Reklama

Roseanne Barr twierdzi, że pandemia koronawirusa to spisek przeciwko seniorom

Popularna niegdyś aktorka, która w tym roku skończy 68 lat, ma w czasie przymusowej izolacji mnóstwo czasu na myślenie. Jednym z owoców jej refleksji nad światem jest sugestia, że pandemia koronawirusa jest wynikiem celowego działania, które ma na celu wyeliminowanie osób starszych i przejęcie ich majątków.

Roseanne Barr

Roseanne Barr, zwolniona w 2018 roku z własnego serialu za rasistowski żart, powraca z równie kontrowersyjnymi wypowiedziami. Aktorka, która czas ogólnospołecznej izolacji spędza w swoim domu na Hawajach, wypowiedziała się w show "Kwarantanna z Normem Macdonaldem", które komik prowadzi na swoim kanale na YouTube. Zaczęło się niewinne, bo Macdonald chciał się dowiedzieć, jak jego stara znajoma radzi sobie zamknięta w domu. "Wiesz, że cierpię na spektrum autyzmu, więc wszystko musi być perfekcyjnie albo oszaleję" - wyjaśniła Barr. Od tego zwierzenia szybko przeszła jednak do swoich przemyśleń na temat tego, skąd się wzięła pandemia koronawirusa.

"Myślę, że jesteśmy właśnie zmuszani do ewolucji. Wiesz, co mam na myśli, Norm? Uważam, że próbują się pozbyć całego mojego pokolenia. Starsze panie, wdowy, które odziedziczyły pieniądze... A oni szukają pieniędzy i wymyślają, jak je wyciągnąć od ludzi" - powiedziała. Aktorka odniosła się do tzw. baby boomers, czyli pokolenia wyżu demograficznego w USA z lat 1946-1964. Nie jest jasne, czy aktorka żartowała ani kto według niej zaplanował spisek. "Miałem nadzieję, że to wszystko nastąpi dopiero jak umrę z przyczyn naturalnych" - powiedział Macdonald, próbując rozluźnić atmosferę. "Ja też, dlatego palę" - odpowiedziała Barr.

Aktorka miała w zanadrzu także radę dla Amerykanek. "Do wszystkich pracujących kobiet, które odnoszą sukcesy w wielkich korporacjach, radzę wam, nauczcie się gotować zupę", stwierdziła sarkastycznie. Przyznała, że sama, oprócz gotowania zup, zajmuje się także planowaniem odwetu. "Mam dużo czasu na przemyślenia o tym, jak pozwać całe Hollywood. Teraz mam czas na research i przygotowanie perfekcyjnego pozwu" - wyjawiła. A zapytana przez Macdonalda, czy ma na myśli studio, które ją zwolniło, odpowiedziała: "Nie, o całą moją sytuację, która przytrafiła mi się w Hollywood".

Reklama

Barr w latach 1988-1997 występowała jako postać tytułowa w komediowym serialu "Roseanne". Wznowiono go w 2018 roku, a następnie zdjęto z anteny po rasistowskim wpisie aktorki na Twitterze. Stwierdziła ona, że Valerie Jarrett, afroamerykanka i była doradczyni Baracka Obamy "jest produktem Bractwa Muzułmańskiego i Planety Małp". Za swoje słowa przeprosiła, jednak stacja ABC, która emitowała serial, nie dała jej drugiej szansy. Teraz w rozmowie z Macdonaldem aktorka stwierdziła enigmatycznie, że stało się w to w wyniku działań organizacji przekazującej CIA fałszywe informacje, które zniszczyły jej karierę. "Pozwałam 'National Enquirer' i wygrałam, ale nie mogę powiedzieć, ile pieniędzy mi zapłacili" - powiedziała Barr. Nie dodała jednak, że proces przeciwko magazynowi "National Enquirer" miał miejsce w 1990 roku i dotyczył opublikowania przez pismo listów miłosnych aktorki.

W dalszej części rozmowy z Macdonaldem pojawił się wątek komika Billa Cosby’ego, skazanego za napaść seksualną i odsiadującego wyrok w więzieniu. Barr powiedziała, że nigdy osobiście go nie poznała, jednak często do niej telefonował i udzielał aktorskich rad. "Nigdy mnie nie molestował, nikt w całym Hollywood nigdy nie chciał iść ze mną do łóżka, dlatego musiałam polegać wyłącznie na swoim talencie" - stwierdziła Barr, a ponieważ Macdonald zachował powagę, dodała: "Czemu się nie śmiejesz? To świetny żart!". Na koniec ponownie zasugerowała, że pandemia jest zorganizowanym spiskiem. "Szykują nas na coś jeszcze gorszego. Całymi dniami modlę się za Amerykę" - podsumowała Roseanne Barr.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Roseanne Barr

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje