Reklama

Reklama

"Rzeź": Kwartet

1 września 2011 roku podczas festiwalu w Wenecji Roman Polański zaprezentował "Rzeź" - adaptację sztuki "Bóg mordu" autorstwa Yasminy Rezy. Właśnie mija dekada od premiery filmu, na którego planie polski reżyser zgromadził największe gwiazdy Hollywood.

Kate Winslet, Jodie Foster, John C. Reilly i Christoph Waltz w scenie z "Rzezi"

Sztuka Rezy opowiadała o dwóch małżeństwach, różniących się przekonaniami politycznymi i przynależnością klasową, które spotykają się, by przedyskutować bójkę, do której doszło między ich dziećmi. Wszyscy chcą szybko wyjaśnić sprawę. Jednak im dłużej trwa spotkanie, tym bardziej wszyscy są do siebie nastawieni konfliktowo, a na jaw wychodzi ich hipokryzja.

Na język angielski przełożył ją Christopher Hampton, laureat Oscara za scenariusz "Niebezpiecznych związków" (a kilkanaście lat później także "Ojca"). W marcu 2009 roku sztuka, po minimalnych zmianach, została wystawiona na Broadwayu. Na scenie wystąpili Jeff Daniels, Hope Davis, James Gandolfini i Marcia Gay Harden. Wszyscy zostali docenieni nominacjami do nagrody Tony. Ostatecznie ze statuetką skończyła jedynie ostatnia z wymienionych. "Boga mordu" uznano także za najlepszą sztukę roku.

Reklama

Przedstawieniem według Rezy zachwycił się między innymi Roman Polański. Reżyser ocenił, że doskonale nadaje się ono na film. Pociągała go wizja dzieła, którego akcja dzieje się w czasie rzeczywistym, bez ani jednej elipsy czasowej. Polański szybko skontaktował się z Rezą. Ta zgodziła się na współpracę i pomogła zaadaptować swoją sztukę na scenariusz filmowy. Twórca "Chinatown" rozpoczął pracę nad produkcją w 2009 roku, gdy przebywał w areszcie domowym po zatrzymaniu na lotnisku w Zurychu. Chociaż reżyser postanowił umieścić akcję filmu na Brooklynie, od początku wiedział, że zdjęcia powstaną w Paryżu. Powód był oczywisty - Polański nie mógł pojawić się w Stanach Zjednoczonych z powodu oskarżeń o gwałt, które w 1978 roku zmusiły go do opuszczenia kraju.

Jednym z najważniejszych zadań było zgromadzenie czwórki członków obsady, którzy potrafiliby "sprzedać" film. Ostatecznie na planie pojawili się Jodie Foster, Kate Winslet, John C. Reilly i Christoph Waltz. Po premierze krytycy niemal jednogłośnie stwierdzili, że aktorski kwartet stanął na wysokości zadania. Podczas promocji filmu Foster podziwiała konsekwencję, z jaką Polański dążył do założonego sobie celu. Chwaliła także sztukę Rezy. Podobało jej się, jak bohaterowie robią się podczas niej coraz gorszymi ludźmi, a jednocześnie z minuty na minutę staję się coraz śmieszniejsi.

Winslet przyznała, że chciała zrobić sobie przerwę od aktorstwa. Plany te szybko skorygowała propozycja roli w "Rzezi". Aktorka przyznała, że możliwość zagrania u twórcy "Pianisty" była dla niej swego rodzaju zaszczytem. "Musiałabym być głupia, żeby nie zmienić dla niego swojego kalendarza" - mówiła. W dodatku na planie przez cały czas mogła jeść cobbler i pić whiskey. Nie szczędziła także pochwał Polańskiemu: "Chyba nigdy nie widziałam w nikim takiej ilości energii. On ma niesamowitą charyzmę". Jednocześnie przyznała, że reżyserowi zdarzało się droczyć ze swoimi aktorami. Czasem mówił im "zróbmy to po waszemu", by chwilę później dodać: "po mojemu będzie lepiej, ale spróbujmy".

Z kolei Reilly był nieco zaskoczony swoim angażem. Chociaż aktor miał na swoim koncie nominację do Oscara za drugoplanową rolę w "Chicago", w kolejnych latach skupił się przede wszystkim na absurdalnych komediach jak "Idź twardo: Historia Deveya Coxa" i "Bracia przyrodni". Był wielce zdziwiony, gdy dowiedział się, że Polański widział w swoim filmie właśnie jego. Bez castingu, bez próbnego czytania - od razu przyszło zaproszenie na zdjęcia w Paryżu, które miały zająć osiem tygodni. Reilly był zaznajomiony z materiałem - kilka lat wcześniej starał się o rolę na Broadwayu, która ostatecznie trafiła do Jamesa Gandolfiniego.

Podczas pracy na planie docenił, że Polański - w przeciwieństwie do innych wielkich reżyserów - potrafił spojrzeć na całość z perspektywy aktora. Jednocześnie był bardzo spostrzegawczy i zawsze dawał znać, gdy wyczuwał coś fałszywego. Polański nie dawał jednak zbyt wielu wskazówek czwórce aktorów. Z kolei piony dźwiękowe i operatorskie otrzymywały od niego długie wytyczne. Pewnego dnia zdjęciowego Reilly spytał go, czy jego występ jest dobry. "Mam podbudować twoje ego?" - usłyszał w odpowiedzi od reżysera.

Podziwu dla Polańskiego nie ukrywał także Christoph Waltz. Austriacki aktor był na ustach wszystkich od dwóch lat, gdy zachwycił publiczność i krytyków rolą Hansa Landy w "Bękartach wojny" Quentina Tarantino. "Nie możesz się z nim kłócić. On ma zawsze rację. Kręci filmy od sześćdziesięciu lat, jak więc mógłby nie stawiać na swoim" - mówił Waltz. Wyznał także, że na planie u Polańskiego wszyscy muszą dawać z siebie sto procent. "Nie pozwalał chodzić na skróty, co bardzo mi pomagało. Osobiście często to robię, bo jestem leniem. Jednak [Polański] zwraca ci uwagę, zanim zaczniesz się obijać. To fantastyczne".

Po premierze w Wenecji "Rzeź" otrzymała głównie przychylne recenzje. Krytycy chwalili aktorów oraz sposób, w jaki Polański ogrywał miejsce akcji, czyniąc je wraz z rozwojem fabuły coraz bardziej klaustrofobicznym. Kilka miesięcy później Foster i Winslet otrzymały nominacje do Złotego Globu za najlepszą rolę kobiecą w komedii lub musicalu. Do dziś jest to ostatni film w karierze Polańskiego nakręcony w języku angielskim.

Po latach do "Rzezi" wróciła Kate Winslet. We wrześniu 2020 roku aktorka przeprosiła za współpracę z Polańskim i Woodym Allenem. "To nieprawdopodobne, przez jak długi czas ci mężczyźni byli cenieni w środowisku filmowym. To ku... haniebne" - mówiła, zaznaczając jednocześnie, że nie może cofnąć czasu i musi wziąć odpowiedzialność za swoje wcześniejsze decyzje i słowa.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rzeź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje