Reklama

Reklama

Sławomir Idziak: 40 lat za kamerą

Wybitny polski operator filmowy Sławomir Idziak świętuje 40-lecie pracy zawodowej. Jest autorem zdjęć do prawie 70 filmów, ma w dorobku nominację do Oscara. Jak powiedział PAP, w tym roku zaprezentuje swój nowy projekt internetowy na festiwalu w Cannes.

Współpracował z polskimi i zagranicznymi sławami kina - m.in. z reżyserami Krzysztofem Kieślowskim, Andrzejem Wajdą, Krzysztofem Zanussim, Ridleyem Scottem, Michaelem Winterbottomem i Taylorem Hackfordem. Filmował wielu znanych aktorów - Russela Crowe'a, Meg Ryan, Umę Thurman, Daniela Craiga, Rachel Weisz, Maggie Smith, Ralpha Fiennesa, Gary'ego Oldmana.

"Ciągle otrzymuję propozycje, nawet wielkie. Ale teraz chcę realizować swój własny scenariusz życiowy" - mówi.

O początkach kariery zawodowej, osobach, które wywarły na nią największy wpływ, o najtrudniejszym filmie życia, zmieniających się warunkach pracy operatora, o planowanym powrocie do reżyserii i o swym najnowszym filmowym przedsięwzięciu - projekcie Film Spring - Sławomir Idziak opowiedział w rozmowie z PAP.

Reklama

Okno na świat

Życie Idziaka przez całe lata wypełniały podróże, ostatnio jednak operator stara się spędzać więcej czasu w Polsce.

"Kręciłem filmy w wielu krajach, między innymi w egzotycznych - jak Meksyk, Tajlandia, Maroko, Nikaragua. Kiedyś z trudem zdążałem do domu na Wigilię. Teraz odmawiam pracy przy wielu filmach, bo nie można robić wszystkiego naraz. Dzięki temu spędzam w domu więcej czasu" -powiedział operator.

Pragnienie podróżowania było jednym z powodów, dla których Idziak zdecydował się na studia operatorskie - ukończone w 1969 roku w łódzkiej "filmówce".

"Pochodzę z fotograficznej rodziny. Wszyscy w mojej rodzinie - dziadek, babcia, mama, ojciec, moje dwie siostry - byli fotografami. Zatem studia operatorskie były dla mnie decyzją naturalną. Ponadto urodziłem się (w 1945 r. - PAP) i wychowywałem w Katowicach, wtedy mieście prowincjonalnym. Marzeniem naszego pokolenia było to, by zobaczyć świat, by wyjechać" - wspominał Idziak w rozmowie z PAP.

Jak powiedział, film stał się dla niego "oknem na świat": "Jedynymi modelami kariery, które dawały jakąś minimalną szansę na to, by gdzieś wyjechać, były kariery artysty albo sportowca. Ja chciałem mieć możliwość wyjazdów z kraju, uczestniczenia w życiu młodych ludzi na świecie, a nie tylko w komunie".

Autorytety

Wilelkim autorytetem był dla Idziaka w czasie studiów Jerzy Mierzejewski - malarz, reżyser, wybitny pedagog, wykładowca w łódzkiej "filmówce", w latach 1963-68 dziekan Wydziału Operatorskiego. "Był niezłym wariatem - wspomina ze śmiechem Idziak. - "Wybitnym malarzem, bardzo ciekawą postacią, wielkim przyjacielem studentów. Nie gnębił nas. W tych trudnych czasach - bo szkoła była socjalistyczna - on "puszczał do nas oko" w sprawie polityki".

Po ukończeniu przez Idziaka studiów, do takich autorytetów należał operator Witold Sobociński. Idziak był jego asystentem na planie "Wesela" Andrzeja Wajdy (1972). "Odbyłem u Witka wspaniałą szkołę. Szanuję go za nieprawdopodobny talent, niebywałą wrażliwość wizualną i nieokrzesany temperament" - powiedział PAP Idziak.

Do grona osób, które wywarły największy wpływ na jego zawodowe życie, Idziak zalicza też Krzysztofa Zanussiego i Krzysztofa Kieślowskiego.

"Poczucie dłuższego dystansu"

Realizował zdjęcia do bardzo wielu filmów Zanussiego - po raz pierwszy do "Gór o zmierzchu" z 1970 roku, w latach kolejnych m.in. do "Bilansu kwartalnego", "Kontraktu", "Roku spokojnego słońca".

"Krzysztofowi zawdzięczam chyba najwięcej - przyznał. - On przede wszystkim zwrócił się do mnie z propozycją wspólnego zrobienia nie jednego filmu, lecz wielu. Dzięki temu rozpoczął się nasz maraton robienia filmów wspólnych. Pierwszy raz w życiu miałem poczucie dłuższego dystansu. Innego horyzontu. Zanussi był niewątpliwie moim mentorem w wielu sprawach. Wiedza, którą zyskałem, pracując z nim, stała się fundamentem mojej dalszej kariery filmowej".

Z Kieślowskim Idziak współpracował m.in. na planach "Krótkiego filmu o zabijaniu", "Podwójnego życia Weroniki" i "Trzech kolorów. Niebieskiego".

"Bardzo lubię "Podwójne życie Weroniki". Rzecz, która wydawała się niemożliwa, zupełnie nieprawdopodobna, zafunkcjonowała na ekranie, film się bardzo spodobał i przyniósł Krzysztofowi sukces kasowy. Jednocześnie - co dla mnie najważniejsze, bo to w końcu była część mojego życia - na planie panowała wspaniała atmosfera. Dobrze się ten film robiło, wszystko się udawało" - powiadał Idziak.

Jak wspominał, reżyser "Trzech kolorów" nie ingerował w pracę operatora. Oczywiście - zaznaczył Idziak - nie polegało to na tym, że Kieślowski nie kontrolował tego, co powstaje. On po prostu wychodził z założenia, że operator jest tą osobą, która powinna proponować, która powinna przynosić swój świat do filmu, twórczo działać już na etapie scenariusza i brać udział we wstępnych rozmowach".

Idziak wspomina Kieślowskiego jako reżysera odważnego, który nie bał się ryzyka i "zezwalał operatorowi na eksperymenty, jak na przykład eksperyment kolorystyczny w "Podwójnym życiu Weroniki".

"Zawód operatora trochę się zdewaluował"

Warunki pracy operatorów filmowych zmieniły się bardzo na przestrzeni lat wskutek dynamicznego rozwoju techniki - podkreślił Idziak.

"Kiedy ja zaczynałem pracę w zawodzie, do tego, by ustawić kamerę na statywie potrzebnych było dwoje ludzi. Teraz kamery są w telefonach komórkowych" - powiedział.

"Zawód operatora czterdzieści lat temu, gdy ja zaczynałem pracę, był zupełnie inny niż teraz. Moim zdaniem, ten zawód trochę się zdewaluował. Obecnie operator właściwie produkuje półprodukt. Dużo rzeczy, których on nie widzi w kamerze, jest robionych dopiero później - w komputerze, za pomocą specjalnych programów. Wiadomo że technika się rozwija, a na rzeczywistość nie można się obrażać. Jednak mnie niewątpliwie bliższy jest ten starszy model - kiedy ja oglądałem w mojej kamerze w stu procentach to samo, co potem pokazano w kinie. Niestety, ten model to już świat przeszłości" - przyznał.

Młodzi ludzie często wyobrażają sobie, że zawód operatora przypomina profesję malarza, artysty - który decyduje o wszystkim - zwrócił uwagę Idziak.

"Tak naprawdę - przyznał - operator ma coraz mniejszy wpływ na kształt filmu. Polecenia płyną znad monitorów, przy których siedzą producenci filmów, reżyserzy, gwiazdy. Bardzo często to, co ma zrobić operator zależy właśnie od osób przy monitorach. W Stanach Zjednoczonych reżyser jest po prostu jednym z ludzi do wynajęcia - tak jak każdy członek ekipy. Gust producenta, czasem jego żony, ma decydujący wpływ na to, kto zostanie wynajęty. O kształcie filmu decyduje producent, nie reżyser".

"Helikopter w ogniu"

Wśród zagranicznych filmów, do których Idziak robił zdjęcia, są m.in.: "Commandments" (1997) Daniela Taplitza - z Aidanem Quinnem, Courteney Cox i Anthonym LaPaglią w rolach głównych, "Gattaca" Andrew Niccola (1997) z Umą Thurman i Ethanem Hawke'm, "Miłość i wściekłość" Cathala Blacka (1998) z Gretą Scacchi i Danielem Craigiem, "Pragnę cię" (1998) Michaela Winterbottoma z Rachel Weisz, "Ostatni wrzesień" (1999) Deborah Warner z Maggie Smith, "Dowód życia" (2000) Taylora Hackforda z Meg Ryan i Russellem Crowem, "Helikopter w ogniu" (2001) Ridleya Scotta z Joshem Hartnettem, Ewanem McGregorem i Samem Shepardem, "Król Artur" (2004) Antoine'a Fuquy z Clivem Owenem, Keirą Knightley, Madsem Mikkelsenem i Stellanem Skarsgardem, wreszcie - "Harry Potter i Zakon Feniksa" (2007) Davida Yatesa.

"Helikopter w ogniu" - za zdjęcia do którego otrzymał nominację do Oscara - Idziak uważa za najtrudniejszy film swego życia.

"Wśród twórców hollywoodzkich bez wątpienia reżyserem wybitnym - i człowiekiem wielkiej klasy - jest Ridley Scott. Jest bardzo wymagający. Pracowało mi się z nim świetnie. Ale film był robiony w niezwykle trudnych warunkach. W smrodzie, w upale. Rozpoczęliśmy zdjęcia na początku lutego, skończyliśmy na początku sierpnia" - opowiadał Idziak.

Do reżyserów, z którymi najbardziej lubi pracować, Idziak zalicza także dwoje Europejczyków, mało znanych w Polsce - Brytyjkę Deborę Warner (film "Ostatni wrzesień") i Niemca Detleva Bucka (m.in.

"Tylko mi ciebie brak"). Po raz pierwszy zdjęcia do filmu zagranicznego, brytyjsko-włoskiego "Z dalekiego kraju", Idziak realizował w 1981 r. - reżyserem filmu był Krzysztof Zanussi.

Projekt Filmspring w Cannes

"Rzecz, która mnie teraz najbardziej interesuje to projekt Film Spring" - zaznaczył Idziak.

Elementem tego projektu są warsztaty filmowe organizowane przez Idziaka od czterech lat w Juracie na Helu. W październiku tego roku odbędzie się piąta edycja warsztatów. Cel przedsięwzięcia - przeznaczonego głównie dla młodych twórców - to stworzenie międzynarodowej wspólnoty filmowców, którzy będą wspólnie realizować filmy, a później razem starać się o ich reklamę i dystrybucję. W warsztatach biorą udział reżyserzy, operatorzy, scenarzyści i aktorzy z różnych krajów, m.in. z Niemiec, Szwajcarii, Finlandii, Francji i Polski.

"Film Spring to nie tylko warsztaty" - tłumaczył Sławomir Idziak. - "To ruch budowania europejskiej społeczności filmowej dzięki wykorzystaniu internetu. Prowadzimy w internecie stronę - matkę www.filmspring.eu, która jest rodzajem wirtualnego studia filmowego, dającego ludziom szanse współpracy ze sobą na filmowym polu, niezależnie od tego, gdzie mieszkają".

W ramach projektu utworzono również stronę służącą do przeprowadzana castingu aktorskiego - www.filmspringagency.com. "Powstaje też strona www.filmspringediting.com, na której będziemy +podwieszać+ kolejne wersje montażowe filmów realizowanych przez uczestników projektu - nie tylko uczestników obozów na Helu, ale też przez użytkowników naszego internetowego forum" - powiedział operator.

Idziak poinformował PAP, że projekt Film Spring zostanie zaprezentowany podczas tegorocznego festiwalu filmowego w Cannes; prezentację zorganizuje Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Powrót do reżyserii

Pytany przez PAP, czy po 40 latach kariery wciąż odczuwa stres przy pracy nad filmem, Idziak przyznał: "Jeszcze większy niż kiedykolwiek. Mam nerwy zszarpane przez ten zawód".

"Teraz chcę realizować swój scenariusz życiowy - skupię się na Film Spring i na wykładach. Planuję także powrót do reżyserii" - zapowiedział.

W reżyserskim dorobku Sławomira Idziaka są już m.in. filmy "Papierowy ptak" (1972), "Nauka latania" (1978), "Seans" (1978), "Bajki na dobranoc" (1980) i "Enak" (1992) - z Irene Jacob w obsadzie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje