Reklama

Reklama

​Salma Hayek: Dlaczego nie ujawniła przestępstw Harveya Weinsteina?

​Salma Hayek w najnowszym wywiadzie wróciła wspomnieniami do swojej współpracy ze skompromitowanym producentem Harveyem Weinsteinem. Spotkała go w 2002 roku na planie "Fridy" i już wtedy wiedziała, że producent jest drapieżnikiem seksualnym.Tak bardzo jednak zależało jej wtedy na nakręceniu tego filmu, iż postanowiła przemilczeć jego skandaliczne zachowanie. "Harvey próbował mnie uciszyć, poskromić. Nie mogłam pozwolić mu wygrać" - wyjaśnia aktorka.

Harvey Weinstein? "Nie mogłam pozwolić mu wygrać. Dlatego znosiłam jego furię" - wspomina Salma Hayek

Jedną z najważniejszych ról w dorobku Salmy Hayek pozostaje bez wątpienia Frida Kahlo, w którą wcieliła się w 2002 roku w biograficznym dramacie poświęconym życiu tej legendarnej malarki. Występ w produkcji Julie Taymor przyniósł meksykańskiej gwieździe nominacje do Oscara, Złotego Globu i nagrody BAFTA, będąc punktem zwrotnym w jej karierze.

Jednym z producentów, z którymi współpracowała wtedy Hayek, był Harvey Weinstein, ówczesny szef wytwórni Miramax, skazany wiosną zeszłego roku na 23 lata więzienia za gwałt i wymuszenie aktu seksualnego.

Wśród ofiar skompromitowanego producenta znalazła się m.in. gwiazda "Fridy". Weinstein podczas pracy nad filmem miał czynić aktorce niestosowne propozycje, a gdy ta odmówiła - upokarzać ją na planie zdjęciowym.

Reklama

Gwiazda po raz pierwszy opowiedziała o nadużyciach ze strony Weinsteina dopiero w 2017 roku w rozmowie z dziennikiem "The New York Times", opisując, jak "wpadł w makiaweliczną wściekłość", gdy nie wyraziła zgody na wzięcie z nim prysznica i stosunek oralny. W wywiadzie udzielonym właśnie magazynowi "InStyle", aktorka skupiła się na swojej reakcji na zachowanie producenta. Choć żałuje, że wtedy milczała, przekonuje, że miała ku temu powód.

"Niektóre osoby zostały zgwałcone. To sprawia, że zastanawiam się, czy gdybym coś powiedziała, sprawy potoczyłyby się inaczej? Jak to się stało, że nie miałam odwagi? Ale wtedy radziłam sobie z tym najlepiej, jak potrafiłam. 'Frida' była dla mnie deklaracją polityczną, społeczną, feministyczną. To był mój sposób na wyrażenie niezgody na wiele rzeczy. Harvey próbował mnie uciszyć, poskromić. Nie mogłam pozwolić mu wygrać. Dlatego znosiłam jego furię" - wyznaje Hayek.

I dodała, że gdy odrzuciła mało subtelne zaloty mężczyzny, ten starał się odebrać jej rolę, sabotując całą produkcję.

"Groził, że odbierze mi ten projekt. Terroryzował nas na planie. Pamiętam, jak naciskał na to, żebym w scenie seksu, którą grałyśmy z Ashley Judd, pojawiła się całkiem nago. Twierdził, że seksapil to jedyne, czym mogę zachwycić widownię" - wspomina gwiazda.

O dziennikarskim śledztwie "The New York Times", które zapoczątkowało międzynarodowy ruch #MeToo, a zarazem doprowadziło do upadku Weinsteina, opowie nadchodzący dramat "She Said" oparty na bestsellerowej książce "She Said: Breaking the Sexual Harassment Story That Helped Ignite".

W rolach głównych zobaczymy Carey Mulligan i Zoe Kazan. Wcielą się one w Megan Twohey i Jodi Kantor - dziennikarki, które ujawniły szokujące szczegóły licznych nadużyć Weinsteina. Obowiązki producenta filmu pełnić będzie Brad Pitt z ramienia jego studia Plan B Entertainment.


PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Salma Hayek | Harvey Weinstein

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama