Reklama

Reklama

​Rusza festiwal w Cannes. Goście muszą nauczyć się pluć do probówek

6 lipca rusza 74. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Jak informuje portal "Variety", organizatorzy festiwalu postawili na dość kontrowersyjną metodę sprawdzania, czy przybywający na tę imprezę goście nie są zakażeni koronawirusem. Chętni do tego, by uczestniczyć w tym festiwalu, muszą pluć do probówek.

Takiego festiwalu w Cannes jeszcze nie było

Pochodząca ze stanu Tennessee Olivia Wilson, która będzie jedną ze stażystek podczas tegorocznego festiwalu, przybyła do Cannes w poniedziałek. Zanim jednak została dopuszczona do festiwalowych atrakcji, musiała kilka razy splunąć do probówki, by udowodnić, że nie ma COVID-19. "To było dla mnie trudne. Nie byłam w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości śliny. Musiałam splunąć z piętnaście razy, zanim zebrała się wymagana ilość" - mówi Wilson.

Laboratorium Biogroup, które jest odpowiedzialne za ochronę festiwalu przed COVID-19, woli test śliny od pobierania wymazu z nosa i gardła. Powzięte środki bezpieczeństwa są konieczne z powodu wciąż panującej pandemii. To przez nią w ubiegłym roku festiwal trzeba było odwołać - po raz pierwszy od czasu II wojny światowej.

Reklama

Zamieszanie związane z festiwalem spowodowane zostało francuskim prawem, które pozwala uczestniczyć w zgromadzeniach publicznych na wolnym powietrzu tylko osobom zaszczepionym bądź mającym negatywny wynik testu PCR. To jest utrudnienie dla gości spoza Unii Europejskiej, dlatego z góry będą oni traktowani jako niezaszczepieni. W tej sytuacji będą musieli być testowani na COVID-19 co 48 godzin, jeśli będą chcieli uczestniczyć w wydarzeniach festiwalowych poza salami kinowymi. Według francuskiego prawa, nie trzeba pokazywać świadectwa zaszczepienia, chcąc obejrzeć film w sali kinowej.

Jak donosi portal "Variety", dzień przed rozpoczęciem festiwalu specjalne centrum poświęcone testom na COVID-19 w niczym nie przypominało przepychu, jakim charakteryzuje się festiwal w Cannes. Gości zebrano w dużym pomieszczeniu, w którym wręczono im próbówki, do których musieli napluć. To okazało się problematyczne, bo nie wszyscy trafili do pojemników, niektórym kłopot sprawiło też "uzbieranie" wymaganej ilości. Ci, którym się to nie udało, zabrali pojemniki do domu, gdzie będą próbować odpowiednio napełnić je śliną.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje