Reklama

​Spike Lee spełni obietnicę daną zmarłemu przyjacielowi?

Nigdy nie jest za późno na to, by dotrzymać słowa danego przyjacielowi. Udowodnić może to Spike Lee, który obiecał scenarzyście Buddowi Schulbergowi, że przed jego śmiercią zekranizuje napisany wspólnie z nim scenariusz filmu o legendarnym bokserze, Joe Louisie. Tej obietnicy spełnić się nie udało, bo Schulberg zmarł w 2009 roku w wieku 98 lat. Lee z projektu jednak nie rezygnuje i po raz kolejny zapowiada, że film zatytułowany "Save Us, Joe Lewis" w końcu powstanie.

Spike Lee od lat marzy o realizacji filmu "Save Us, Joe Lewis"

Zapowiedź filmu "Save Us, Joe Lewis" po raz pierwszy pojawiła się ponad dekadę temu. Jego tematem miały być dwie legendarne walki, jakie Joe Lewis stoczył z niemieckim mistrzem bokserskim Maksem Schmelingiem. Pojedynki te przeszły do historii boksu, a obaj sportowcy zostali dobrymi przyjaciółmi. W jednym z wywiadów udzielonych w 2011 roku Spike Lee wyjawił, że był już blisko realizacji filmu z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli Schmelinga, ale ostatecznie do tego nie doszło.

Lee nie zapomina jednak o tym projekcie, głównie z powodu obietnicy, jaką złożył scenarzyście Buddowi Schulbergowi. Opowiedział o niej w podcaście "Director's Cut DGA", w którym uczestniczył wraz ze znanym z kilku jego projektów aktorem Johnem Turturro. Przypomniał w nim postać Schulberga, utalentowanego twórcy znanego z powieści "What Makes Sammy Run?" i "The Harder They Fall" oraz scenariusza filmu "Na nabrzeżach", za który dostał Oscara.

Reklama

"Schulberg był jednym z największych scenarzystów wszech czasów. Mało kto o tym wie, ale jako pisarz należał do bokserskiej galerii sław. Był wielkim znawcą boksu. Zostaliśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi i napisaliśmy razem scenariusz filmu 'Save Us, Joe Lewis', który opowiada o przyjaźni Joe Louisa i Maksa Schmelinga, dwóch mistrzów wagi ciężkiej. Bud widział na własne oczy dwie ich najsłynniejsze walki na stadionie Jankesów. Zmarł w wieku 98 lat i jedną z rzeczy, która trzymała go przy życiu przez ostatnie lata, była nadzieja na to, że nasz film w końcu zostanie zrealizowany" - wspomina w podcaście Spike Lee.

"Co jakiś czas do mnie wydzwaniał i pytał, czy udało mi się już zebrać pieniądze. Nie narzucał się, był po prostu entuzjastycznie nastawiony do tego projektu. Chciał, żeby ten film powstał przed jego śmiercią. Obiecałem mu to i pewnego dnia zamierzam dotrzymać słowa. To będzie epicki film!" - zapewnia reżyser.

W tym samym podcaście Lee wrócił pamięcią do swojego ostatniego filmu zatytułowanego "Pięciu braci", w którym wystąpił zmarły w sierpniu ubiegłego roku Chadwick Boseman. Lee przyznał, że nie wiedział o śmiertelnej chorobie, z jaką zmagał się aktor. I choć oglądali z żoną ukończony film setki razy, jego odbiór kreacji Bosemana zmienił się, gdy zobaczył film po jego śmierci. "Zagrał świetnie, ale oglądając to teraz, mowa o jakimś zupełnie innym poziomie. Przecież przez większość filmu grał w nim ducha. Nie wiedziałem, że jest chory. Myślę, że uważał, że będzie to jego ostatni film w karierze. Bóg dał mu jednak jeszcze jeden - opowiada Spike Lee, wspominając o innej produkcji Netfliksa - "Ma Rainey: Matka bluesa".

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Spike Lee

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje