Reklama

Reklama

Rozwalić system! Najgorsze filmy 2015

Te filmy po prostu "rozwaliły system". Prezentujemy zestawienie najgorszych produkcji, jakie gościły na ekranach kin w 2015 roku. W niechlubnej dziesiątce recenzentów Interii znalazły się aż 4 polskie filmy, w tym fabularyzowany dokument "Pilecki".

"Bezwstydny Mordecai" (Mortdecai), reż. David Koepp, USA 2015, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 23 stycznia 2015

"Bezstydny Mordecai" to opowieść o tytułowym właścicielu najbardziej zniewalającego wąsa na Wyspach Brytyjskich, który pewnego dnia wpada na trop zaginionego obrazu Goi zawierającego wskazówki pozwalające przejąć konto bankowe pełne zrabowanego złota. W głównej roli oglądaliśmy Johnny'ego Deppa.

Reklama

Według Anny Bielak obraz Davida Koeppa to "opowieść upleciona z idiotycznych zwrotów akcji, kiepskich dialogów i niesmacznych gestów".

"To film zły, fatalnie wyreżyserowany, źle napisany, jeszcze gorzej zagrany; urozmaicony żałosnymi efektami specjalnymi, ogłuszający tandetną ścieżką dźwiękową i zamiast czystej rozrywki, oferujący szereg rozczarowań, załamań rąk i nawoływań o pomstę do nieba. Zamiast starego dobrego slapsticku spod znaku Flipa i Flapa - wielka wtopa. I strata czasu" - puentowała recenzentka Interii.

Ocena: 1/10

"Dzień z życia blondynki" [Walk of Shame], reż. Steven Brill, USA 2014, dystrybutor: Vue Movie Distribution, premiera kinowa: 6 lutego 2015

Komedia "Dzień z życia blondynki" była opowieścią o prezenterce telewizyjnej Meghan Miles (Elizabeth Banks). Jej życie wydaje się idealne, ma narzeczonego i walczy o awans. Pewnej nocy ukochany postanawia jednak zostawić ją dla innej, a konkurentka odbiera stanowisko dziennikarki w krajowej stacji telewizyjnej. 

"'Dzień z życia blondynki' miał być komedią pomyłek, w której nocny powrót do domu przemienia się w koszmarną przygodę" - pisała w recenzji Joanna Ostrowska. "Poszczególne wpadki Meghan nikogo nie bawią. Przypominają raczej kiepski telewizyjny kabaret, który tak naprawdę w dość żenujący sposób obśmiewa mizoginię i seksizm" - dodawała recenzentka.

Ocena: 2/10

"Bóg nie umarł" (God's Not Dead), reż. Harold Cronk, USA 2014, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 6 marca 2015 

Główny bohater filmu 'Bóg nie umarł" - Josh - rozpoczyna studia na jednej z amerykańskich uczelni. W pierwszym semestrze trafia na zajęcia z filozofii prowadzone przez fanatycznego ateistę profesora Radissona. Wykładowca już na pierwszych zajęciach każe studentom napisać na kartce słynne zdanie Friedricha Nietzschego: "Bóg umarł", i złożyć pod nim podpis. Ci, którzy tego nie zrobią mogą zrezygnować z zajęć lub... udowodnić, że Nietzsche się mylił. Z całej grupy pierwszorocznych studentów wyzwanie podejmuje tylko Josh...

"Harold Cronk to specjalista od filmów chrześcijańskich. W jego najnowszej produkcji student mierzy się z samym Herkulesem, by udowodnić, że Bóg jednak nie umarł, żyje i ma się dobrze. Ostatecznie jest łopatologicznie, ideologicznie i koszmarnie sztampowo" - Martyna Olszowska pisała w recenzji na stronach Interii.

Według recenzentki reżyser "Bóg nie umarł" proponuje "propagandową papkę, która może obrazić gust nawet wierzących, acz bardziej wymagających widzów". Na spotkania oazowe "Bóg nie umarł" nadaje się idealnie - kończy Olszowska.

Ocena: 2/10

"System" (Child 44), reż. Daniel Espinosa, USA 2014, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 24 kwietnia 2015 

"System" był rozgrywającą się w stalinowskiej Rosji opowieścią o młodym funkcjonariuszu Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (Tom Hardy), który sprawnie pnie się po szczeblach kariery. Jest posłusznym sługą systemu, jednak pewnego dnia jego wiara w ideały Partii zostaje zachwiana. Przełożeni każą mu zatuszować sprawę okrutnego morderstwa czteroletniego chłopca. Gdy zaczynają ginąć kolejne dzieci, narażając się na gniew zwierzchników, Demidow rozpoczyna śledztwo na własną rękę.

"'Systemu' nie ratują nawet wybitni aktorzy: Tom Hardy, Noomi Rapace, Garry Oldman (kilka scen), czy Joel Kinnaman. Niestety, na dokładkę wszyscy bohaterowie starają się lepiej, bądź gorzej naśladować rosyjski akcent, co może śmieszyć tylko przez kilka pierwszych minut. Po chwili staje się wręcz nie do zniesienia"- Joanna Ostrowska wytykała wady "Systemu".

"'System' Daniela Espinosy to filmowy potworek z wielkimi historycznymi i bodajże politycznymi aspiracjami. Świat stalinowskiej Rosji został, pod względem scenograficznym, bardzo pieczołowicie odtworzony, ale sztuczna i chaotyczna historia wszystkich bohaterów bardzo szybko staje się kuriozalną wariacją na temat przeszłości, w której na domiar złego nie ma ani odrobiny ironii, co już ostatecznie pogrąża film Espinosy" - wyrokowała Ostrowska.

Ocena: 1/10

"Poskromić playboya" (The Opposite Sex), reż. Jennifer Finnigan, Jonathan Silverman, USA 2014, dystrybutor: Phoenix, premiera kinowa: 1 maja 2015

Film "Poskromić playboya" opowiadał historię Vince'a (Geoff Stults), najbardziej skutecznego adwokata zajmującego się rozwodami w całej Nowej Anglii. Dla Vince’a, życie to jeden wielki konkurs, a przegrana jest nie do przyjęcia. Dotyczy to także zdobywania pięknych kobiet. Kiedy Vince spotyka Jane (Mena Suvari), jego codzienność przewraca się do góry nogami. Szybko zda sobie sprawę, że właśnie trafił na miłość swojego życia.

"W 'Poskromić playboya' nie grają aktorzy, tylko okładki gazet. W filmowym uniwersum niemal wszyscy wyglądają, jakby poddani zostali retuszowi Photoshopa" - Artur Zaborski pisał w recenzji dla Interii.

"Co ten film robi w kinach w 2015 roku, skoro - co najwyżej! - powinien zakończyć żywot w marketach z tandetą wydawaną seriami na DVD, to pytanie, które ciśnie na usta nawet nie po projekcji, tylko w jej trakcie. Gdyby to jeszcze była jakaś stylizowana na film z końca lat 90. XX wieku ciekawostka... Ale nie. 'Poskromić playboya', choć przypomina terminatora, który z przeszłości wysłał się w teraźniejszość (pytanie tylko, po co?), powstał teraz i to w dodatku zupełnie na serio. Jeśli kogoś trzeba było tu poskromić, to jedynie twórców tego filmu. No, i może jeszcze widzów, którzy zamierzają wybrać się nań do kina" - ostrzegał Artur Zaborski.

Ocena: 3/10

"Ostatni klaps", reż. Gerwazy Reguła, Polska 2015, dystrybutor: Muschelka, premiera kinowa: 22 maja 2015 

"Ostatni klaps" w reżyserii Gerwazego Reguły był debiutem produkcyjno-dystrybucyjnym firmy Mushchelka.. W rolach głównych oglądaliśmy Mariusza Pujszo, Maję Frykowską oraz Marka Włodarczyka.

Artur Zaborski rozpoczął recenzję od wytknięcia realizatorskich błędów: "Wszystko jest tu zrobione bez wyrazu i na odczep: scenariusz Mariusza Pujszo nielogiczny i wątpliwy, a zdjęcia i montaż nieznośnie przezroczyste. Ma się właściwie wrażenie, jakby kamera Jakuba Jakielaszeka ("Belcanto", "Jedenaste: nie uciekaj") zamiast obsługującego ją operatora miała czujnik, który reaguje na ruch aktorów. A montaż debiutującego w fabule Tomasza Ciesielskiego? Od linijki i chronologicznie, według podręcznika 'Jak opowiedzieć historię, nie używając do tego montażu'."

Recenzent Interii nie oszczędził również gwiazd produkcji: "O aktorstwie można byłoby najlepiej nie powiedzieć nic, ale trzeba. Z jednego tylko powodu. Zaangażowani przez Regułę odtwórcy ról mają tym filmem zerwać ze swoim wizerunkiem. I tak Mariusz Pujszo, laureat Węży, polskich antynagród filmowych, za swoje nieśmieszne komedie tym razem prezentuje się jako Hałaburda, reżyser-intelektualista, cierpiący z powodu starości, zbyt poważny, pokraczny. Maja "Frytka" Frykowska, która doświadczyła duchowej (i cielesnej) metamorfozy z rozpustnicy w orleańską dziewicę, gra gwiazdę filmów porno, której zamarzyła się rola w ambitnej produkcji. Zaś Marek Włodarczyk, którego wszyscy zapamiętaliśmy jako poczciwego tatuśka tytułowej bohaterki serialu "BrzydUla", tym razem wciela się w napakowanego, świecącego klatą, pewnego siebie producenta".

Ocena: 2/10

"Klucz do wieczności" (Self/Less), reż. Tarsem Singh, USA 2015, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 24 lipca 2015

"Klucz do wieczności" był opowieścią o chorującym na raka bogaczu, który korzysta z udogodnień ówczesnej medycyny, umożliwiającej mu przeniesienie świadomości do zdrowego i młodego ciała. Główne role w filmie reżysera "Immortals. Bogowie i herosi 3D" grali Ben Kinglsey i Ryan Reynolds. 

"'Klucz do wieczności' powinien stać się hitem na kolejnej ceremonii rozdania Złotych Malin. I nie chodzi tylko o absurdalną historię o potrzebie nieśmiertelności i realizacji najgłębszych, seksualnych fantazji panów po 60-tce, lecz również o dwie kuriozalne kreacje aktorskie - Bena Kingsleya i Ryana Reynoldsa" - prorokowała Joanna ostrowska.

Ocena: 1/10

"Żyć nie umierać", reż. Maciej Migas, Polska 2015, dystrybutor: Kino świat, premiera kinowa: 28 sierpnia 2015

Główny bohater "Zyć nie umierać" - Bartek (Tomasz Kot) -  niegdyś wzięty aktor, teraz zabawiacz publiczności w popularnym telewizyjnym show, dowiaduje się, że jest nieuleczalnie chory. Według lekarza zostały mu zaledwie trzy miesiące życia. Bartek postanawia maksymalnie wykorzystać ten czas, uporządkować swoje sprawy, naprawić błędy życiowe i pogodzić się z ukochaną córką.

Joanna Ostrowska nie przeoczyła podobieństw między filmem Migasa a oscarowym "Witaj w klubie" Jeana-Marca Valleé.

"W filmie Valleé walka z chorobą i życiowy remanent łączył się z kwestiami politycznymi, prawnymi, genderowymi, rewolucją w ruchu LGBT itd. W "Żyć nie umierać" chodzi oczywiście tylko i wyłącznie o odzyskanie ukochanej córki i drobne żarty z wietnamskiej medycyny niekonwencjonalnej. Gdyby przynajmniej Bartosz Kolano nie występował w kilku scenach w kostiumie kowboja, można byłoby jakoś tam odpuścić te "nawiązania" do roli Matthew McConaugheya w 'Witaj w klubie'. Niestety Tomasz Kot biega w charakterystycznym kapeluszu i spodniach i nie sposób tego przemilczeć" - zauważyła recenzentka Interii.

Ocena: 2/10

"Pilecki", reż. Mirosław Krzyszkowski, Polska 2015, dystrybutor: Kondrat-Media, premiera kinowa: 25 września 2015 

"Pilecki" to fabularyzowany dokument przedstawiający historię rotmistrza Witolda Pileckiego od czasów jego młodości, poprzez działania w czasie II wojny światowej, aż do uwięzienia i śmierci w maju 1948 roku.

"Kiedy na uroczystej premierze filmu pojawiają się harcerze i biało-czerwony sztandar, wiedz, że żarty się skończyły. Kiedy konferansjer natchnionym głosem mówi, że istnieje 'niewyobrażalne zło' i 'niewyobrażalne dobro', zapnij pasy bezpieczeństwa. 'Pilecki' Mirosława Krzyszkowskiego to dzieło na swój sposób ekstremalne: tak oddane sprawie, że nie ma w nim nic poza nagim przekazem - tymi zdaniami Piotr Mirski rozpoczynał recenzję dla Interii.

"Trudno określić zawartość 'Pileckiego' jako kicz, bo w kiczu można odnaleźć pewną wartość, karkołomne połączenie prostoty i przesady, intensywne kolory i wielkie emocje. Film Krzyszkowskiego jest zrealizowany tak zgrzebnie, że trudno czerpać z niego jakąkolwiek satysfakcję, naiwną lub przewrotną. Niechlujna praca kamery, toporny montaż, umowna scenografia, napisane na kolanie kwestie, muzyka rodem z darmowego archiwum dźwiękowego, aktorstwo jak z kółka teatralnego - to wszystko wywołuje wrażenie obcowania z czymś do bólu amatorskim" - dodawał Mirski.

Ocena: 1/10

"Git", reż. Kamil Szymański, Polska 2015, dystrybutor: Muschelka, premiera kinowa: 13 listopada 2015

Więzienny dramat "Git" to kolejna propozycja Muschelki, która trafia na naszą niesławną listę. Główną rolę w obrazie Kamila Szymańskiego w reżyserii zagrał znany telewizyjnym widzów Włodzimierz Matuszak.

"Ta kuriozalna historyjka z najpoczwarniejszego koszmaru rozpoczyna się od ujęcia psa oczekującego na mięso, kończy się obrazkiem płonącego wizerunku Jezusa Chrystusa. Trudno o bardziej adekwatne ujęcie ram tego desperackiego projektu" - Joanna Ostrowska wyliczała wady filmu. "Trzeba byłoby [też] zwrócić uwagę też na charakteryzację - tatuaże więzienne w 'Gicie' to naprawdę majstersztyk nieudacznictwa, bezczelność i zwykły brak szacunku dla tego, który patrzy" - kontynuowała Ostrowska.

"Po obejrzeniu filmu 'Git' trudno zachować spokój. Trudno też pozbyć się wrażenia, że debiut Szymańskiego wywołuje ból. Ten efekt rzeczywiście został osiągnięty w stu procentach. Ewidentnie młody reżyser/scenarzysta wykazał się niebywałą odwagą i stalowymi nerwami. Naprawdę trzeba mieć tupet, żeby stworzyć tak bolesną artystycznie wizję i postawić wszystko na jedną kartę - postanowić pokazać ją szerokiej widowni"- Joanna Ostrowska była pod wrażeniem artystycznej odwagi Kamila Szymańskiego.

Ocena: 0/10

 


 


 



INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje