Reklama

Reklama

"Śmierć Stalina": Dyktatura na wesoło

"Śmierć Stalina" to bardzo niepoprawna politycznie komedia o śmierci okrutnego dyktatora, która rozpoczyna szaleńczą walkę o władzę i przeżycie na najwyższych szczeblach Kremla. Genialna obsada, świetne dialogi i zabójcze żarty - to wszystko w prześmiewczym filmie wyreżyserowanym przez nominowanego do Oscara Armando Innaucciego. W rolach głównych między innymi: laureaci Złotych Globów Steve Buscemi i Jeffrey Tambor, członek legendarnej ekipy Monty Pythona Michael Palin, dziewczyna Jamesa Bonda z "007 Quantum of Solace" Olga Kurylenko oraz wielokrotnie nagradzani Jason Isaacs i Paddy Considine.

"Śmierć Stalina" to bardzo niepoprawna politycznie komedia o śmierci okrutnego dyktatora, która rozpoczyna szaleńczą walkę o władzę i przeżycie na najwyższych szczeblach Kremla. Genialna obsada, świetne dialogi i zabójcze żarty - to wszystko w prześmiewczym filmie wyreżyserowanym przez nominowanego do Oscara Armando Innaucciego. W rolach głównych między innymi: laureaci Złotych Globów Steve Buscemi  i Jeffrey Tambor, członek legendarnej ekipy Monty Pythona Michael Palin, dziewczyna Jamesa Bonda z "007 Quantum of Solace" Olga Kurylenko oraz wielokrotnie nagradzani Jason Isaacs i Paddy Considine.
W obsadzie "Śmierci Stalina" nie brakuje gwiazd /materiały dystrybutora

Józef Stalin rządził Związkiem Radzieckim ponad 30 lat. Kiedy w nocy z 1 na 2 marca 1953 roku doznał wylewu, jego najbliżsi współpracownicy rozpoczęli zaciętą walkę o przejęcie rządów po wciąż żyjącym jeszcze wodzu. Zdesperowani i żądni władzy nie cofali się przed niczym, żeby zdobyć upragnione stanowisko, a przy okazji zdyskredytować konkurencję i przeciwników politycznych.

Z komiksu na plan

Te wydarzenia stanowiły inspirację dla komiksu "Śmierć Stalina" oraz jego kontynuacji "Śmierć Stalina Volume 2 - Pogrzeb". Francuscy producenci Yann Zenou oraz Laurent Zeitoun od razu dostrzegli filmowy potencjał tych historii i postanowili nabyć prawa do ich ekranizacji. Na reżyserskim krześle zasiadł Armando Iannucci, reżyser i scenarzysta znany z nominowanego do Oscara filmu "Zapętleni" oraz serialu telewizyjnego "Figurantka".

Reklama

"Akcja filmu może i rozgrywa się ponad 60 lat temu, ale jego przesłanie nadal jest aktualne, zwłaszcza w kontekście obecnej sytuacji politycznej" - mówi reżyser. Armando Ianucci twierdzi, że pracując nad scenariuszem, nie zamierzał komentować współczesności: "Rozmowy o filmie zaczęły się około trzy lata temu. Wtedy nikt nie myślał o tym, że Donald Trump zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, a Wielka Brytania będzie chciała opuścić Unię Europejską. Niezależnie od tych wydarzeń już wcześniej szukałem projektu, który poruszałby temat dyktatury i rządów autorytarnych. Ciekawiło mnie, jak to możliwe, że cały kraj może być terroryzowany przez jednostkę. Zastanawiałem się, jak działa psychologia grupy. Nie próbowałem odnosić się do współczesności, ale echa Brexitu i prezydentury Trumpa samoistnie odbijają się w tym filmie".

Armando Ianucci przyznaje też, że jego obraz może być lekcją dla publiczności: "Jestem zdania, że każdy widz sam powinien wyciągnąć wnioski z tego, co zobaczy na ekranie. Socjolodzy twierdzą, że żyjemy w czasach postprawdy. Jeśli jest cokolwiek, czego możemy nauczyć się ze 'Śmierci Stalina', to na pewno świeżego spojrzenia na to jak przepływ informacji funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Jeśli rząd danego kraju go kontroluje, to może wmawiać obywatelom co jest prawdą, a co nie. Musimy chronić niezależne źródła informacji i docenić ich wartość, bez nich będziemy jak w potrzasku".

Komedia w czasach terroru

Proces tworzenia scenariusza polegał głównie na zbalansowaniu absurdalnego humoru z brutalnymi realiami stalinowskiego totalitaryzmu. Armando Iannucci wyjaśnia: "Postanowiliśmy, że film będzie tragikomedią. Dużo czytaliśmy o Moskwie w latach 40. i 50., ten okres był przerażający: każdy znał kogoś, kto trafił do gułagu lub został rozstrzelany, ludzie często nie wiedzieli, jaki los spotkał ich bliskich. Mimo to nadal potrafili się śmiać, opowiadali sobie anegdoty i plotki o Stalinie czy Berii, chociaż nawet za tak drobne przewinienie groziło im aresztowanie. To zadziwiające połączenie absurdu totalitarnego reżimu z faktycznym strachem ludzi o życie sprawia, że cała historia jest zabawna na swój niedorzeczny, nieco histeryczny sposób".

Zdaniem Ianucciego humor w "Śmierci Stalina" jest napędzany przez panikę i ludzki strach: "Bohaterowie nagle znajdują się w ekstremalnych sytuacjach, z którymi wcześniej nie mieli do czynienia. Nie wiedzą, jak zareagować, co mówić, jakich używać słów, by nikomu się nie narazić, gdy nawet najmniejszy błąd może kosztować ich życie. Panika dyktuje im sposób postępowania, co często prowadzi do komicznych sytuacji. Należy jednak pamiętać, że to co na ekranie jest komiczne, ma swoje korzenie w tragicznej historii stalinowskiej Rosji".

Właśnie przez to utrzymanie komediowego tonu stanowiło dla filmowców spore wyzwanie. "Wszyscy bohaterowie filmu to postacie historyczne: brutalni i bezwzględni politycy, a jednak musieliśmy nadać im cechy komiczne i widzowie mogą poczuć do nich nutkę sympatii" - tłumaczy Ianucci. - "Chciałem, żeby oglądając ten film pamiętali jednak, że decyzje tych ludzi i ich postępowanie miało straszliwe konsekwencje dla wielu ludzkich istnień. Chcieliśmy zrobić komedię osadzoną w brutalnych czasach, ale także uszanować tragiczną historię zwykłych obywateli ZSRR".   

Filmowe Politbiuro

Obsada obejmuje czołowe nazwiska aktorów filmowych i telewizyjnych. W filmie występują między innymi Steve Buscemi, Simon Russell Beale, Jeffrey Tambor, Michael Palin, Paul Whitehouse, Jason Isaacs, Andrea Riseborough, Rupert Friend, Paddy Considine i Olga Kurylenko.

Producent Yann Zannou wyznaje, że obawiał się castingu: "Mieliśmy do obsadzenia kilkanaście ról, a każda z nich była istotna dla scenariusza. Sądziłem, że będzie to skomplikowany i długi proces, ale o dziwo wszystko poszło gładko. Okazało się, że Armando Iannucci przyciąga aktorów - każdy chciał z nim pracować".

O ile znalezienie obsady nie przysporzyło twórcom większych trudności, to już sam proces przygotowawczy wymagał od wszystkich sporo poświęceń. Producent Kevin Loader wspomina: "Mieliśmy kilka tygodni intensywnych prób. To było dla nas najważniejsze, żeby przejść na sucho przez wszystkie sceny, omówić cały materiał i tło historyczne. Tę pracę widać na ekranie".

Armando Iannucci również docenia znaczenie procesu przygotowawczego: "Wspólne próby pomagają zacieśnić relacje między członkami zespołu, pozwalają nam zobaczyć jak poszczególne postaci funkcjonują obok siebie, jaka mają chemię" - tłumaczy reżyser. - "Dużo eksperymentowaliśmy, przechodziliśmy wspólnie proces tworzenia tych postaci. To nam dało poczucie jedności, czuliśmy, że jesteśmy zgranym zespołem i że pracujemy ze sobą od lat, tak jak prawdziwe Politbiuro".

Międzynarodowa krytyka uznała "Śmierć Stalina" za arcydzieło i film roku, a Ministerstwo Kultury w Rosji... zakazało projekcji w całym kraju. Czy rzeczywiście miało ku temu po podstawy? Już 27 kwietnia będziemy się mogli o tym przekonać.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Śmierć Stalina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL