Sacha Baron Cohen otrzyma nagrodę dla Geniusza Komedii
Portal „The Hollywood Reporter” ujawnił, kto podczas tegorocznego rozdania nagród MTV Movie & TV Awards zostanie uhonorowany nagrodą dla Geniusza Komedii. Statuetka ta powędruje do aktora i komika, którego najsłynniejszą kreacją jest postać Borata . Dotychczas taką nagrodę otrzymało tylko troje aktorów. Byli to Will Ferrell w 2013 roku, Kevin Hart (2015) oraz Melissa McCarthy (2016).
To kolejne wyróżnienie dla Sachy Barona Cohena, którego "Kolejny film o Boracie" to jedna z najlepiej ocenianych komedii tego roku. Jednak nagroda MTV dla Geniusza Komedii zostanie wręczona aktorowi za całokształt kariery. Tym wyróżnieniem honorowani są artyści, którzy do świata komedii wnieśli nieporównywalne zasługi, wpływając w ten sposób na rozwój gatunku.Cohen w tym roku zdobył trzy nominacje do Oscarów - za filmy "Proces Siódemki z Chicago" i "Kolejny film o Boracie". Na innej wielkiej tegorocznej imprezie - gali rozdania Złotych Globów - cieszył się dwukrotnie. Dostał tam nagrodę za najlepszą rolę męską w komedii bądź musicalu, a jego "Kolejny film o Boracie" wygrał w kategorii dla najlepszej komedii bądź musicalu roku.
Podczas odbierania tej drugiej nagrody, Cohen wskazał na innego "geniusza komedii", który zadecydował o sukcesie filmu. W krótkim przemówieniu wspomniał, że nie byłby on możliwy bez nowego talentu, który pojawił się znikąd i okazał geniuszem komedii. Kiedy wszyscy myśleli, że Cohen mówi o Marii Bakalovej, która zagrała jego córkę, okazało się, że aktor ma na myśli Rudy’ego Giulianiego. Scena z byłym burmistrzem Nowego Jorku była tą najbardziej dyskutowaną w całym filmie. Sam Giuliani wolałby jednak o niej zapomnieć.Sacha Baron Cohenla podczas tegorocznej gali rozdania nagród MTV Movie & TV Awards może oprócz nagrody dla Geniusza Komedii zdobyć jeszcze inne statuetki. Aktor został bowiem także nominowany w kategoria dla najlepszego filmowego duetu (razem z Marią Bakalovą) oraz za najlepszy występ w filmie (za rolę Abbiego Hoffmana w "Procesie Siódemki z Chicago"). A jego "Kolejny film o Boracie" powalczy o nagrodę w kategorii dla najlepszego filmu roku.Tegoroczna ceremonia rozdania nagród MTV Movie & TV Awards podzielona została na dwie części. Ta główna, nadawana na żywo z Los Angeles, odbędzie się w niedzielę 16 maja. Poprowadzi ją Leslie Jones ("Ghostbusters. Pogromcy duchów").
Przez jednych uwielbiany, ceniony za talent oraz poczucie humoru, przez innych uznawany za ledwie celebrytę, dyskredytowany za sztubackie i prostackie żarty. Za sprawą swoich ekranowych wcieleń: Aliego G, Borata i Bruno - Sacha Baron Cohen, gdziekolwiek się pojawi, wzbudza kontrowersje.
Z okazji 45. urodzin brytyjskiego komika przypominamy jego kolejne medialne metamorfozy.Charley GallayGetty Images
W kolejnym projekcie - komedii "Grimsby" - Sacha Baron Cohen wcielił się w postać... głupawego angielskiego kibola, Nobby'ego.
Reżyser Louis Leterrier wspomina, że propozycja wyreżyserowania filmu z Sachą Baronem Cohenem uszczęśliwiła go, ponieważ podziwia komika od lat: - Na początku ery DVD wszyscy chcieli oglądać jedno - "Da Ali G Show". Pamiętam, jak wszyscy wokół pytali "Widziałeś to już?". Pamiętam także, jak już w dniu premiery pobiegłem do kina o 11 rano, by zobaczyć "Borata" podczas pierwszego pokazu kinowego. Płakałem ze śmiechu, a w weekend zabrałem do kina przyjaciół, by zobaczyć ten film ponownie. I to właśnie kocham w filmach Sachy. Wszyscy chcą je zobaczyć jako pierwsi, by później móc obserwować reakcje przyjaciół.Anthony HarveyGetty Images
Sacha Baron Cohen użyczył także głosu postaci króla lemurów Juliana w dwóch częściach animowanego filmu "Madagaskar". Aktora można było również oglądać w oscarowej produkcji Tima Burtona "Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street" oraz uhonorowanej pięcioma Oscarami produkcji Martina Scorsese "Hugo i jego wynalazek" (na zdjęciu).
Miał także zagrać Freddiego Mercury'ego w biograficznym filmie o życiu wokalisty grupy Queen. W radiowej rozmowie z Howardem Sternem Cohen ujawnił, dlaczego zdecydował się na rezygnację z projektu. "Jeden z członków zespołu - nie powiem który - powiedział: 'To będzie wspaniały film, ponieważ będzie w nim wspaniała rzecz, która znajdzie się w połowie'. Spytałem się: 'Co wydarzy się w połowie filmu?', a on odrzekł: 'No wiesz, Freddie umrze...'" - opowiedział Cohen.
"Spytałem się: 'Co więc wydarzy się w drugiej połowie filmu?'. Odpowiedział: 'Zobaczymy, jak zespół kontynuuje drogę do sukcesu". Powiedziałem: 'Nikt nie pójdzie na film, w który główny bohater umiera na AIDS w połowie filmu a potem przyglądamy się, jak zespół radzi sobie bez niego" - powiedział Cohen.LFI/Photoshot/REPORTEREast News
Podobne apele pojawiały się też w związku z kolejnym obrazem komika, przy okazji którego już po raz trzeci spotkał się z reżyserem Larrym Charlesem. Tym razem film oprotestowały organizacje muzułmańskie, obawiając się że "Dyktator" przyczyni się do wzrostu antyarabskich nastrojów. Dlaczego?
Ponieważ kolejne wcielenie Barona Cohena wzorowane było na postaciach dwóch tyranów: Muammara Kaddafiego i Saddama Husajna. A sam komik mówił o swoim filmie (dedykowanym nota bene pamięci zmarłego niedawno Kim Dzong-Ila), że jest to "niezwykła historia dyktatora, który heroicznie ryzykował własne życie po to, by demokracja nigdy nie zawitała do kraju, który z taką miłością terroryzował".
Collection ChristophelEast News
W swym ostatnim, jak na razie, filmie - "Alicja po drugiej stronie lustra" - Sacha Baron Cohen wcielił się w kolejną szalona postać. Zagrał... Czas - magiczną istotę, która jest pół-człowiekiem, pół-zegarem.
Producenci filmu jednogłośnie orzekli, że w roli Czasu - tajemniczej osobistości dysponującej Chronosferą, która pozwala podróżować w przeszłość - najlepiej sprawdzi się właśnie brytyjski komik. - Sacha wirtuozersko gra nadętych idiotów. Wniósł do filmu wiele wyjątkowego humoru - mówiła o roli Cohena odtwórczyni tytułowej roli w filmie, Mia Wasikowska.
- Największym wyzwaniem było dla mnie stworzenie tej postaci tak, by idealnie wpisała się ona w klimat powieści Lewisa Carrolla - przyznawał Cohen. - Nie mogłem odstawać od innych postaci, które już pojawiały się na ekranie. Długo pracowałem choćby nad specyficznym sposobem mówienia i wypowiadania się - dodawał aktor.Collection ChristophelEast News
Po raz pierwszy Baron Cohen zaprezentował swoje alter ego we wrześniu 1998 roku. Ali G niespodziewanie szybko stał się narodowym fenomenem medialnym, a jego autorskie powiedzonka niebawem weszły do języka codziennego. Rok później stacja Channel 4 rozpoczęła emisję już całkowicie autorskiego "Da Ali G Show", którym to programem Baron Cohen dwukrotnie zasłużył sobie na nagrodę British Academy Award w kategorii najlepszy komik i najlepszy program satyryczny.
Ubrany w dres i obwieszony złotymi łańcuchami przeprowadzał w nim wywiady ze znanymi osobistościami świata kultury, rozrywki, polityki i sportu, zadając swoim gościom... najbardziej idiotyczne pytania, jakie przyszły mu do głowy. Co ciekawe, jego rozmówcy z pełną powagą na nie odpowiadali, dając wciągnąć się komikowi w absurdalne dywagacje (astronauta Buzz Aldrin musiał się np. tłumaczyć z tego, że Księżyc naprawdę istnieje).
Z nadejściem nowego tysiąclecia artysta zadebiutował również na rynku muzycznym, w teledysku Madonny zatytułowanym "Music". W Sztokholmie wręczał jedną z prestiżowych nagród MTV Europe Music Award, a we Frankfurcie wystąpił już w roli mistrza całej ceremonii. Zwieńczeniem medialnej kariery Aliego okazał się zaś pełnometrażowy film "Ali G Indahouse". Tytułowy bohater został w nim wybrany do parlamentu brytyjskiego i musiał udaremnić spisek mający na celu zniszczenie domu kultury w jego rodzinnym mieście. W 2003 roku Ali G trafił też w końcu do Stanów Zjednoczonych - jego show pokazywała stacja HBO.Everett CollectionEast News
Ali G był niezwykle popularny, ale przede wszystkim w krajach anglojęzycznych. Cały świat podbiła natomiast kolejna kreacja Barona Cohena - Borat Sagdiyew.
To kazachski dziennikarz, który opuszcza swój kraj i wyrusza do Stanów Zjednoczonych, by nakręcić film dokumentalny o "największym mocarstwie na świecie". Na miejscu zakochuje się jednak w gwieździe "Słonecznego patrolu", Pameli Anderson, i postanawia zdobyć jej serce.
Aby to osiągnąć przemierza kraj wzdłuż i wszerz, napotykając na swojej drodze wielu ludzi, na których jego niecodzienne zachowanie - Borat to bowiem antysemita (nie wsiada do samolotu bo "mogą go porwać Żydzi", a jego bohaterem jest ten "odważny antyżydowski wojownik Melvin Gibson"), mizogin (feministki prosi o pokazanie piersi) i rasista pełną piersią - wywołuje silne wrażenie, ujawniając tym samym uprzedzenia i hipokryzję kultury amerykańskiej.
Bardzo mocne, celne, ale też niesmaczne i zuchwałe (pozorowany seks oralny Borata z producentem jego filmu) żarty spowodowały, że film o podtytule "Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej" był jednym z największych hitów sezonu 2006-2007, co odzwierciedliło się m.in. w nagrodach. Film otrzymał nominację do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany a sam Cohen odebrał Złotego Globa w kategorii najlepszy aktor w komedii lub musicalu.GOLD/MILLER PRODUCTIONS East News
Kolejnym wcieleniem Barona Cohena, które podbiło kina był Brüno - gejowska wyrocznia mody i telewizyjny prezenter w jednym. Jego życiowe cele - zostać największą austriacką gwiazdą po Adolfie Hitlerze oraz odnaleźć prawdziwą miłość. Aby zrealizować te marzenia, Brüno nie cofnie się przed niczym. Adopcja czarnoskórego chłopca wymienionego na iPoda? Zaciągnięcie się do wojska w mundurze od Dolce&Gabbana? Próba zmiany orientacji seksualnej na hetero? Dla niego nie ma żadnej świętości ani tematu tabu.
Tak jak przy okazji "Borata" Baron Cohen na celowniku miał przede wszystkim antysemitów, tym razem skierował swoją kamerę w stronę homofobów. W "Brüno" pokazywał m.in., jak duchowny stara się "wyleczyć" jego bohatera z gejostwa, zalecając całkiem na poważnie wstrzemięźliwość seksualną i modlitwę (na co komik rzuca w jego stronę: "Nigdy nie miałeś seksu homoseksualnego? To dziwne, bo masz usta stworzone do obciągania"), a także, jak rozbiera się przed starającym się wtedy o nominację prezydencką Ronem Paulem (przekonując go przy okazji, że jest podobny do Enrique Iglesiasa).
Przeciwnicy Barona Cohena zarzucali mu jednak, że "Brüno" zamiast walczyć ze stereotypami dotyczącymi homoseksualistów, tylko je wzmacnia, prezentując taką a nie inną wizję swojego bohatera.materiały dystrybutora