Reklama

Reklama

"Sztuka kochania": Pamiętna rola Ewy Sałackiej

"Jedynym niezawodnym lekarstwem wszelkich zaburzeń jest miłość" - mówi doktor Pasikonik, główny bohater komedii Jacka Bromskiego "Sztuka kochania". Najwięcej emocji wśród męskiej części widowni wywołała zdecydowanie Ewa Sałacka w roli sekretarki Pasikonika.

Piotr Machalica i Ewa Sałacka w filmie "Sztuka kochania"

Film Jacka Bromskiego "Sztuka kochania" (1989) powstawał w czasach, kiedy w Polsce obradował "okrągły stół", a publiczność i większość krytyków wciąż oczekiwała, że film będzie spełniał społeczną misję.

W takich okolicznościach reżyser głośnej w 1987 roku produkcji "Zabij mnie glino" postanowił nakręcić... erotyczną komedię.

"Powołany na krótko przed przełomem 1989 roku przez Juliusza Machulskiego i Jacka Bromskiego zespół filmowy Zebra jawnie stawiał na kino rozrywkowe, nobilitował gatunki kina popularnego, programowo pracując na to, by jego produkcja nie kojarzyła się ze społeczną misją kina" - czytamy na stronie Culture.pl.

Reklama

"Nie udaję, że jestem mądrzejszy niż mój film, nawet jeśli jestem" - tak mówił Jacek Bromski w 1989 roku w wywiadzie dla magazynu "Kino".

Głównym bohaterem komedii Jacka Bromskiego jest Olgierd Pasikonik (w tej roli Piotr Machalica), znany w całym kraju seksuolog i autor popularnej rubryki porad sercowych w poczytnym piśmie. Za jego poradą jedna z czytelniczek, Anna (Joanna Trzepiecińska) ucieka sprzed ołtarza. Teraz jej narzeczony żąda od Pasikonika wyjaśnień, a jego narzeczona niespodziewanie postanawia zostać... pomocą domową w domu seksuologa.

To nie koniec kłopotów Pasikonika. Jedną z wielbicielek znanego z telewizyjnych występów seksuologa jest Eliza (Ewa Ziętek). Próbując uwieść Pasikonika przekonuje się, że erotyczna sprawność doktora pozostawia wiele do życzenia. Przytłoczony kłopotami seksuolog udaje się po poradę do swego przyjaciela - psychoanalityka, dr Sapersteina (Jerzy Bończak). Recepta na jego problemy seksualne jest jedna: Pasikonik musi znaleźć dziewczynę, która nie interesuje się seksem.

W filmie "Sztuka kochania" widzowie mogli oglądać na ekranie w negliżu najpopularniejsze polskie aktorki, m.in. Joannę Trzepiecińską, Ewę Sałacką, Ewę Ziętek czy Annę Romantowską.

Ta ostatnia zresztą, ówczesna żona reżysera, wcieliła się w filmie w postać wyzwolonej Teresy, która "nie chodzi dwa razy do łóżka z tym samym mężczyzną".

Najwięcej emocji wśród męskiej części widowni wywołała zdecydowanie Ewa Sałacka w roli sekretarki Pasikonika. Jej nagie ciało odgrywa główną rolę w zajęciach grupowej psychoterapii w klinice doktora. Sam reżyser tak wspominał pracę z aktorką: "Była zauważalna, przez jej urodę i urok osobisty. No i z tej roli, przecież nie takiej dużej, zrobiła coś co wszyscy pamiętają".

W filmie pojawiło się wiele tekstów, które do dzisiaj cytują fani kina. Oto niektóre z nich!

"Kobieta ma takie samo prawo wyszumieć się przed ślubem jak mężczyzna. Natura często obdarza kobietę większym temperamentem, a możliwości ma praktycznie nieograniczone"; "Słuchaj, jesteś kobietą, więc nie wymagam od ciebie logiki"; "Sam fakt, że mieszkam pod jednym dachem z kobietą, wyzwala we mnie pantoflarza"; "Neoromantyzm pachniał mi zawsze kalekim erotyzmem".

Film "Sztuka kochania", choć nie zyskał wielu entuzjastycznych recenzji, podobał się widzom. Pod koniec lat 90. XX wieku komedia była jedną z najchętniej oglądanych produkcji w naszym kraju.

Jacek Bromski deklarował już wtedy, że jest zwolennikiem traktowania sztuki filmowej jako rzemiosła i dla swych filmów szuka widowni masowej. Udowodnił to w następnych latach, kręcąc takie przeboje kinowe, jak "U Pana Boga za piecem" czy "Kariera Nikosia Dyzmy".


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje