP
AFP
AFP
AFP
AFP
AFP
"Nie pamiętam, co mówiłam, odbierając Oscara i nie przypominaj mi tego. Co zabawne, do tamtego momentu nigdy nie oglądałam ceremonii oscarowej w telewizji. Wiedziałam, że to wielka sprawa, ale nie miało to żadnego realnego wpływu na moje życie. Pamiętam, że byłam trochę rozczarowana, że uroczystość nie była wspanialsza i że nie odbywała się w większej sali" - mówiła dziennikarzowi "Rolling Stone", cytowana przez portal IndieWire.
Ostatnio Swinton można oglądać na wielkim ekranie w średniometrażowej, luźnej adaptacji monodramu Jeana Cocteau "Ludzki głos" w reżyserii Pedra Almodovara, czyli pierwszym anglojęzycznym filmie hiszpańskiego twórcy. Gra porzuconą kobietę, która w rozmowie telefonicznej żegna się z ukochanym.
"Ludzki głos" [trailer]materiały prasowe
Akcja osadzona jest w pięknym, wielobarwnym mieszkaniu, z którego kochanek bohaterki jeszcze nie zabrał swoich rzeczy. Przestrzeń mieści się w studiu filmowym, co potęguje wrażenie samotności i izolacji kobiety. W momentach smutku i rozpaczy towarzyszy jej wyłącznie pies byłego partnera. Światowa premiera obrazu odbyła się we wrześniu ub.r. na festiwalu w Wenecji. Wtedy też Swinton odebrała Złotego Lwa za całokształt twórczości.
"Marzyłem o pracy z nią. Znamy się od dawna. Spotykaliśmy się na wielu czerwonych dywanach i uroczystościach wręczenia nagród. Zawsze ją kochałem, ale uwielbiam ją także jako artystkę. Kiedy zaproponowałem jej udział w filmie, zareagowała bardzo entuzjastycznie. Sprawiła, że wszystko to, co dzieje się przed kamerą, stało się możliwe" - przyznał hiszpański reżyser w jednym z wywiadów.
Filmowi towarzyszy rozmowa ze Swinton i Almodovarem, w której artyści opowiadają o kulisach pracy nad "Ludzkim głosem", inspiracjach i miłości do zwierząt. Reżyser zapowiada jednocześnie, że to nie koniec ich współpracy. Co na to Tilda? "Kilka razy w życiu miałam zaszczyt wkroczyć w ramy, które bardzo dobrze znam - np. w przypadku Beli Tarra czy Wesa Andersona - i to jest podróż. Jeśli chodzi o Pedra, jego kolory, otoczenie, postaci, gesty są tak rozpoznawalne, tak szczególne, że jestem gotowa przekroczyć ten próg praktycznie w ciemno" - podkreśliła w "The Guardian".