Reklama

Reklama

Rozmowy twardych facetów

- Nie mam pojęcia, co decyduje o tym, że facet jest twardzielem - mówi Tommy Lee Jones. - Nie wydaje mi się, aby faceci byli twardzi z natury. Przykładowo - jaki facet byłby na tyle twardy, żeby znieść poród? Nie... nie wiem, co oznacza ten przymiotnik.

Widzowie najwyraźniej jednak wiedzą i, co więcej, uważają, że właśnie Jones pasuje do tej definicji. Uwierzyli mu, kiedy oglądali go w rolach despotycznego męża Loretty Lynn w "Córce górnika" (1980), szorstkiego szeryfa z Teksasu w "Na południe od Bravos" (1989) i nieprzejednanego oficera policji federalnej w "Ściganym" (1993), która to kreacja przyniosła mu Nagrodę Akademii dla najlepszego aktora drugoplanowego. Był dla nich również przekonujący jako legendarny - i legendarnie grubiański - gwiazdor baseballu Ty Cobb ("Cobb", 1994) i jako bezkompromisowy stróż prawa w "To nie jest kraj dla starych ludzi" (2007). Przejmującą kreację aktora widzowie pamiętają też z filmu "W dolinie Elah".

Reklama

Twardziel? Być może...

Mój rozmówca automatycznie dyskredytuje te pytania, które nie są po jego myśli, i często odpowiada jednym słowem - nawet na te, które uważa za dopuszczalne. Kiedy jednak usłyszy takie pytanie, które go zainteresuje, mówi bez końca.

Tak, jak w przypadku wspomnianego pytania o bycie twardzielem.

- Być może jest to cecha charakterystyczna dla ludzi z Teksasu - mówi aktor, sam będący Teksańczykiem z urodzenia. - Grałem kiedyś w futbol [najpierw w szkole średniej w Dallas, a potem na Uniwersytecie Harvarda - przyp. tłum.], ale za to dawałem kierować sobą małej dziewczynce, odkąd ta dziewczynka - czyli moja córka - skończyła sześć lat. Jaki to twardziel?

Jones pozwala sobie nawet na uśmiech, mówiąc o swoich dzieciach - 19-letniej Victorii i 28-letnim Austinie. - Moja córka jest studentką pierwszego roku aktorstwa w nowojorskim Purchase College - opowiada. - Świetnie sobie radzi. Chciałbym zawsze widzieć ją zdrową i szczęśliwą. Mój syn mieszka w Austin, pracuje w branży muzycznej i odnosi sukcesy. Jestem dumny z moich dzieci; bardzo dumny.

Zobacz zwiastun filmu "W dolinie Elah":

Dumą napawa go również telewizyjny film "The Sunset Limited", wyprodukowany przez telewizję HBO. Jones jest reżyserem, producentem wykonawczym i "połową" gwiazdorskiego duetu, który stanowi całą obsadę tej ekranizacji sztuki Cormaca McCarthy'ego, zaadaptowanej na potrzeby ekranu przez samego autora.

Faceci siedzą i rozmawiają

Partnerem Jonesa w "The Sunset Limited" jest Samuel L. Jackson. Grany przez niego bohater - Mr. Black - to były więzień i głęboko religijny człowiek, który udaremnia samobójczą próbę Mr. White'a. White (Tommy Lee Jones), nauczyciel akademicki, szuka śmierci pod kołami pociągu metra o nazwie The Sunset Limited. Black zabiera White'a do swojego mieszkania w Harlemie, gdzie obaj mężczyźni podejmą próbę przekonania się nawzajem co do słuszności swoich poglądów na życie.

- W tym wszystkim chodzi o to, aby odnieść się do największych pytań stawianych na przestrzeni dziejów ludzkości - pytań o życie i śmierć; o przyszłość rodzaju ludzkiego - i przekonać się, czy możemy się przy tym dobrze bawić. Humor odgrywa tu rolę zasadniczą - wyjaśnia Jones.

- Mamy do czynienia z dwoma facetami, którzy siedzą w pokoju i rozmawiają, w związku z czym ważna staje się dynamika obrazu. Nie dano mi zbyt wiele czasu, musiałem więc bardzo dobrze się zorganizować. Każdą decyzję podejmowaliśmy w oparciu o założenie, że będziemy kręcić od jedenastu do czternastu stron scenariusza dziennie. Tymczasem w przypadku większości filmów sukcesem jest, jeśli dziennie ekipie udaje się realizować półtorej strony.

Aktorstwo to za mało?

Swój pierwszy film, "Zacnych kowbojów" (1995), Jones wyreżyserował po 25 latach uprawiania aktorskiego fachu. Po raz drugi stanął za kamerą dopiero po upływie kolejnych dziesięciu lat, by nakręcić "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady" (2005), dzieło z uznaniem przyjęte przez krytykę. Mimo tych skromnych doświadczeń zapewnia jednak, że to właśnie zawód reżysera jest najbliższy jego sercu. - Po raz pierwszy zapragnąłem być reżyserem jeszcze jako mały chłopiec - mówi.

Łatwo zauważyć, że pomiędzy jego drugim i trzecim przedsięwzięciem tego rodzaju upłynęło zaledwie sześć lat. Co więcej, aktor zdradza, że w planach ma kolejne cztery reżyserskie projekty, których realizacja jest tylko kwestią... pieniędzy.

- Niełatwo jest znaleźć pracę jako reżyser - mówi Jones. - To zawód, który daje ci największą władzę, a to przecież jest bardzo ważne.

Nietrudno pojąć, dlaczego - mimo prestiżu, jakim Cormac McCarthy cieszy się jako pisarz, i mimo sukcesu "To nie jest kraj dla starych ludzi", oscarowego filmu zrealizowanego przez braci Coen na podstawie jego powieści - wielu w Hollywood uważało, że "The Sunset Limited" nie da się przełożyć na język kina. W końcu, jak mówi Jones, to historia "dwóch facetów, którzy siedzą w pokoju i rozmawiają".

Zobacz zwiastun filmu "The Sunset Limited":

Jednak on sam nigdy nie postrzegał tej sztuki w taki sposób. A z jej autorem przyjaźni się od wielu lat.

- Cormac jest prawdopodobnie najznakomitszym stylistą wśród żyjących prozaików tworzących w języku angielskim - mówi. - Przekonanie, że sztuka "The Sunset Limited" może i powinna zostać sfilmowana, towarzyszyło mi przez długi czas.

Wygląda na to, że los był przychylny tym zamysłom.

- Pewnego razu pojechaliśmy z żoną w okolice Santa Fe, gdzie mamy dom - opowiada aktor. - Któregoś dnia wybraliśmy się do lokalu "Sante Cafe", usiedliśmy w ogródku i zamówiliśmy lunch. Opowiadałem żonie o "The Sunset Limited" i przypomniałem jej, jak rok wcześniej przypadkiem spotkaliśmy Cormaca na ulicy, nieopodal hotelu La Fonda. "Byłoby wspaniale, gdybyśmy znów tak na siebie wpadli", powiedziałem.

- Wtedy moja żona spojrzała ponad moim ramieniem i powiedziała: "Witaj, Cormac!"... to był on. Stał obok naszego stolika. Zaproponowałem mu, żeby się do nas dosiadł...

McCarthy skorzystał z zaproszenia, i wkrótce rozmowa o przeniesieniu jego sztuki na ekran przybrała konkretny obrót.

- Powiedziałem mu: "Twoi agenci są niezwykle dumni z faktu posiadania praw autorskich do twoich dzieł, oczywiście ze względu na sukces "To nie jest kraj dla starych ludzi"". Cormac na to: "Zadzwoń do nich jeszcze raz i zapytaj, o co im chodzi. Jeśli będą stwarzać ci jakieś trudności, ja do nich zadzwonię".

Wsparcie McCarthy'ego okazało się milowym krokiem na drodze do realizacji filmu - tak samo zresztą, jak pozyskanie Samuela L. Jacksona do roli Blacka i decyzja samego Jonesa, by wcielić się w postać White'a.

- Wielu aktorów mogłoby zagrać rolę, która przypadła mi w udziale - mówi Jones - ale wtedy nie byłbym w pełni zadowolony z efektu. Poza tym musiałbym im zapłacić...

Grać w swoim filmie?

Niektórzy spośród tych aktorów, którzy zwrócili się ku reżyserii, dla zasady unikają grania we własnych filmach, ale w przypadku Tommy'ego Lee Jonesa jest zgoła inaczej. Podczas pracy nad filmem lubi on wręcz brać na siebie jak najwięcej różnych ról.

- Jeśli jesteś producentem, reżyserem, scenarzystą i aktorem w jednej osobie, to sam fakt wykonywania dowolnych trzech profesji spośród wymienionych czterech sprawia, że ta czwarta staje się o wiele łatwiejsza - mówi. - Wykonywanie tylko jednej bywa z kolei frustrujące.

Dobrze ilustruje to przykład kolejnego związanego z twórczością McCarthy'ego projektu, którego realizacji podjął się Jones.

- Kilka lat temu poproszono mnie o przeredagowanie scenariusza opartego na wydanej w 1985 roku powieści Cormaca pt. "Krwawy południk". Zrobiłem to, ale nie nadzoruję tego projektu. To cudowna książka. Nie uważam, żeby była mroczna, ale jakoś tak się dzieje, że jest to pierwsze słowo, które ciśnie się ludziom na usta - zwłaszcza tym, którzy nie przeczytali w swoim życiu zbyt wiele. Dotyczy to niemal wszystkich.

Czekając na kolejną okazję, która pozwoli mu stanąć za kamerą, Jones zajmuje się graniem w filmach. W "The Company Men" gra menedżera zmuszonego do odejścia na wcześniejszą emeryturę. W wakacje do kin trafił inny obraz z jego udziałem, "Captain America: Pierwsze starcie", w którym jako pułkownik Chester Phillips werbuje do tajnego eksperymentu wojskowego Steve'a Rogersa (Chris Evans), w efekcie czego ten ostatni staje się superżołnierzem.

- To rasowe rozrywkowe kino - mówi. - Moja rola nie należała do najważniejszych; ja sam też nie odegrałem jakiejś znaczącej roli w procesie twórczym, bo i nie było takiego założenia. Zresztą, nie mogę zdradzić ci zbyt wiele.

Niedawno Jones skończył zdjęcia do filmu będącego adaptacją kolejnego komiksu - mowa o "Facetach w czerni 3" Barry'ego Sonnenfelda, w którym on i Will Smith ponownie łączą siły, by wcielić się w role agentów J i K.

Zobacz zwiastun filmu "Faceci w czerni 2":

- Nie miałem z tym żadnego problemu - mówi Jones - chociaż tak naprawdę nie znam się za bardzo na tych komiksach. Wiem za to, że praca na planie z Barrym Sonnenfeldem i Willem Smithem to świetna zabawa.

Jako aktor "do wynajęcia", Jones kieruje się prostą filozofią: bądź jak czysta kartka i daj reżyserowi to, czego od ciebie oczekuje.

Czego chce reżyser?

- Co prawda to podejście nie zawsze jest skuteczne - przyznaje - ponieważ efekt końcowy, którego życzy sobie reżyser, nie zawsze jest dla aktora czytelny. Reżyser też nie zawsze sam wie, czego chce. Niektórzy są lepiej przygotowani do pracy, niż inni. Niektórych onieśmiela skala zadania, innych - aktorzy, z którymi pracują. Poza tym jedni reżyserzy są bardziej szczerzy, inni mniej.

- Nie wybieram reżyserów, z którymi chcę pracować - zapewnia zdobywca Oscara. - Mnie można kupić. Każdy może mnie kupić. Pieniądze z całą pewnością mogą być czynnikiem motywującym.

Temu właśnie czynnikowi aktor zawdzięcza ranczo nieopodal San Antonio w Teksasie, a także domy w Nowym Meksyku, na Florydzie i w Argentynie. To widzialny plon ponad sześćdziesięciu filmów, w których zagrał od czasu swojego debiutu w "Love Story" (1970).

- Kartę członkowską Stowarzyszenia Aktorów Filmowych dostałem w 1969 roku - wspomina - w tym roku w lecie miną więc 42 lata od tego wydarzenia. Czasami wydaje mi się, że to było 420 lat temu... A czasem znów mam wrażenie, że od tamtego dnia upłynęły zaledwie 42 minuty.

- Sama wizja wykonywania "prawdziwego" zawodu jest dla mnie czymś tak odległym... - zamyśla się Tommy Lee Jones, a jego twarz rozjaśnia uśmiech. - Ciężko to sobie wyobrazić. Nie mam pojęcia, jak bym się czuł, gdyby przyszło mi pracować na swoje utrzymanie.

Nancy Mills

"The New York Times"

Tłum. Katarzyna Kasińska

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Premiera "Sunset Limited" według scenariusza Cormaca McCarthy'ego, w reżyserii Tommy'ego Lee Jonesa odbędzie się w czwartek, 27 października o godz. 20.40 w HBO.

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: Tommy Lee Jones | twardy | facet | faceci | film | Samuel L. Jackson | HBO

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy