Reklama

Reklama

Szpieg, który doradzał Angelinie Jolie

Melissa Mahle, były szpieg CIA, to kobieta, która o ukrywaniu się i przybieraniu wielu osobowości wie prawie wszystko. Prawdy o niej nie znała nawet jej własna matka. Ostatnio jednak Mahle stała się osobą publiczną, prawie gwiazdą, ponieważ to ona doradzała Angelinie Jolie na planie jej najnowszego szpiegowskiego thrillera "Salt".

"Melissa Boyle Mahle. I to moje prawdziwe imię" - przedstawiła się dziennikarce "Telegraph" wysoka blondynka z przeszywającymi, niebieskimi oczami - ta sama, która przez 14 lat wielokrotnie używała innych imion, a nawet przebierała się za mężczyzn.

Wyrzucona z pracy z powodu "błędu operacyjnego", dziś pracuje jako doradca ds. polityki zagranicznej, a całkiem ostatnio przyjęła angaż z Hollywood i doradzała twórcom i aktorom thrillera "Salt", w którym Angelina Jolie wciela się w agentkę CIA Evelyn Salt. Rola ta ma być luźno oparta o doświadczenia Mahle i innych amerykańskich szpiegów.

Reklama

"Byłam pod ogromnym wrażeniem, kiedy spotkałam Angelinę. Wykazała duże zaangażowanie, żeby zrozumieć, nie tylko, kim jest prawdziwy agent CIA, ale również, jakie motywy stoją za naszymi działaniami. Chciała dokładnie wiedzieć, co mogłabym wiedzieć czy zrobić" - mówi Mahle, która pracowała przede wszystkim na Środkowym Wschodzie.

Mahle nadała scenariuszowi więcej autentyczności. "Początkowo nie był zbyt realny. Chociaż miał dobre założenia - kwestia uśpionych rosyjskich szpiegów jest znowu bardzo aktualna. Mahle nawet żartuje, że to Hollywood zaaranżowało przechwycenie w Stanach siatki rosyjskich szpiegów, aby wypromować "Salt".

"To pokazuje, jak prawdziwa jest historia, która stoi za filmem. Że może pojawić się taka Anna Chapman czy kimkolwiek naprawdę nie jest i w sposób niezauważony przeniknąć do naszego społeczeństwa. Chapman wyglądała jak mieszkanka Nowego Jorku, zachowywała się w taki sposób i bardzo dobrze wpasowała się w otoczenie - oczywiście nie wystarczająco dobrze, aby nie wzbudzić podejrzeń FBI. Ale bawi mnie, kiedy ludzie są zszokowani i mówią 'Ojej, Rosjanie nas szpiegują!'. Oczywiście, że Rosjanie nas szpiegują, tak jak i my szpiegujemy ich" - tłumaczy była agentka.

W "Salt" nie brakuje zapierających dech w piersiach scen: strzelanin, pościgów samochodowych, śmiertelnych niebezpieczeństw czyhających za każdym rogiem. Czy życie Mahle faktycznie tak wyglądało?

"Wiele razy byłam przerażona. To, że nie zostałeś złapany, nie znaczy, że cię nie obserwują. To gra o przetrwanie. Ale jest misja, którą trzeba wykonać" - mówi Mahle.

W filmie Angelina Jolie co chwila zmienia się nie do poznania, używa nawet lateksowych masek na twarz. "Nie mogę ujawnić, czy używałam takich masek, ale wielokrotnie występowałam w przebraniu. Czasem to były drobne rekwizyty, jak na przykład para okularów, które zmieniają kształt twarzy. Czasem peruki, lokalne ubrania, jednym słowem garderoba prosto z Hollywood" - mówi Mahle.

Z Fabryki Snów agenci zapożyczają znacznie więcej. Mahle uczestniczyła m.in. w kursie make-up, podczas którego eksperci nauczyli ją, jak ucharakteryzować się na mężczyznę. Jednak to bycie kobietą ma dodatkowe plusy, gdy działa się w ukryciu. "Jako kobieta wydaje się, że nie stanowię zagrożenia" - mówi Mahle.

Jej praca polegała na budowaniu relacji z informatorami i rządziły nią twarde zawodowe warunki - żadnych romansów czy uczuć. "Do tego potrzeba dużych umiejętności manipulowania. Nakłania się ludzi do czegoś nienaturalnego - zdradzania ich ojczyzny. Jednak nigdy nie zrobiłam niczego, po czym nie mogłabym zasnąć i miałam poczucie, że działam dla słusznej sprawy i w interesie rządu USA".

Mahle spędziła większość z 14 lat swojej pracy w Zatoce Perskiej, terytoriach okupowanych i w północnej Afryce. Na krótko przed misją - zgodnie ze specjalnym, tajnym protokołem - poślubiła swojego długoletniego chłopaka z Kalifornii. Prawdziwy ślub odbył się trzy miesiące później - goście nie mieli pojęcia, że para jest już oficjalnie małżeństwem. Nikt oprócz męża nie miał też pojęcia o zawodzie Mahle, ponieważ CIA wykreowało dla niej fałszywą pracę, za którą ukrywała się nawet przed własnymi rodzicami.

"Gdy ciągle się kłamie to w pewnym momencie zapomina się, co się powiedziało" - mówi była agentka, która w młodości chciała być nauczycielką muzyki. Studiowała nawet muzykę w Berkley, ale tam usłyszała, że nie jest wystarczająco dobra. Zafascynowana Egiptem skończyła archeologię i tak poznała kulturę i języki krajów Wschodu. "Nie miałam pojęcia, że ta ścieżka poprowadzi mnie do CIA, więc można powiedzieć, że jestem szpiegiem z przypadku".

Mąż towarzyszył jej podczas wyjazdów, jednak jak przyznała w skali od 0 do 10 jego wiedza na temat zagadnień, którymi się zajmowała wynosiła około 1,5. "Taki brak wiedzy wymaga w związku ogromnego zaufania. To wspaniały, cierpliwy człowiek, bo zawód szpiega to prawdziwy niszczyciel małżeństw" - mówi Mahle.

Po 10 latach pracy w ukryciu na świat przyszła jej córka Hana. Rozpoczęła się prawdziwa walka z czasem - rozdarcie między życie zawodowe a opiekę nad dzieckiem. Małą zabrała nawet na spotkanie z Yasserem Arafatem. Jako matka była jednak mniej skłonna narażać własne życie. Jednak z pracy nie zrezygnowała dopóki to sama agencja nie wysłała jej na emeryturę.

"Po takim czasie trudno jest ustalić, kim się jest. Wszystkie osobiste poglądy są wyparte. Nie ma się własnego zdania" - mówi Mahle, która nawet musiała nauczyć się od podstaw...mówienia prawdy. Jednym ze sposobów ujrzenia na nowo swojej przyszłości było symboliczne wejście na Kilimandżaro.

Efekty jej współpracy z Angeliną Jolie i twórcami "Salt" będzie można w Polsce oglądać już od 27 sierpnia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje