Reklama

Seksistowska rzeźba Marilyn Monroe?

Po siedmiu latach nieobecności, 26-metrowy posąg będący podobizną Marilyn Monroe wraca na stałe do Palm Springs. Choć statua upamiętniająca ikonę Hollywood jeszcze nie wróciła, już słychać głosy oburzenia. Niektórzy są bowiem zdania, iż gigantyczna rzeźba promuje formę molestowania seksualnego określaną jako „upskirting”. W sprawie niedopuszczenia do pojawienia się posągu w mieście powstała nawet petycja, którą podpisało ponad 40 tys. osób.

Kontrowersyjna rzeźba Marilyn Monroe wróciła do Palm Springs

Słynny posąg przedstawiający Marilyn Monroe w jej ikonicznej stylizacji z filmu "Słomiany wdowiec" znów pojawi się w kalifornijskim Palm Springs. Imponujący, 26-metrowy monument będący podobizną legendarnej aktorki, został zainspirowany jedną z najbardziej kultowych scen tej komedii. Gdy rozkloszowana suknia stojącej nad kanałem wentylacyjnym nowojorskiego metra Monroe podnosi się na skutek nagłego podmuchu powietrza, odsłaniając jej uda, aktorka z promiennym uśmiechem na twarzy usiłuje okiełznać kreację zasłaniając bieliznę plisowanym materiałem.

Reklama

Posąg wykonany ze stali nierdzewnej i aluminium, który pojawił się w Palm Springs w 2012 roku, prze dwa lata był jedną z największych atrakcji turystycznych miasta. Po siedmioletniej przerwie gigantyczna rzeźba ma zagościć tam na stałe.

Aftab Dada, dyrektor tamtejszego hotelu Palm Springs Hilton, który za pośrednictwem PS Resorts kupił rzeźbę za okrągły milion dolarów, uważa swoją decyzję za słuszną. "Ten posąg uszczęśliwiał większość ludzi. Wszystkie zrobione mu zdjęcia, które obiegły świat, jedynie przynoszą miastu korzyści, dlatego cieszymy się z jego powrotu" - powiedział w rozmowie z "National Public Radio".

Nie wszyscy jednak podzielają ów entuzjazm. Jak podkreślił dyrektor muzeum Palm Springs Art Museum, tuż przed wejściem do którego miałby stanąć ów monument, uwiecznione przez autora rzeźby poza i kreacja Monroe sprawiają, że jest ona wysoce niestosowna. "Myślę o dzieciach opuszczających nasze muzeum. Pierwszą rzeczą, jaką wówczas zobaczą, będzie bielizna tej ogromnej podobizny Marilyn. Uważam, że to agresywne i uwłaczające" - stwierdził dobitnie dyrektor muzeum, Louis Grachos.

"To rażąco seksistowska inicjatywa" - grzmi z kolei Elizabeth Armstrong, była dyrektorka Palm Springs Art Museum, a zarazem rzeczniczka petycji powstałej w celu zapobieżenia umieszczeniu posągu w mieście. Do tej pory petycję, której twórcy sprzeciwiają się "obecności uprzedmiotawiającej rzeźby Marilyn Monroe", podpisało ponad 40 tys. osób.

"Ten posąg wręcz zmusza odbiorców do upskirtingu" - dodała Armstrong odnosząc się do coraz częściej spotykanej w przestrzeni publicznej formy molestowania seksualnego polegającej na zaglądaniu kobietom pod spódnice i potajemnym robieniu im zdjęć. "Nie rozumiem tych kontrowersji" - zaznaczył Dada odnosząc się do krytyki projektu. "Posąg Marilyn był wielką atrakcją miasta. Nie jest formą sztuki, jest atrakcją turystyczną" - podkreślił. I obiecał, że zleci przeprowadzenie "niezależnego badania" dotyczącego korzyści, jakich ów posąg może w przyszłości dostarczyć miastu.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marilyn Monroe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje