Reklama

"Terminator": Rola w cenie lunchu

Nim Arnold Schwarzenegger przyjął rolę w "Terminatorze", umówił się na lunch z reżyserem Jamesem Cameronem i producentami. Choć wbrew panującemu obyczajowi to aktor musiał za niego zapłacić, nie zniechęciło to go do zaangażowania się w projekt. 26 października minęło 35 lat od premiery kultowego filmu.

Arnold Schwarzenegger w scenie z "Terminatora"

Wiosną 1983 r. Schwarzenegger był na fali sukcesu po premierze "Conana Barbarzyńcy". Mimo że miał już zakontraktowane kolejne części przygód prehistorycznego siłacza, rozglądał się za innymi scenariuszami, głównie filmów wojennych i sensacyjnych. Z wytwórni Orion Pictures otrzymał scenariusz produkcji pt. "Terminator". "Był naprawdę dobrze napisany, wciągający i pełen akcji, ale fabuła wydała mi się dziwna" - taka była pierwsza reakcja Schwarzeneggera po lekturze.

Reklama

Zaaranżowano lunch, na którym aktor miał spotkać się z ludźmi, którzy stali za projektem "Terminatora". Młodym, szerzej nieznanym reżyserem Jamesem Cameronem, który do tej pory zrobił tylko jeden film zatytułowany "Pirania II: Latający mordercy" i producentami Johnem Dalym i Gale Anne Hurd. Pierwotnie planowano, że tytułowego robota-zabójcę zagra O.J. Simpson, a Schwarzenegger wcieli się w Kyle'a Reese'a, który ma powstrzymać go przed zgładzeniem Sary Connor. Reżyser zauważył jednak, że to postać cyborga, a nie Reese'a, wzbudziła żywe zainteresowanie Schwarzeneggera - aktor długo rozprawiał, jak można by podejść do tej osobliwej roli. "A może ty byś zagrał Terminatora?" - rzucił w końcu Cameron.

"Obiecałem, że ponownie przeczytam scenariusz i się zastanowię. Tymczasem podano rachunek. W Hollywood aktor nigdy nie płaci. Ale John Daly nie mógł znaleźć portfela. Gale Anne Hurd nie wzięła torebki, a Cameron stwierdził, że on także nie ma pieniędzy. Scena, kiedy tak stali i grzebali w kieszeniach, wyglądała jak żywcem wyjęta z komedii" - wspominał Schwarzenegger w autobiografii "Pamięć absolutna. Nieprawdopodobnie prawdziwa historia mojego życia".

"W końcu powiedziałem: 'Mam czym zapłacić'. Od czasu, gdy musiałem pożyczyć od Marii (swojej partnerki, Marii Shriver - przyp. red.) na bilet lotniczy, nie wychodziłem z domu bez tysiąca dolarów w gotówce i karty kredytowej z nieograniczonym limitem wydatków. Uregulowałem więc rachunek, wprawiając ich w głębokie zażenowanie" - opowiada gwiazdor. Już następnego dnia Schwarzenegger zadzwonił do Camerona, by powiedzieć mu, że zagra maszynę. Aktor dostał przyzwoitą gażę - 750 tys. dolarów za sześć tygodni na planie filmowym w Los Angeles.

Film, który wszedł na ekrany kin na tydzień przed Halloween 1984 r., okazał się sensacją. Przez sześć tygodni był numerem jeden w Stanach Zjednoczonych i przyniósł blisko 100 mln dol. wpływów, kosztując zaledwie sześć i pół miliona.

Uniwersum filmów "Terminator" składa się łącznie z sześciu tytułów. Najnowszy z nich - "Mroczne przeznaczenie" trafi do kin 8 listopada. Fanów serii ucieszy fakt, że do obsady wróciła Linda Hamilton, która kreowała Sarę Connor w dwóch pierwszych częściach. Na ekranie nie zabraknie oczywiście Schwarzeneggera. "Mroczne przeznaczenie" będzie pierwszym od 28 lat obrazem o Terminatorze współtworzonym przez pomysłodawcę tej filmowej serii - Jamesa Camerona, który tym razem pełnił rolę producenta.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Terminator

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje