Reklama

Śmierć w kinie. Tragedia w czasie seansu

Kilka miesięcy temu świat obiegła informacja o śmierci 77-letniego Brytyjczyka podczas seansu horroru "Annabelle wraca do domu". Nie jest to pierwsza tragedia, która miała miejsce w sali kinowej. W czasie ostatnich lat w kinie dochodziło do porachunków gangów, aktów przemocy związanych z zakłócaniem ciszy, a nawet... śmierci ze śmiechu.

Kadr z filmu "Pasja" Mela Gibsona

W 1988 roku duński uczony zmarł podczas seansu komedii "Rybka zwana Wandą". Podczas sceny, w której Kevin Kline wpycha Michaelowi Plainowi frytki do nosa, zaczął śmiać się tak mocno, że doznał zawału serca.  

Reklama

Do tragicznych wydarzeń dochodziło podczas pokazów "Chłopaków z sąsiedztwa", kultowego filmu zmarłego w 2019 roku Johna Singletona - o życiu w ubogiej dzielnicy Los Angeles. Na seansach często spotykali się członkowie wrogich sobie gangów, co kończyło się bójkami lub strzelaninami. W Chicago jeden z widzów zginął od kul. Łącznie ponad 30 osób zostało rannych w trakcie pokazów filmu Singletona.

Do aż dwóch tragedii doszło podczas wyświetlania "Pasji" Mela Gibsona. Podczas sceny ukrzyżowania Jezusa jedna z kobiet na sali kinowej w Kansas dostała zawału serca. Podczas innego pokazu w podobny sposób zmarł brazylijski pastor. Chociaż wielu oskarżało dosadną przemoc ukazaną w filmie, jego rodzina wydała oświadczenie, w którym napisano, że zmarły spokojnie oglądał film i nie dawał żadnych powodów do niepokoju.

W Boże Narodzenie 2008 roku podczas seansu "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona" jeden z widzów był zirytowany rozmową siedzącej przed nim rodziny. Mężczyzna rzucił popcornem w dziecko małżeństwa, a później wyjął broń i postrzelił ojca w ramię. Sprawca usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa.

Nieco odmienna sytuacja miała miejsce w 2010 roku w Kalifornii podczas seansu "Wyspy tajemnic". Jeden z widzów zwrócił uwagę kobiecie, która rozmawiała przez komórkę. W wyniku powstałej kłótni skarcona wyszła z kina wraz z dwoma towarzyszącymi jej mężczyznami. Ci wrócili po chwili na salę i dźgnęli zwracającego uwagę termometrem do mięsa w szyję.

Z kolei w 2009 roku podczas pokazu "Avatara" Jamesa Camerona jeden z widzów gorzej się poczuł. Gdy trafił do szpitala, był już nieprzytomny. Lekarze stwierdzili udar. Pacjent zmarł po 11 dniach. Od lat miał problemy z ciśnieniem krwi. Jeden z doktorów stwierdził, że przyczyną śmierci była... nadmierna ekscytacja filmem.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje