Reklama

"Sprzymierzeni": Miłość w czasie wojny

​Robert Zemeckis, wizjonerski twórca "Forresta Gumpa", "Cast Away: Poza światem" i "Lotu", przedstawia wojenny thriller szpiegowski z pełnym pasji dramatem miłosnym w tle. Max i Marianne, dwoje zabójców, którzy mogą być swoimi drugimi połówkami albo śmiertelnymi wrogami. A może jednym i drugim? W rolach głównych zobaczymy laureatkę Oscara Marion Cotillard oraz wielokrotnie nominowanego do Nagrody Akademii Brada Pitta. To przez ten film rozpadło się małżeństwo tego ostatniego i Angeliny Jolie?

Brad Pitt i Marion Cottilard w scenie z filmu "Sprzymierzeni"

Jest rok 1942, 26 państw podpisało Deklarację Narodów Zjednoczonych, tworząc siły alianckie walczące z nazistowskimi Niemcami. W okupowanej Casablance ląduje kanadyjski lotnik Max Vatan, by pozbyć się ambasadora Niemiec. Dołącza do działaczki francuskiego Ruchu Oporu, Marianne, którą przedstawia jako swoją żonę. Wkrótce zakochują się w sobie naprawdę. Po akcji, przenoszą się do Londynu, gdzie ich uczucie pogłębia się i umacnia. Ale nadchodzi dzień, w którym Max dowiaduje się, że jego małżeństwo może być wielkim oszustwem.

Reklama

Są takie historie, których nie sposób zapomnieć. Jedną z nich była ta, o której usłyszał kiedyś Steven Knight, scenarzysta "Sprzymierzonych", historia dwojga szpiegów wojennych, którzy zakochali się w sobie szaleńczo, a kiedy na jaw wyszły ich prawdziwe tożsamości, los postawił ich naprzeciw sobie w śmiertelnej rozgrywce. Mówi się, że na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone. Ale kiedy te dwa żywioły zderzą się ze sobą, nic nie jest już takie proste...

Historia, która nie mogła wyjść z głowy Knighta, skoncentrowała się w scenariuszu wokół kanadyjskiego szpiega i francuskiej nauczycielki, która przystąpiła do Ruchu Oporu. I kiedy połączyło ich gorąco uczucie, tożsamość jednego z nich została brutalnie ujawniona, wystawiając miłość na niebezpieczną próbę. Romanse między działaczami wojennymi nie były niczym nadzwyczajnym. W obliczu wiecznego zagrożenia, pod fałszywą tożsamością, łatwiej było znieść stres i cierpienie, kiedy do drzwi pukała miłość. Ale to za taką miłością stały największe dramaty. Kiedy dwoje agentów zakochiwało się w sobie, nie znając prawdziwej tożsamości partnera, groziło to często sytuacją, jaką zobaczymy w kinie. Komu należy zachować wierność? Miłości czy narodowi?

Steven Knight uczynił głównym bohaterem scenariusza Maxa Vatana, pracującego dla brytyjskiej tajnej agencji rządowej Special Operations Executive (Kierownictwo Operacji Specjalnych), prowadzącej akcje dywersyjne i wspierającej ruch oporu w państwach objętych działaniami wojennymi. Następnie scenarzysta stworzył postać enigmatycznej, czarującej kobiety, której sile i urokowi nie mógł się oprzeć nawet tak doświadczony działacz, jak Vatan. Marianne jest sprytna, wyrachowana, twarda, piękna, mądra. Jej jedyną wadą jest to, że być może nie mówi prawdy. Być może nie mówi jej nigdy. - Błędem, który popełniają ludzie w takich sytuacjach, jest czucie - mówi Marianne w jednej ze scen filmu. Od chwili poznania Max i Marianne poddają się wzajemnie nieustającym testom, sprawdzają, weryfikują. Ale też nie potrafią oprzeć się sobie. Aż w końcu Max musi zadać sobie być może najtrudniejsze pytanie: Czy ona, jego żona, matka jego dziecka, jego miłość jest zdrajczynią?

- Już dawno nie mieliśmy możliwości oglądania w kinie wojennego thrillera zrobionego z rozmachem, a zarazem tragicznej i poruszającej love story - opowiada Graham King, producent. - To tego rodzaju historia, która poraża bogactwem treści i wątków; rzadkie w ostatnich czasach kinowe doświadczenie. To film o tym, czym jest wojna i o tym, co może zrobić z pięknem miłości.

Opowiadacz historii

Któregoś dnia, a szukałem właśnie kogoś, kto umiałby opowiedzieć tę historię w nowoczesny sposób, do mojego biura wszedł Robert Zemeckis. Nie znałem go osobiście, ale - co naturalne - od zawsze byłem jego fanem. Robert wszedł i powiedział "Kocham scenariusz Steve'a Knighta i chcę zrobić ten film". Mając po swojej stronie Zemeckisa, wiedziałem, że mam to, co najważniejsze, bo on będzie potrafił, jak nikt inny, przełożyć tę historię na język filmu. To dzięki niemu "Sprzymierzeni" wyglądają tak, jak wyglądają. Również dzięki niemu udało nam się pozyskać Brada i Marion. Robert być może rzeczywiście znany jest jako wielki innowator filmowy, technologiczny geniusz, ale pamiętajmy, że to przede wszystkim znakomity opowiadacz historii. Niełatwo znaleźć kogoś, kto łączyłby w sobie te dwie rzadkie umiejętności - wspomina producent, Graham King.

Wtóruje mu Steve Starkey, który współpracuje z Zemeckisem od czasu "Kto wrobił królika Rogera": - Kiedy chcesz stworzyć widowisko filmowe na wielką skalę, Robert Zemeckis po prostu musi przyjść ci na myśl. To ten rodzaj filmowca, który kocha opowiadać wielkie historie. Sam Zemeckis przyznaje, że zakochał się w tej opowieści, właściwie w momencie, kiedy rozpoczął lekturę scenariusza: - Jest tu tak dużo z klasycznej miłosnej historii, ten duch romansu... Jako reżyser najbardziej lubię poruszać widownię, wzruszać ją. A kiedy mamy historię tak mocną, tak zatopioną w uczuciach, z tyloma zmianami akcji, twistami fabularnymi, nie jest to trudne. To idealna historia dla reżyserów takich jak ja, ponieważ lubię, kiedy publiczność jest poruszona. I wiem, jakich użyć do tego narzędzi.

Zemeckis podszedł do tej historii, stawiając sobie podstawowe pytania: Czy ja naprawdę cię znam? Czy na pewno mogę ci ufać? Czy byłabyś zdolna, by mnie zdradzić? Co zrobiłabyś, by ocalić to, co mamy? - "Sprzymierzeni" to zdecydowanie opowieść o zdradzie. Musi więc pojawić się pytanie o reakcję, kiedy dowiadujemy się, że ktoś kogo kochamy, nie jest tym, za kogo go uważaliśmy - opowiada Zemeckis. - To coś, co zdarza się w życiu, ale w sytuacji Maxa i Marianne punkt wyjścia jest przecież inny - oni poznają się, udając kogoś, kim nie są. Prawda jest dla nich niemal nieuchwytna. Czym więc jest w ich przypadku zaufanie? I jak właściwie możesz rozmawiać z kimś, kogo kochasz, skoro wiesz, że twoich słów słucha wróg?

W tym wszystkim reżyser skupił się nie wyłącznie na dramacie wojny, ale także na szczęściu, jakie wiąże się z przeżyciem. Z każdym nowym dniem. Londyn bombardowany był nocami, za dnia w mieście toczyło się prawie normalne życie. - To nawet było hasło mieszkańców miasta "Przetrwać". Chciałem więc to uchwycić w filmie. W świecie pogrążonym w machinie wojny, czasem jest ona w tle wydarzeń, czasem wysuwa się na pierwszy plan, ale ludzie chcą żyć możliwie najnormalniej jak się da. Ponieważ wiedzą, że mogą zginąć w każdej chwili. To świat, który chce oszukać śmierć w każdy możliwy sposób. Odnosi się to także do Maxa i Marianne. Przecież ich miłość powstaje na gruzach, jej fundamentem jest lęk, wojna.

Pan i pani Vatan

Max Vatan jest wyszkolony przez najlepszych, pracuje przecież dla brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych. Jest skupiony na celu, na rozkazach. Jest szpiegiem. Wie doskonale, co może powiedzieć, co musi ukryć. Może tkwić w swoim kanadyjskim mundurze, ale w każdej chwili może stać się kimś innym. A jednak żadne treningi, żadne szkolenia nie zdołały przygotować go na spotkanie z kobietą taką, jak Marianne Beauséjour. Dla dobra akcji dywersyjnej przez jakiś czas mają udawać parę. I choć umysł podpowiada Maxowi, że nie wolno mu angażować się w tę relację, serce podpowiada mu co innego. Kiedy więc, wbrew wszystkiemu, udawana para staje przed prawdziwą miłością, wspólnie wyruszają w miłosną misję, jakiej nie mogli przewidzieć.

- Brad jest zawsze zniewalającym aktorem - zachwyca się Robert Zemeckis. - Ale w tym filmie jest nieco inny od tego, co pokazał nam wcześniej. W jakimś sensie jest "zdradliwy", zdradza samego siebie. Poznajemy go przecież jako mistrza kamuflażu, ale niebawem staje się człowiekiem zagubionym, wstrząśniętym bólem, a przede wszystkim człowiekiem przerażonym, bojącym się tego, co właśnie zaserwowało mu życie. I z całą pewnością mogę powiedzieć, że Brad naprawdę dorósł do tej roli. Jego emocjonalny występ jest znakomity.

- Brad zdradził mi - opowiada Graham King, producent - że chciał stworzyć tę postać za pomocą minimalnych środków aktorskich, zagrać faceta, który jest cichy, raczej obserwujący otoczenie niż je wypełniający, ale kiedy pojawia się zagrożenie - reagujący natychmiast. To właśnie sprawia, że może przeżyć wojnę. Podobnie reaguje, gdy dowiaduje się o rzekomej zdradzie Marianne. Nikt nie potrafi tak grać na emocjach, jak właśnie Brad. Za każdym razem publiczność podąża za jego wyborami i trzyma kciuki za jego bohaterów. Włożył w tę rolę całe serce.

Ciekawostką jest scena, w której Max i Marianne spotykają się po raz pierwszy w klubie nocnym w Casablance. Kiedy widzą się po raz pierwszy w filmie, robią to również po raz pierwszy na planie. Wcześniej nie mieli wspólnej sceny. Widz może dzięki temu posunięciu oglądać rozwój ich relacji, budowanej w realnym czasie. Siła tego spotkania jest rzeczywiście ogromna, co zobaczymy na ekranie. Marianne to kobieta wyjątkowa. Bardzo silna, pewna siebie, oszałamiająca w stylu dawnego kinowego wzorca femme fatale. Wciąż wciela się w jakąś rolę, tak naprawdę nie wiemy do końca, kim jest, jaka jest. Łatwo odnieść wrażenie, że lubi wcielać się w jakąś postać, nie do końca być sobą. - Po prostu nie mogliśmy wyobrazić sobie, aby w tę postać wcielił się ktoś inny niż Marion Cotillard - opowiada Steve Starkey, producent - I, podobnie jak Brad, na ekranie jest oszałamiająca, jest w niej jakaś tajemnica, niezwykłość.

Podobną opinią na temat aktorki dzieli się Robert Zemeckis: - Jest porażająco dobrą aktorką. W tej roli musiała pokazać cały wachlarz emocji, a do tego uwiarygodnić je psychologicznie i fizycznie. Jest Francuzką, a więc niejako naturalnie dostajemy od niej ładunek rzeczywistości, ale jest zarazem aktorką, która kryje w sobie tajemnicę.

- Uwielbiam połączenie, jakie daje widzom ten film - z jednej strony otrzymujemy trzymający w napięciu thriller, z drugiej - głęboką, pełną historię miłosną. Kiedy dowiedziałam się, że za kamerą stanie Robert Zemeckis, a moim filmowym partnerem będzie Brad Pitt, zwariowałam - wyznaje Marion Cotillard. - Robert stworzył takie magiczne obrazy. Tym bardziej więc uszczęśliwiło mnie, że zmierzy się z nowym dla niego gatunkiem i że ja będę tego częścią. Sama historia jest naprawdę wciągająca i nieoczywista. Max i Marianne mają niewiele czasu, by się poznać, a do tego muszą udawać kogoś, kim nie są; ciąży też nad nimi wojna, wiedzą więc, że w każdej chwili mogą zginąć. Albo razem, albo któreś z nich. To dlatego tak szybko wiążą się ze sobą. Pamiętajmy, że miłość w czasie wojny to trochę inny rodzaj uczucia.

Dowiedz się więcej na temat: Sprzymierzeni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje