Słabe punkty Hopkinsa

Anthony Hopkins, 69 letni gwiazdor filmowy, którego "Słaby punkt" właśnie wszedł do kin przyznaje, że w początkach swojej kariery jego "słabym punktem" były problemy z alkoholem.

"Dużo piłem, nie mogłem poradzić sobie z własną popularnością, przytłaczała mnie, musiałem jakoś się od niej zdystansować" - zwierza się "Dziennikowi".

Reklama

Aktor miał poważne problemy z alkoholem, wypijał dziennie butelkę tequili, po której miewał halucynacje.

"Wydawało mi się, że jestem Janem Chrzcicielem i toczę konwersację z morzem" - opowiada.

Teraz z perspektywy czasu uważa, że te "niezdrowe" doświadczenia bardzo go wzbogaciły jako człowieka i aktora.

Hopkins nie uważa siebie za aktora wybitnego, twierdzi raczej, że miał dużo szczęścia. Aktorem został tylko ze względu na to, że nie potrafił robić w życiu nic innego.

Jeśli któregoś dnia telefon zamilknie i nie dostanie żadnych propozycji nie będzie rozpaczał, ma wiele innych pasji. Jak informuje "Dziennik", od dziecka gra amatorsko na pianinie, stworzył m.in. ścieżkę dźwiękową do filmu "Sierpień". W wolnych chwilach chwyta również za pędzel. Dzięki malarstwu aktor nauczył się czerpać radość z wolności, jaką daje twórcza ekspresja. Swoje obrazy sprzedaje na aukcjach, z których dochód przeznaczany jest na cele dobroczynne.

Dowiedz się więcej na temat: problemy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje