Reklama

Rola życia Channinga Tatuma

Każdemu aktorowi przychodzi grać w życiu wiele ról, ale niektóre z nich mają większą wagę od pozostałych. Channinga Tatuma czeka właśnie taka rola - jak sam mówi, najważniejsza ze wszystkich.

Channing tatą

Reklama

- Traktuję ojcostwo jako największą rolę mojego życia - mówi aktor, popijając kawę. Spotkaliśmy się w jednym z hoteli w Beverly Hills, by rozmawiać o nadchodzących zmianach w jego życiu prywatnym i zawodowym. - Mam tylko nadzieję, że jej nie schrzanię. Kiedy ten nowy, mały człowiek pojawi się na świecie, planuję nieco zwolnić tempo...

Tatum i jego żona, aktorka Jenna Dewan, przygotowują się na prawdziwą rewolucję. Słyszeli już wszystkie możliwe historie związane z porannymi mdłościami, nocnymi napadami wilczego apetytu przyszłej mamy - a także bezsennymi nocami po narodzinach dziecka. Na razie jednak sytuacja wydaje się być pod kontrolą.

- Dotychczas wszystko przebiega całkiem spokojnie - przyznaje aktor. - Nie musiałem jeszcze biegać o północny do sklepu po ogórki kiszone. Po lody też nie. Czasami tylko wracam do domu z dodatkową tabliczką czekolady dla żony... A potem muszę się pilnować, żeby samemu jej nie zjeść.

Paparazzi nie będą mieli jednak możliwości przyłapania go na nuceniu kołysanek. Chociaż Channing oczarował miliony widzów tańcem, którym wspólnie z Charlize Theron otworzył tegoroczną oscarową galę, to przecież wszyscy świetnie pamiętają, że towarzyszącą występowi piosenkę "The Way You Look Tonight" śpiewał nie on, a gospodarz ceremonii, Seth MacFarlaine. Mój rozmówca potwierdza, że może wcielić się we Freda Astaira, ale tylko jeśli chodzi o taniec właśnie.

- Będę tańczył dla naszego malucha, ale śpiewać na pewno nie będę - śmieje się. - Uwierz mi, moje dziecko nie będzie chciało tego słyszeć.

Ekranowy twardziel

Jeśli macie jednak wrażenie, że całe to gadanie o dzieciach, pląsach i kołysankach zwiastuje narodziny nowego, łagodnego Channinga Tatuma, pozbądźcie się go natychmiast. Nasza rozmowa jest tylko jedną z wielu, które aktor odbędzie tego dnia w hotelowym lobby - a głównym jej tematem będzie najnowsza superprodukcja z jego udziałem, "G.I. Joe: Odwet", równie przesycona testosteronem, co jej poprzedniczka, "G.I. Joe: Czas Kobry" (2009). Oprócz Tatuma, w filmie zobaczymy etatowych ekranowych twardzieli, Dwayne'a Johnsona i Bruce'a Willisa. Do tego świata tancerze nie mają wstępu.

- Na wstępie muszę zaznaczyć, że druga część jest zupełnie inna niż pierwsza - mówi Tatum. - Mniej jest tutaj efektów komputerowych, mniej kreskówkowych rysów. Fabuła jest silniej zakorzeniona w rzeczywistości. A lasery zamieniliśmy na prawdziwe spluwy.

On sam uwielbia kino gatunkowe - nawet wtedy, kiedy bierze udział w produkcjach, które nie zdobywają nagród ani nie wzbudzają zachwytu u krytyków.

- Owszem, jestem wielkim fanem takich filmów, jak "G.I. Joe: Odwet" - właśnie ze względu na spektakularne sceny akcji. W przypadku tej serii są one wyjątkowo intensywne i wymagają od aktora szczególnego wysiłku. Wiem, o czym mówię, bo występowałem wcześniej w podobnych produkcjach, i mam porównanie. Fani kina akcji oczekują od tego rodzaju historii - i tego rodzaju poświęcenia od nas, aktorów.

Tatum dodaje, że dla potrzeb roli musiał wydłużyć nieco czas, jaki zazwyczaj spędza na siłowni. - Do czegoś takiego musisz się przygotować tak samo, jak sportowiec szykujący się do ważnych zawodów - mówi.

Rozbierał się za pieniądze

32-letni dziś gwiazdor dotarł na hollywoodzki szczyt dzięki ciężkiej pracy - i chętnie dzieli się swoimi sposobami na utrzymanie się w tej "pierwszej lidze".

- Po pierwsze, nigdy nie należy czytać plotek na swój temat - mówi. - Po co się torturować na własne życzenie? Negatywne treści zawsze wbijają się nam w pamięć mocniej niż pozytywne. Moja druga złota zasada dotyczy wywiadów, których udzieliłem, i telewizyjnych występów. Nigdy ich później nie oglądam. W przeciwnym wypadku co chwilę musiałbym wykrzykiwać w kierunku ekranu: "Co to za debil tam siedzi?!" Trzeba po prostu pogodzić się z tym, że publiczne występy są wpisane w zawód aktora.

- Przejmuję się tylko tymi opiniami, które wypowiadają osoby naprawdę mi bliskie: moja rodzina, moja żona i moi przyjaciele. Resztą się nie przejmuję.

Channing Tatum urodził się w Alabamie, ale dorastał w sąsiednim stanie Missisipi. Od dziecka zdradzał sportowe zacięcie, dzięki któremu zresztą zdobył stypendium do college'u. Zrezygnował zeń jednak, wybierając pracę.

Początkowo przyszły aktor nie wiedział, jaką ścieżkę powinien obrać. Wśród licznych zajęć, jakimi się parał, była m.in. praca na budowie i pośrednictwo finansowe. Żadna z tych profesji nie budzi jednak takich emocji, jak krótki epizod w nocnym klubie na Florydzie, gdzie tańczył jako męski striptizer. Doświadczenia te przydały mu się zresztą podczas pracy na planie filmu "Magic Mike" (2012), w którym zagrał główną rolę i który wyprodukował.

- Miałem osiemnaście lat i chwytałem się trzech zajęć jednocześnie, by jakoś się utrzymać - wspomina tamten okres Tatum. - Taniec w klubie z męskim striptizem był jednym z nich. Lubiłem występować dla publiczności - i zwyczajnie lubiłem tańczyć. Nie byłem szczególnie podekscytowany koniecznością zdejmowania ubrań, ale też faktem jest, że nigdy nie musiałem pokazywać się takim, jakim mnie Pan Bóg stworzył.

- Odkryłem natomiast, że ta praca może cię zaprowadzić do bardzo, bardzo mrocznego świata. W "Magic Mike'u" nie pokazaliśmy nawet jednej setnej tej rzeczywistości. Takie życie to równia pochyła. Dlatego właśnie w pewnym momencie je rzuciłem.

Prawdziwy szczęściarz

Pierwszym doświadczeniem Channinga w przemyśle stricte rozrywkowym był modeling. Występował w reklamach takich marek, jak American Eagle, Mountain Dew czy Pepsi. Sukcesy, jakie odnosił w tej branży, sprawiły, że postanowił spróbować swoich sił w aktorstwie.

Na dużym ekranie zadebiutował w 2005 r., w filmie "Coach Carter". Rok później zagrał w "Step Up. Tańcu zmysłów", który okazał się prawdziwym hitem, i na planie którego poznał swoją żonę. Od tego czasu jego kariera aktorska rozwija się w imponującym tempie, czego dowodzą role w takich produkcjach, jak "Wrogowie publiczni" (2009), "Wciąż ją kocham" (2010), "I że cię nie opuszczę" (2012) czy "21 Jump Street" (2012).

Aktor przyznaje, że w jego dorobku filmowym nie widać szczególnej konsekwencji.

- To jest tak, że po prostu miałem szczęście - wyjaśnia. - Nad każdą rolą pracujesz tak samo ciężko. Na etapie zdjęć nie wiesz, który film okaże się hitem, a który nie - ale to przecież nie jest tak, że w tych filmach, które nie odniosły oszałamiającego sukcesu, aktor starał się mniej. Poszczęściło mi się również i pod tym względem, że mogłem pracować z niesamowicie utalentowanymi osobami, które przyczyniły się do tego, że filmy z moim skromnym udziałem podbiły serca publiczności.

- Ostatecznie sprowadza się do chyba do tego, by wybierać role, które zapadną widzowi w pamięć, i które wzbudzają również moją sympatię.

Tatum należy obecnie do najbardziej zapracowanych ludzi w Hollywood. W tym roku zdążył już zaprezentować się widzom w dwóch filmach - oprócz "G.I. Joe: Odwet", także w świetnie przyjętym przez krytyków dramacie "Panaceum" w reżyserii Stevena Soderbergha. Przed końcem 2013 r. do kin wejdą dwa kolejne obrazy z jego udziałem - jednym z nich jest "Świat w płomieniach" ("White House Down") Rolanda Emmericha, gdzie wciela się w agenta służb specjalnych ratującego samego prezydenta. Na ekranie towarzyszą mu Jamie Foxx i Maggie Gyllenhaal.

Pamiętny rok

- Zakończyłem też zdjęcia do filmu "Foxcatcher". To będzie coś niesamowitego - dodaje Tatum. Rzeczywiście, jest to produkcja z rodzaju tych, które na długo zapadają widzowi w pamięć, w dodatku oparta na faktach. Opowiada ona o mistrzu olimpijskim w zapasach, Davidzie Schultzie, który w 1996 r. został zamordowany przez cierpiącego na schizofrenię paranoidalną Johna DuPonta.

Tatum ma również w planach udział w najnowszym projekcie rodzeństwa Wachowskich, "Jupiter Ascending". Akcja filmu rozgrywa się w alternatywnym świecie, w którym człowiek znajduje się na najniższym szczeblu hierarchii gatunków. Wiadomo też, że powstanie ciąg dalszy policyjnej komedii "21 Jump Street", która nieoczekiwania podbiła serca kinowej publiczności. Channing wystąpił w niej u boku Jonaha Hilla, ujawniając talent komiczny, o który wcześniej nikt go nie podejrzewał. (...)

Dodajmy do tego zbliżający się wielkimi krokami dzień, w którym aktor zostanie ojcem - a stanie się jasne, że rok 2013 zapamięta on na całe życie.

- Poprzedni rok też był szalony - śmieje się gwiazdor - ale wygląda na to, że teraz dopiero zacznie się prawdziwa jazda!

Tatum i Jenna Dewan są małżeństwem od czterech lat. Mój rozmówca zapewnia, że pomimo wyzwań, jakie realia Hollywood stawiają przed aktorskimi związkami, on i jego ukochana wciąż są tak samo szczęśliwi, jak na początku swojej wspólnej drogi.

- Żona sprawia, że chcę być lepszym człowiekiem - wyznaje. - Jako para cały czas dojrzewamy, inspirując się nawzajem jako artyści i małżonkowie. Przy Jennie jestem po prostu szczęśliwy. Od początku czułem, że muszę być właśnie z tą kobietą. Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości.

Przyszli rodzice nie chcieli poznać płci maleństwa przed urodzeniem.

- Nie wiemy, jaki podarunek przyniesie nam los - mówi Channing Tatum. - To jedna z nielicznych prawdziwych niespodzianek, jakie czekają na nas w tym życiu. Nie mogę się już doczekać dnia, w którym powitamy na świecie nasze dziecko.

© 2013 Cindy Pearlman

Tłum. Katarzyna Kasińska

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Na co do kina?

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Channing Tatum | żyja | zycie | role | życia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje